polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
POE Szum rodzi hałas

POE
Szum rodzi hałas

Od premiery wspólnej płyty Ostrego i Emade minęło już kilka tygodni, w czasie których panegiryków na jej temat pojawiło się w najróżniejszych mediach wiele, od magazynów hip-hopowych po dzienniki prasowe. Nie zamierzam udowadniać, że POE nie zasłużyło na taką estymę, gdyż album od kilku tygodni regularnie powraca do mojego odtwarzacza. Zacznijmy więc od tego, co narzuca się przy pierwszym kontakcie z płytą - Ostry po raz kolejny udowadnia, że chyba nie ma w Polsce drugiego człowieka na scenie hip-hopowej, obdarzonego taką swobodą wykonawczą, z taką beztroską bawiącego się słowem, jego melodyką i tym wszystkim, co sprawia, iż ze spokojnym sumieniem może on twierdzić To ja mam flow (swoją drogą, genialny utwór).

Forma nie jest na szczęście jedyną atrakcją, gdyż Ostry pamięta, iż najważniejsze, by język giętki powiedział wszystko to, co pomyśli głowa. A z tym Ostry nigdy problemów nie miał. Ale to już wiemy na podstawie jego solowych dokonań. Co więcej, atmosfera na "Szum rodzi hałas" jest lżejsza niż na solowych płytach artysty, co według mnie zdecydowanie wyszło jej na dobre. Emade nie pokazał nam Ostrego w diametralnie inny sposób niż mieliśmy okazję poznać go dotychczas, gdyż jego bity bez wątpienia odwołują się do zbliżonej tradycji - niech utożsamia ją styl z początku lat dziewięćdziesiątych. Zbliżona metoda, podobny punkt wyjścia, ale rezultat końcowy jednak zupełnie inny, dzięki czemu "Szum rodzi hałas" jest płytą nasyconą bitami oszczędnymi w środkach, ale rewelacyjnie rezonującymi z feerią rymów Ostrego. POE bez wątpienia rozszerza spektrum dokonań Emade, nie będąc bezpośrednią kontynuacją żadnego z jego wcześniejszych dokonań -hip-hopowy charakter pierwszych dwóch płyt Fisza może być bardzo dalekim punktem odniesienia, do jazzującego "Albumu producenckiego" POE odwołuje się także jedynie w pierwszym przybliżeniu, w detalach i w starannej konsekwencji produkcji (i oczywiście także w uroczych Koralach zaśpiewanych przez Izę Kowalewską). Niewątpliwie za to należą się Emade słowa uznania, gdyż bity są wyważone, z jednej strony pozornie przyczajone za głosem Ostrego, jednak każde kolejne spotkanie z tą płytą pozwala odkryć w nich kolejną warstwę, kolejny szczegół i kolejną atrakcję. Powyższa uwaga odnosi się zresztą do całego albumu i stanowi według mnie jego najważniejszą zaletę.

To, że Ostry i Emade mają potencjał na nagranie bardzo dobrej płyty, nie powinno nikogo zaskakiwać i nic dziwnego, że tak właśnie się stało. Istotne jednak, że "Szum rodzi hałas" to dzieło wielopłaszczyznowe a zarazem koherentne jeżeli chodzi o treść i formę, spójne i konsekwentne a zarazem różnorodne muzycznie, a przede wszystkim, prawdopodobnie stuprocentowo odporne na próbę czasu. Każde kolejne podejście ukazuje POE w nieco innym świetle, pozwala skupić się na innym aspekcie, uwypukla inną atrakcję i odkrywa kolejne dno. W tym tkwi siła albumu - nagranie płyty o wielu obliczach, dobrej na różne nastroje i zmieniającej swoje oblicze z każdym przesłuchaniem jest zadaniem godnym najwyższej uwagi i podziwu. I za to należy się duetowi Ostry/Emade pełen szacunek. "Szum rodzi hałas" jest płytą, do której warto często powracać, która swoje wartości prezentuje słuchaczowi uważnemu i gotowemu na poświęcenie tej muzyce sporo uwagi. A warto. Pozycja obowiązkowa, choć wymagająca.

[Piotr Lewandowski]