polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Josephine Foster Blood Rushing

Josephine Foster
Blood Rushing

Josephine Foster swoim nowym albumem zafundowała nam niezwykle przepiękną podróż w świat brzmień wyłamujących się z ram tradycyjnego repertuaru folkowego. Ba, to nawet jest odległe od tzw. freak folku, święcącego obecnie swój triumf. Na Blood Rushing elementy muzyki klasycznej, z której Foster poniekąd wyrasta, mieszają się z najlepszymi dokonaniami gwiazd folku doprawionym echem naleciałości orientalnych. Wydawać by się mogło, że taka mieszanka może prowadzić jedynie do wybuchu i przerostu formy, lecz nie w przypadku Amerykanki.

Już pierwsze dźwięki otwierającego „Waterfall” pokazują, że mamy zaszczyt obcować z dziełem niezwykle ambitnym, świetnie zaaranżowanym, pozbawionym niepotrzebnych ozdobników. Dalej jest już tylko lepiej. Przepiękna ballad „Panorama Wide” ocierająca się pomiędzy muzyką klezmerską a flamenco. „Child Of God” – piosenka, której nie powstydziłby się Lou Reed i jego Velvet Underground. Z kolei, skromnie zaczynające się „Blood Rushing” to chyba najlepsza wizytówka niesamowitego wokalu Josephine i w ogóle całego uroku jej muzyki. Prawdziwym zaskoczeniem dla naszej percepcji dźwiękowej może wydawać się „Geyser” utrzymany w konwencji kakofonii Toma Waitsa. Prawdziwa perełka. Kończące płytę „Words Come Loose” to nostalgiczna wycieczka w nieco psychodeliczne odcienie sceny folkowej.

Blood Rushing to album kompletny pod każdym względem, nie posiadający słabszych momentów. Pokazujący Josephine Foster jako artystkę pełną artyzmu i olbrzymiej świadomości muzycznej. Piękne melodie i wspaniałe teksty pozwalające całkowicie wyłączyć się od zgiełku wielkiego świata przed jego końcem, który następuje, ale tylko i wyłącznie po tych 35-ciu minutach zaserwowanych nam przez osobę Foster. Jedna z najlepszych płyt 2012 roku, o ile nie najlepsza.

[Mateusz Nowacki]