polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
MENOMENA Moms

MENOMENA
Moms

Mało w drugiej dekadzie XXI wieku jest zespołów, które nie dość, że udało się im wykrystalizować własny i charakterystyczny styl, to jeszcze potrafią utrzymać poziom na kilku wydawnictwach z rzędu i potwierdzić, że nawet pomimo rozszad w składzie, są jednym z najciekawszych współczesnych zespołów. Menomena na „Moms” znajdzie miejsce na dęciaki, syntezatory, talking-headowską perkusję, surową i garażową gitarę, syntetyczne bity, a wszystko przemieli w formę, rozpoznawalną od razu, charakterystyczną dla ich brzmienia. Jednak nie powtarzają sprawdzonych patentów – duet Harris i Seim zwinnie splatają swoje pomysły, mieszając instrumentami na pierwszym planie – bo przeważnie jest to perkusja, ale gęsto upchana wyżej wymienionymi dźwiękami. Do tego na zmianę śpiewają, szaleją z melodiami, i stawiają na żywiołowy nastrój, rozumiany inaczej niż na „Mines”, co nie znaczy, że mniej fascynujący. O „Moms” nie ma co pisać, że nowatorsko wykorzystuje jakiekolwiek patenty, pomysły, metody czy brzmienia, bo tak naprawdę nie ma tu przesadnych innowacji. Chodzi raczej o to, że Seim i Harris tak świetnie potrafią wykorzystać środki, których używają od dawna, że są w stanie z nowym spojrzeniem zaprezentować swoją muzykę. Plus teksty – mało kto jest tworzyć tak świetne liryczne opowieści. Pamiętam kryzys wiszący nad tą kapelą dwa lata temu, należy im tylko przyklasnąć (najlepiej tak jak w otwierającym płytę Plumage), że tak świetnie się z niego podnieśli. Battles w trio się nie udało, Menomena w duecie staje na wysokości zadania ze znakomitym efektem.

[Jakub Knera]

recenzje Lackthereof, Menomena w popupmusic