polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Ścianka Na Chłodnej, 1.03.2010

Ścianka
Na Chłodnej, 1.03.2010

Cztery lata po wydaniu rewelacyjnej, otwierającej nowe wątki w twórczości Ścianki płyty "Pan Planeta", na rynku ukazuję się nowe wydawnictwo – pierwsze w historii grupy DVD, będące rejestracją koncertu z warszawskiego klubu Chłodna 25 z pierwszego marca tego roku. "Pan Planeta" była ostatnią płytą nagraną w składzie z Jackiem Lachowiczem i Andrzejem Koczanem. Ścianka zaś, nie zważając tęsknotę za klawiszami części fanów zespołu, powróciła do składu, w jakim rozpoczynała działalność, czyli tria z gitarą elektryczną, basową i perkusją. Basistą grupy został Michał Biela z Kristen.

W tym składzie zostało nagrane niniejsze DVD. Maciej Cieślak wyposażony w gitarę elektryczną, sporo efektów, mikrofon mono i czuwający nad konsoletą, którą ma za plecami jest wyraźnym liderem grupy w obecnym składzie (co nie zawsze było oczywiste, gdy obok założyciela grupy na scenie znajdował się indywidualista o równie precyzyjnej wizji muzyki: hałasujący klawiszami, pogłosami i syntezatorami Jacek Lachowicz). Perkusista Arkadiusz Kowalczyk jest jego równorzędnym partnerem scenicznym, w niemal telepatyczny sposób porozumiewa się z wokalistą Ścianki, rozpoczynając i kończąc improwizacje niemal w tym samym momencie. Michał Biela nie zostaje w tyle, dopełniając brzmienie grupy swoją eksperymentalną i wrażliwą grą – poza basem również na cymbałkach. Charakterystyczne jest to, że w obecnym składzie mamy do czynienia z trzema indywidualistami, osobami niezwykle wrażliwymi, introwertykami, którzy nie tworzą muzyki w sposób tradycyjny dla tria, a raczej w zależności od utworu pełnią w nim różne funkcje.

Zarzewie idei muzycznej wychodzi zwykle od Cieślaka, jednak wkład każdego z muzyków rozwój utworów jest niezaprzeczalny. Najlepszym tego przykładem jest znany fanom Ścianki z koncertów (oraz posiadaczom płyty Cieślaka i Księżniczek, która również ukazała się w tym roku) "We're not fake enough", gdzie wbijająca się w podświadomość melodia próbuje przebić się przez gąszcz noisowych partii gitary i powtarzanych akordów sekcji rytmicznej (konstrukcja jest tu podobna do "Wichury. Głowy czerwonego byka" – z miejscem na partie improwizowane włącznie).

Paradoksalnie, każdy z muzyków gra partię na tyle autonomiczną, że są one wartościowe same w sobie, a jednocześnie grane równocześnie są spójne, stanowią podniesioną do trzeciej potęgi, wysoką, emocjonalną tkankę rytmiczno-brzmienowo-melodyczną. "We're not fake enough", obok "She's pissed off at life", "Satellites", "Unknown instrumental track" i zupełnie nowego, protopunkowego, korzennego, balansującego na granicy banalnych akordów i prostych rytmów oraz skomplikowanej struktury "Be a me" (zapowiedzianego przez Cieślaka jako "pół piosenki"), to utwory reprezentujące bardziej energetyczną stronę tria. Utwory te są blisko emocji takich jak złość, wściekłość, zniecierpliwienie – muzyka jest tutaj sposobem na ich wyrażenie, dotarcie do ich sedna, przenicowanie, przetrawienie, wyżyłowanie do cna.

Drugą grupę utworów stanowią te cichsze, co nie znaczy, że wywołujące mniej emocji. Płynnie przechodzą od ładnej melodii do totalnej gry free i noise'u, by powrócić do granego na gitarze elektrycznej i gwizdanego motywu przewodniego, jak w "Restchaires rest in the Sun". Posępnie kroczą przed siebie – melodia gitary próbuje odnaleźć swoją drogę posród dudniącego basu i gry na kotle, jak w "Waterfalls" czy "Piosence no 1". Na płycie znalazł się również utwór, który w swej konstrukcji jest podobny do "Zepsutej piosenki", a jest to "No anybody", opowiadający o izolacji, wyobcowaniu i w pewnym sensie egocentryzmie – harcerskim riffom towarzyszy anty-rockowa perkusja i pobąkiwania basu oraz wrzeszczany tekst. Wielbiciele piosenek Ścianki ("Harfy traw", "Latającego psa" czy "Sopotu") bardziej chyba przypadnie do gustu Cieślak i Ksieżniczki. Dzieło wieńczy psychodeliczno-noise'owo-klaustrofobiczna suita "You are divine" – utwór, który rewelacyjnie zabrzmiał na dużej przestrzeni głównej sceny Off Festivalu kilka lat temu. Co ciekawe – w zależności od utworu, gitara jest strojona inaczej, w każdym efekty są używane w inny sposób.

Strona wizualna jest zbieżna z pomysłem na muzykę. Obraz jest ujęty nieco niedbale, niekoniecznie w sposób tradycyjny, czasem rozmyty, niejednokrotnie przypominający taśmę analogową. Montaż zaś – będący odpowiednikiem produkcji i post-produkcji w muzyce – jest wykonany starannie, ekran często podzielony jest na pół i pokazuje dwóch muzyków. Innym razem nachodzi na siebie, tworząc z obręczy perkusji czy wiszącej lampy coś na kształt wizualizacji, wizualnej interpretacji dźwięków. Całość wg zasady lidera Ścianki: lepiej działać ze znajomymi, wspólnie i z zaangażowaniem, a niekoniecznie w HD.

Cieślak podzielił swe pomysły pomiędzy dwie grupy: do repertuaru Cieślaka i Księżniczek lądują piękne melodie, ładne piosenki, w miarę proste emocje, Ścianka kolekcjonuje wrażenia bliskie wyobcowaniu, schizofrenicznym odlotom, wściekłości, zniechęceniu, ale też ekstatycznej radości bliskiej nirwanie. Nowe utwory wydobywają ze Ścianki esencję: garażowy, korzenny brud przemieszany z grą free, psychodelią i eksperymentem. Ciekawe co by było, gdyby Cieślak i Kowalczyk na przełomie XX. i XXI w. mogli zagrać solidną trasę koncertową po Europie, a może i w USA. Najprawdopodobniej muzyka Ścianki byłaby punktem odniesienia dla muzyki świata, a tak: dziś grupa nadal pozostaje raczej na obrzeżach polskiego show-biznesu, co specjalnie nie dziwi. Wyjątkowa sztuka zawsze była akceptowana przez mniejszość.

[Łukasz Folda]