polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Polvo Siberia

Polvo
Siberia

Po reaktywacji w 2008 roku i świetnym In Prism rok później wydawało się, że tzw. reaktywacja Polvo potoczy się szybkim tempem. Jednak, być może nauczeni doświadczeniami sprzed lat, muzycy nie wywrócili swojego życia do góry nogami z powodu drugiej szansy na wspólne granie. Przeciwnie, potraktowanie aktualnego epizodu właśnie jako drugiej szansy na zrobienie czegoś wspólnie, a nie powrotu do przeszłości, jest dla atrakcyjności ich muzyki kluczowe – nie ma tu ani rewizji przeszłości, ani odcinania kuponów od niej, czego wymowną ilustracją jest fakt, że Ash Bowie w starych utworach granych na koncertach pozmieniał część tekstów, żeby móc je na 100 procent grać po czterdziestce. Siberia ukazuje się dwa lata po ostatnich koncertach grupy i singlu Heavy Detour/Anchoress, nawiązując zarazem do rozimprowizowanego charakteru koncertów i lekkości, przystępności singla. To najlżejsza płyta grupy, którą z dorobkiem Polvo z lat 90tych łączą przede wszystkim charakterystyczne sposoby tkania riffów ocierających się o dysonanse i powiązanie konwencji zwrotkowo-refrenowej z rozbudowanymi instrumentalnymi narracjami, które nigdy tak naprawdę nie mają charakteru solówek.

Mimo złagodzenia brzmienia, wplecenia syntezatorów w „Light, Raking”, oparcia „Old Maps” na gitarach akustycznych, Siberia ukazuje Polvo jako zespół niepodrabialny, bez napinki idący swoją drogą i udowadniający, że fascynacja muzyką rockową bynajmniej nie musi prowadzić do klisz i banałów, nawet po pozostawieniu za sobą czasu burzy i naporu. Pojawiający się w zamykającym płytę „Anchoress” fragment rozpadu warstwy instrumentalnej, któremu z trudem opiera się tylko głos, jest najdziwniejszym produkcyjnym wybrykiem płyty (na singlu go nie było), ale każe też się zastanowić, czy nie sygnalizuje pożegnania, zwłaszcza, że po premierze płyty nie było nawet zapowiedzi trasy koncertowej. Mam nadzieję, że nie i że w swoim niespiesznym, bezstresowym tempie Polvo znów dotrą do Europy a, choć to już raczej marzenie, w którymś momencie historia odda im sprawiedliwość i postawi w absolutnie pierwszym szeregu indie-rockowych zespołów wywodzących się z lat 90tych.

[Piotr Lewandowski]