polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Kapela ze Wsi Warszawa NORD

Kapela ze Wsi Warszawa
NORD

Nie potrzeba głosu Mai Kleszcz, skrzypiec Wojtka Krzaka, kanonad scratchów DJ FeelX-a, ani wsparcia chóru ostatnich wiejskich śpiewaczek, by Kapela ze Wsi Warszawa nagrała znakomitą płytę. „NORD” to godzinna porcja wzruszających, genialnie zagranych i wyśpiewanych dźwięków, dojrzałe, a równocześnie niezwykle świeże dzieło zespołu, który już dawno wymknął się wszelkim klasyfikacjom i schematom.

„Transminimalroots” – hasło, które można było znaleźć na okładce „Wiosny Ludu” czy „Wykorzenienia”, poprzednich płyt Kapeli, dziś już klasycznych i kanonicznych dla całego świata world music, choć na okładce „NORD” nieobecne, byłoby sloganem najtrafniej oddającym charakter całego albumu. Każda z trzynastu kompozycji to brawurowe wcielenie tej koncepcji. Od otwierającego płytę, wyrywającego z krzeseł „Ej ty, gburski synie”, przez mistyczne „Grajo gracyki”, jazzujące „Moja dolo” i „Musiałaś ty dziewczę” (ulubiony utwór dziennikarek radiowych prezentujących płytę), cztery instrumentalne tańce, aż po zamykający album „Step Owy”, Kapela generuje transcendentalną wibrację, po raz kolejny tworzy prawdziwą muzykę przyszłości. Podobnie jak na „Wiośnie Ludu”, zespół kilkukrotnie wzmacnia swoje instrumentarium o trąbkę, na której „świnie” i mnóstwo przestrzeni generuje jazzman Miłosz Gawryłkiewicz. Niewątpliwą perełką jest utwór „Bendzie wojna”, w którym gościnnie pojawia się kanadyjska szamanka Sandy Scofield, który brzmi niczym hipisowski protest-song, nagrany gdzieś na zachodnim wybrzeżu USA w ‘68 roku, a prawdziwą gęsią skórkę wywołują nostalgiczne, kameralistyczne „Gospodynie”. Jest w tym wszystkim kolosalna dawka prawdy i najszczerszych emocji. Solowe partie Magdy Sobczak i Sylwii Świątkowskiej w „Kołysance konopnej”, pierwszym utworze w piętnastoletniej historii zespołu zbudowanym wyłącznie na żeńskich głosach, pewnie nie byłyby tak poruszające, gdyby nie fakt, że zaraz po premierze „Infinity” obie zostały matkami.

„NORD” to także arcydzieło produkcyjne. Nagrania w najlepszych warszawskich studiach nagraniowych i mix Mariusza Dziurawca i Jarosława Smaka ze Studia AS One, przywołują na myśl realizację legendarnych albumów szwedzkiej Hedningarny, występującej na płycie gościnnie w dwóch pierwszych utworach,. Znamienne wydaje się przy tym, że ta formacja, celebrująca właśnie 25-lecie istnienia, po zrewolucjonizowaniu sceny world music w latach 90-tych, wydaniu pięciu płyt i setkach koncertów, właśnie w piętnastym roku działalności ostatecznie pożegnała współpracujące z zespołem wokalistki i weszła w stan artystycznej wegetacji. Kapela, formując nowy szyk i wydając na piętnastolecie istnienia szósty autorski album, nie składa broni i po raz kolejny pokazuje właściwą sobie klasę oraz wstręt do banału. Sugerowany przez tytuł płyty kierunek północny okazał się być wyłącznie luźnym skojarzeniem, inspiracje i charakter muzyki zostały te same, a współpraca z zagranicznymi gośćmi czystym partnerstwem, bez cienia uległości z żadnej ze stron.

Dołączony do książeczki fragment z „Nieśmiertelnych” Hessego: „(…)Ale myśmy odnaleźli siebie/W sferze lodu prześwietlonej gwiezdnie/Obce są nam lata, dni, godziny,/Obca młodość, starość i różnica płci.(…)” po przesłuchaniu „NORD” brzmi niczym credo KzWW AD 2012. Wypływająca z kolektywności zespołu, niesamowita siła nowej płyty i energia, jaka towarzyszy koncertom ją promującym, pozwala wierzyć, że to nie ostatnie słowo „Wieśniaków” i jeszcze nie raz dadzą o sobie znać.

[Mateusz Dobrowolski]