polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Dustin Wong  / Dustin Wong + Takako Minekawa  Mediation of Ecstatic Energy / Toropical Circle

Dustin Wong / Dustin Wong + Takako Minekawa
Mediation of Ecstatic Energy / Toropical Circle

Niecałe trzy lata od zakończenia działalności Ponytail i wkroczenia na drogę solową Dustin Wong nagrał już trzeci solowy album, oparty o gitarę i loopstacje. Nie można zaprzeczyć, że Wong doskonali warsztat – na Mediation of Ecstatic Energy dużo więcej jest linii basowych osiąganych za pomocą efektu octave, są też rozbudowane partie rytmiczne, zdarzają się serie miniaturowych brzmień a la afrykańska mbira. Jednak przede wszystkim dominują perliste, zapętlane figury o melodyjne solówki w górnych rejestrach o proweniencji prog-rockowej. Problem w tym, że im więcej u Wonga warsztatu, tym mniej pomysłu na muzykę jako taką. Jego pierwszy album dla Thrill Jockey, Infinite Love, był prostszy narzędziowo, ale urzekał pomysłem, wciągał instrumentalną podróżą. Kolejny album miał już momenty nużące, wpadające w kompozycyjny banał i ten kierunek niestety kontynuuje nowa płyta. Wongowi trochę brakuje umiaru – serwuje ponad godzinną porcję muzyki, czternaście utworów siłą rzeczy do siebie podobnych. Jeśli na początku Mediation… jego szerszy o bas plan dźwiękowy robi wrażenie, to pod koniec płyty już nuży, bowiem powszednieje sposób, w jaki te elementy basowe są wprowadzane. Progrockowy, techniczny charakter swych osiągnięć Wong stara się ukryć za radosnym, rozdygotanym, nawet nieco dziecięcym charakterem utworów. Ale takie zabiegi działają jak konfetti albo kolorowe balony na koncertach – pierwszy raz robią wrażenie, przy powtórce wydają się banalnym sposobem uwiedzenia słuchacza. Urzekła mnie jego pierwsza płyta, ale teraz wolałbym go znów usłyszeć w jakimś zespole.

Ostatnie wrażenie potęguje drugi tegoroczny album Wonga, nagrany w duecie z Japonką Takako Minekawa (śpiewającą też na utworze zamykającym Mediation…) i zdecydowanie lepszy. Na Toropical Circle technika Wonga nie jest pierwszoplanowym graczem, przeciwnie, służy architekturze utworów i sugestywności całości. Tworząc plan i kontrapunkt dla głosu Minekawy, trochę przypominającej Satomi z Deerhoof w nastroju balladowo-sennym, Wong gra oszczędniej i niespodziewanie też różnorodniej. Okazuje się, że wystarczą trzy linie gitarowe, że akordami też można zagrać coś fajnego i rytmiczne kaskady też są dzięki temu ciekawsze, a oddanie jednego delaya wokalistce wszystkim wychodzi na dobre. Utwory z głosem przeplatają się z instrumentalami, ale wśród jednych i drugich znajdujemy i piosenki, i abstrakcje. Album ma dzięki temu bardziej naturalną i przekonującą narrację niż quasi-konceptualne Mediation… Toropical Circle to moim zdaniem najlepsza płyta Wonga od czasu Infinite Love. To naprawdę dobry gitarzysta, powinien założyć jakiś zespół.

[Piotr Lewandowski]