polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Toro Y Moi Underneath the Pine

Toro Y Moi
Underneath the Pine

Debiutancki album Toro Y Moi nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia. Jego wizja wspomnień piosenek z lat 80 do mnie nie przemawiała, a przyjemne dźwiękowe mgiełki nie wystarczały dla przykucia uwagi. Na „Underneath the Pine” Bundick zamienia się multiinstrumentalistę, by stworzyć iluzję soulowej, funkowej czy dyskotekowej sielanki, a w najlepszych momentach przenosząc słuchacza we własną rzeczywistość. Najbardziej podoba mi się gdy gra z mocnym wykopem, jak w otwierającej album triadzie Intro/Chi-Chi, New Beat, Go With You, albo Light Black i Still Sound. W balladach (Before I’m Done) czy instrumentalnych interludiach (Divina), jest niestety gorzej, wychodzi na światło dzienne, że piosenki są grubymi nićmi szyte i ocierają się o kicz. Czasem na przestrzeni jednego numeru (np. How I Know) Bundickowi udaje mu się zmieścić to, co w jego muzyce najlepsze i najgorsze. Sposób, w jaki Toro Y Moi pisze melodie i aranżuje piosenki jest bowiem szczególnym złożeniem osłuchania i ignorancji, błyskotliwości i nieporadności. Dziwnie wciągającym, bo chłopakowi nie można odmówić talentu. Bundick wykorzystuje go niby od niechcenia, ale jednak słabsze momenty płyty bierze w nawias tych najlepszych, tak jakby był bardziej cwany, niż chce byśmy myśleli. Mi jego wyjście z pastelowej beztroski w funkującą dwuznaczność w tym momencie wystarcza. Choć, aby cieszyć się tą płytą lepiej nie poświęcać wcześniej zbyt wiele na czasu na Becka albo Air.

[Piotr Lewandowski]

artykuły o Aneks Do Roku 2010 w popupmusic