polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Emade Album producencki

Emade
Album producencki

Po coraz śmielszych dokonaniach w ramach Tworzywa Sztucznego i przeistoczeniu się z didżeja w perkusistę, Emade częstuje nas swoim pierwszym albumem w pełni autorskim. Fakt, produkował on już albumy innych twórców, ale tutaj gra pierwsze skrzypce. Płyta jest złożona z kawałków instrumentalnych spajających utwory z udziałem wokalistów, przez co muzyka płynnie wprowadza nas w kolejne stopnie wtajemniczenia. Taka konstrukcja płyty wzmacnia jej różnorodność, przez co każda kolejna minuta przynosi coś świeżego i zaskakującego. Utwory instrumentalne przypominają chwilami brzmienia zawarte na ostatniej płycie Tworzywa, podobny zestaw muzyków uczestniczył nawet w ich nagrywaniu. Ale w żadnym wypadku powyższe stwierdzenie nie jest krytyką. Może zabrzmi to naiwnie, ale jak na producenckie granie, dużo jest tutaj instrumentów tradycyjnych, przez co "Album ..." brzmi ciepło i bardzo cieleśnie, nie ma charakteru składanki z udziałem różnych raperów. Podkłady zachwycają mnie przede wszystkim przestrzennością i umiejętnym wyważeniem wibrujących basów z lirycznymi zagrywkami klawiszy, fletu i tym podobnym. Trochę w tym jazzowej inspiracji, trochę down-tempo.


    Parę słów należy powiedzieć o rymach zawartych na płycie. Po pierwsze, Emade chyba pisał niektóre bity konkretnie z myślą o danym wokaliście - chociażby O.S.T.R. powinien go ozłocić za muzyczne tło idealnie wręcz pasujące do jego charakteru. Nic więc dziwnego, że przy takiej kombinacji Niebo to istny dynamit. Podobnie jest z dołującym podkładem pod Sokoła i dubową muzyką stworzoną dla Fisza. Analogicznie z Włodim. Przyjemnie zaskakuje wokoder nałożony na głos Inespe, szczególnie w zestawieniu z reggae'owym finałem utworu. Co do tekstów: cóż, początkowo byłem zniesmaczony przekazem Sokoła, ale po paru przesłuchaniach chyba złapałem jego prowokację, która miała właśnie oburzać. I chciałem zauważyć, że nikt mi za pisanie do Popupa nie płaci, więc niestety Sokół nie daje mi przeżyć, nic mi nie przyniesie bulwersowanie się jego rymem. Pudło, szanowny panie, nie daliśmy się nabrać. Fisz zbliża się według mnie do niebezpiecznego punktu, ponieważ zaczyna być jednoznacznie klasyfikowany jako pierwszy introwertyk polskiej muzyki, a Tylko Tobie raczej nie zmieni takiego postrzegania. To właśnie on, obok Izy Kowalewskiej, przynosi najbardziej liryczne chwile na "Albumie ...". Pełny zresztą szacunek dla jedynej kobiety, jaką możemy usłyszeć, ponieważ jej głos robi ogromne wrażenie, jest głęboki i pełen emocji. No i świetny tekst. Właściwie to jedynie Włodi drażni mnie swoimi rymami. Fajnie, że chce wyrazić swoje uczucia, ale czy musi to robić tak infantylnie? Wielość twarzy tej płyty dopełnia jeszcze gościnny udział amerykańskiego Little Egipt.


    Emade pokazał, że jest świetnym muzykiem, potrafiącym tak pokierować, często jedynie pośrednio, zaproszonymi muzykami, że nie dominują oni nad jego wkładem, a sprytnie wkomponowują się w całość, wnosząc ją na wyższy poziom. To już świadczy o dużej klasie i głębokiej wizji tego, co chce się osiągnąć. Poza tym bardzo zróżnicowane klimaty podane są z równą klasą. Słucha się tego tak dobrze, że właściwie nie zauważa się, że płyta już zbliża się do końca. Przez jakiś czas od niej dzień zaczynałem, a potem nią dzień kończyłem. Bomba.


    Ps. I okładka jest prześliczna.

[Piotr Lewandowski]