polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Zs This Body Will Be a Corpse / Sky Burial / 33

Zs
This Body Will Be a Corpse / Sky Burial / 33

Po potężnym „New Slaves”, testującym zdolność słuchacza do odkrywania piękna w niekończącym się smaganiu dźwiękiem, zgrzytem i dysonansem, oraz jego elektronicznych reinterpretacjach na „New Slaves II”, ZS odbyli jesienią swoisty egzorcyzm w celu wypędzenia „New Slaves” i otworzenia na coś nowego. Miał on postać zdumiewającego cyklu, na który złożyły się „This Body Will Be a Corpse” – plik MP3 w postaci playera ukrytego w przypince, wydany przez oficynę Parte, specjalizującej się w takich cudach (nakład 100 sztuk, ale wiadomo, Internet…), „Sky Burial”- złota kaseta wydana przez Words + Dreams (nakład 400) i „33” – epka na dwóch siedmiocalowych winylach, z których jeden wbrew nazwie kręci się z prędkością 45 obrotów, przez nowojorski label Northern Spy (nakład 300, dostępna również w wersji cyfrowej). Na końcu ZS osiągają zwrot o 180 stopni w stosunku do swego magnum opus, ale proces zachodzi na trzech wydawnictwach stopniowo.

Ze względu na format, „This Body Will Be a Corpse” (fragment buddyjskiej sutry) mogłoby trwać wieczność. Trwa 74 minuty i jest zdecydowanie najdłuższym wydawnictwem w zestawie. Znajdziemy tutaj elektroniczny noise, ścinki remiksu utworu Gentleman Amateur z „New Slaves, improwizacje, zręby kompozycji, rytmiczne przepychanki, świdrujące sola, ambientowe pasaże”, fragmenty koncertów (te wypełniają większość drugiej połowy pliku). Pojawia się nawet kilka z krystalicznych gitarowych motywów, które później, przearanżowane, uformują płytę solo Greenberga pod nazwą Hubble (również recenzowaną w tym numerze). Słowem, wszystko potrzebne i niepotrzebne, co na takie ekstrawaganckie wydawnictwo o nieskończonej pojemności można wepchnąć. Całość jest zmiksowana w jeden długi strumień muzyki, w którym, jak to się mawia, momenty są. „This Body Will Be a Corpse” jest zdecydowanie początkiem procesu oddalania się grupy od „New Slaves”.

Drugie w kolejności wydawnictwo, piętnastominutowa taśma „Sky Burial” (po angielsku to określenie tybetańskiego pogrzebu przez wystawienie zwłok na żer dla ptactwa) to generalnie noise’owa rzecz. Z oczywistych powodów utwory są na niej dwa utwory. Część pierwsza rozpoczyna się niespiesznie, zalewając słuchacza skowytami i skamleniami saksofonu, zanurzonymi w zgrzytach gitary i perkusyjnym gradobiciu, później wpadająca w charakterystyczne dla Greenberga powtarzalne figury zderzone z industrialnym, rytmicznym ciosem. W drugiej, w której słyszymy free jazzową improwizację, rytmiczne bloki przywodzące na myśl płytę z remiksami i mocny gitarowy finał, kakofonii jest nawet więcej. Rejestracja lo-fi tych improwizacji daje poczucie zakosztowania nieuformowanych, brudnych poszukiwań zespołu. Bądź co bądź, to też raczej ciekawostka, dobrze jednak dopasowana do formatu.

Na „33” jesteśmy już bardzo daleko od „New Slaves” i moim zdaniem to najciekawsza pozycja w cyklu. W miejsce muzyki skomponowanej, wymagającej od muzyków rygoru jak wówczas, przynosi rzecz generalnie improwizowaną i abstrakcyjną, która na dodatek w miejsce 67 minut (podwójny winyl) trwa minut 14 (podwójna 7-calówka). Muzyka jest cicha, ale wwierca się w mózg, nagrano dobrze, ale słuchamy jej jakby zza ściany, co eksponuje i potęguje stłumione, rozmazane brzmienie instrumentów. W luźnych, impresyjnych formach, czasem płynących na prostym, jakby przypadkowym, a czasem na kaskadowym rytmie, z powykręcanych fraz i hipnotycznych cykli gitary i saksofonu wykluwają się paradoksalne quasi-piosenki. Choć brzmienie jest takie samo na całym „33”, to każda z tych miniaturek jest inna, niekonwencjonalna i pełna napięcia.Na dodatek, choć gra formatem wydawnictw jest równie istotna dla cyklu jak sam proces muzyczny, to na tej epce ma szczególny sens. Konieczność wstawania do gramofonu i zmiany strony co 3-4 minuty co sprawia, że w międzyczasie nie ma sensu zajmować się czymś innym i po prostu musimy skupić się na muzyce, co obu stronom wychodzi na dobre. Jak wspomniałem, dostępna jest też wersja cyfrowa, ale warto zagrać z ZS w tę grę. Finalizując tę mini-trylogię, „33” okazuje się kolejnym dowodem na to, że leitmotivem twórczości ZS jest podważanie przyzwyczajeń własnych i słuchacza bez względu na estetyczną formułę – jak na razie sprawdza się to doskonale i można sądzić, że kolejne niespodzianki przed nami.

[Piotr Lewandowski]