polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Joanna Newsom Have One on Me

Joanna Newsom
Have One on Me

Choć trójpłytowość nowej płyty Joanny Newsom jest raczej techniczna niż koncepcyjna i wynika z podzielenia materiału na porcje mieszczące się na winyl, to ponad dwugodzinny materiał jest niebagatelnym wyzwaniem i dla twórcy, i dla słuchacza. Zwłaszcza, jeśli za sprawą poprzedniego albumu „Ys” o autorce już pisze się książki. Można odnieść wrażenie, że Joanna postanowiła zachować się trochę tak, jakby poprzedniej płyty nie było (z dokładnością do kilku autocytatów). Zamiast wielkiej trójki Dyke van Parks – Jim O’Rourke – Steve Albini, jej głównym współpracownikiem został, w sumie anonimowy, Ryan Francesconi. I takim zostanie, gdyż miejsce szokujących aranżacji na orkiestrę słyszymy albo bardzo czytelnie prowadzony nieduży zespół, albo zwrot w stronę mniejszych form. W skrajnych przypadkach Joanna odstawiła harfę na rzecz fortepianu, a podobieństwa do Tori Amos, Kate Bush i Joni Mitchell stały się wyraźniejsze. Zaś przepełnione parabolami teksty ustąpiły miejsca osobistym rozliczeniom nieudanego związku z Billem Callahanem. Wszystko to wiemy. A siła Joanny tkwiła przecież w tym, że nie mogliśmy jej do końca przejrzeć i odgadnąć.
Konsekwencją jest album, który z „Ys” równać się nie może. Poszczególnych z trzech jego płyt bez straty słuchać można w oderwaniu od pozostałych, a może nawet lepiej tak czynić. Każda z nich zawiera sporo bardzo dobrego materiału, czy są to popowe, bardziej przystępne utwory (Good Intentions Paving Company, Soft as Chalk), miniaturki w stylu debiutu (81), posępne wyznania (Go Long), czy nawet nawiązania do „Ys” (Kingfisher, finał w Baby Birch). Jednak wrażenia rozcieńczenia atutów, czy wręcz rozmienienia ich na drobne, wyzbyć się trudno. I nie potrafię ciągle rozstrzygnąć, czy gigantyczna, dysfunkcyjna skala tej płyty jest wynikiem nieodgadnionego zamysłu i ambicji, czy niezdolności selekcji i cięć (niby cenna umiejętność, ale taki Sufjan Stevens od pięciu lat zdaje się eliminować każdą piosenkę, która mu przyjdzie do głowy, więc…). Przy tym, chyba właśnie skala przedsięwzięcia rekompensować ma mniejszą niż w przeszłości pomysłowość i natężenie poszczególnych utworów. Na tle ogółu aktualnej muzyki„Have One on Me” i tak wypada dobrze. Ale Joannę będziemy już mierzyć jej własną miarą. Czyż nie o to jej od początku chodziło?

[Piotr Lewandowski]