polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Lao Che wywiad ze Spiętym

Lao Che
wywiad ze Spiętym

W historię polskiej muzyki wpisali się już swą drugą, wydaną przed trzema laty płytą "Powstanie Warszawskie". W tym roku Lao Che powrócili z albumem "Gospel", którą ugruntowali swoją pozycję na polskim rynku muzycznym. Niesamowita liczba koncertów, obecność na wszystkich największych polskich festiwalach, mnóstwo sprzedanych płyt, a przede wszystkim niezwykle pomysłowa twórczość, zarówno pod względem stylistycznego eklektyzmu, jak i niebanalnej warstwy lirycznej czynią septet z Płocka szczególnym zjawiskiem na rodzimej scenie. O tym jak jego muzycy sami postrzegają swoją twórczość, wydanej niedawno płycie Gospel, a także przyszłości zespołu rozmawialiśmy ze Spiętym czyli Hubertem Dobaczewskim, chwilę po koncercie, który odbył się w niezwykłej przestrzeni - starym Kościele św. Jana w Gdańsku.

Widziałem was już chyba sześć razy na koncercie i zawsze potraficie czymś pozytywnie zaskoczyć. Miałem obawy czy nie będzie to kolejny, wtórny koncert - ale okazało się zupełnie inaczej.

My mamy tak samo, boimy się rutyny. Ciężko byłoby nam grać pod górę. Mamy już 3 płyty, ale wciąż chce się nam grać dalej. Traktujemy nasze granie trochę jako swego rodzaju misję - mamy jakieś predyspozycje, dobrze nam się układa, więc to robimy i sami nie chcemy się tym zanudzić.

"Powstanie Warszawskie" promowaliście w Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie, dzisiaj promujecie materiał z "Gospel" w Kościele św. Jana - miejsce idealnie pasujące tematycznie do tej płyty...

Tak, warunki przestrzeni kościoła zadecydowały o tym, aby przygotować trochę bardziej subtelny materiał. Dobrze wpisały się w to piosenki z płyty "Gusła", na których przecież także pojawia się tematyka religijna... Poruszamy się po tym religijnym pograniczu bo to nasz polski element wpisany mocno w polską kulturę.

A zdarzało się wam występować w miejscach odmiennych od zwykłej sali koncertowej? Jeśli tak to gdzie?

Graliśmy w Berlinie koncert z materiałem z "Powstania Warszawskiego". To też wyjątkowe miejsce, ale ten koncert przeszedł jakoś bez echa. Graliśmy na Polskim Festiwalu, więc niewielu Niemców o tym wiedziało. To trochę dziwnie brzmi - "Powstanie Warszawskie" w Berlinie... ale mamy to za sobą.

Zagraliście na wszystkich największych festiwalach muzycznych - Heineken Open'er, Off-fest, Woodstock i Jarocin. Zapraszają was praktycznie wszędzie i gracie też dla odmiennej publiki...

Różnice są wyraźne. Na Woodstocku graliśmy już trzeci raz i można powiedzieć, że mamy tam silną redutę. Emocjonalnie ten festiwal jest największym przeżyciem - mnóstwo ludzi i fajna atmosfera, a to wszystko bardzo mi się podoba, czuję się tam dobrze i bezpiecznie. Ważny był też dla nas koncert na Open'erze, bo to również specyficzna impreza - występują tam gwiazdy z całego świata, przez co stale jest wysoki poziom muzyczny, a nas rzucono na głęboką wodę, bo supportowaliśmy Goldfrapp i Massive Attack. To było dla nas kolejne, ciekawe wydarzenie i nowe okoliczności, co bardzo lubimy z zespołem, a na pewno ja osobiście - zawsze nas to w jakiś sposób stymuluje. Podobało nam się to, że graliśmy dla innej publiczności. Na Off-festivalu graliśmy już drugi raz - nasz ubiegłoroczny koncert przeszedł raczej jakoś bez echa. Graliśmy dość wcześnie, nie promowaliśmy nowej płyty; co prawda na dużej scenie, ale nie wspominam tego koncertu za dobrze. Natomiast w tym roku bardzo mi się podobało. W Jarocinie mieliśmy trochę spadek formy, to było chyba jakiś czas przed Woodstockiem, do którego bardzo się przygotowałem. Na takie festiwale zawsze trzeba ulokować dużo energii.

A czy przez fakt, że występujecie przed liczną i zróżnicowaną publicznością macie poczucie, że wasza muzyka i teksty w jakiś sposób mocno na nich oddziałują? Przykładem niech będzie płyta "Powstanie Warszawskie" którą w znacznej mierze przyczyniła się do spopularyzowania wydarzeń z roku 1944...

Przy tym albumie mocno dało się to odczuć - swego rodzaju sprzężenie zwrotne na koncertach. Wychodziliśmy na scenę, a ludzie śpiewali nasze teksty, w pewien sposób odbijając piłeczkę - widoczne było to jak mocny byli zaangażowani. Przy pierwszej płycie tego nie było, bo ma inny charakter - jest bardziej tajemnicza i trochę wycofana. "Powstanie Warszawskie" było swego rodzaju strzałem - robiliśmy tą płytę bardziej do siebie, introwertycznie, a okazało się że ludzie to podchwycili i zaczęli popularyzować temat. Przy "Gospel" jest podobnie - dla naszej publiczności teksty mają znaczenie, ludzie się w nie wsłuchują i zastanawiają się o czym jeszcze będziemy traktować. To daje nam bardzo dużo energii.

Najwięcej z tekstów polskich wieszczów czerpaliście na "Gusłach". Czy teraz sami nie czujecie się trochę jak współcześni polscy wieszcze?

Musi minąć dużo czasu, żeby spojrzeć na to z perspektywy i z dystansem. Staramy się robić dobre płyty - angażujemy się w nie muzycznie, a ja jeszcze tekstowo. Przy dwóch pierwszych płytach dużo kombinowałem z poezją romantyzmu, utworami powstańczymi, natomiast płyta "Gospel" jest całkowicie autorska tekstowo. Zależało nam na tym, nie chcieliśmy również używać zapożyczeń muzycznych, tak jak robiliśmy to wcześniej.

Dlaczego dopiero teraz?

To nowe okoliczności, szukaliśmy nowego rozwiązania. Nie chcieliśmy tworzyć konkretnego konceptu - płyta "Gospel" jest tworem jednorodnym, ale nie jest cała podporządkowana i kompozycje nie wynikają z siebie - wszystko jedynie obraca się wokół danego tematu. Wcześniej dochodziło do kompilacji i zapożyczeń tekstowych czy dźwiękowych, teraz chcieliśmy zrobić inaczej.

W wielu wywiadach podkreślacie że "Gospel" to płyta wesoła i radosna, jednak z waszych tekstów - mimo, że odmiennych od dwóch poprzednich krążków - nie wyłania się pozytywny obraz...

Czy ja wiem, czy nie są pozytywne? Wcześniej wymyślaliśmy temat, do którego układaliśmy muzykę i teksty. Teraz najpierw powstała muzyka, a potem stworzyłem do niej teksty - nie chcieliśmy popadać w nostalgię i grać mrocznych dźwięków, ale bardziej wesoło. Teksty wyszły faktycznie bardziej refleksyjne...

Więc czy Lao Che to zespół bardziej refleksyjny i poważny...

Jesteśmy ludźmi. Raz bywamy weseli, raz smutni. W pewnych załogach kumulują się energie i spotykają się ludzie z podobnym podejściem do świata. My raczej nie jesteśmy zespołem smutnym, wręcz przeciwnie - nierzadko żartujemy z życia, ze świata, z samych siebie. A refleksja jest potrzebna każdemu. Trzeba się pośmiać, pożartować, ale to nie ma być wieczny, głupkowaty śmiech - potem przychodzi myśl, refleksja, po której człowiek potrzebuje czegoś innego. Wydaje mi się, że udało się nam to połączyć. Radosną muzykę z tekstami, które raczej nie są smutne, ale są ironiczne i chcemy nimi sprowokować, co trzeba traktować z pewnym dystansem.

Nasuwa się pytanie, które dotyczy zarówno płyty "Gospel" jak i "Powstanie Warszawskie" - nie czuliście, że porywacie z motyką na słońce tworząc te materiały? W przypadku "Powstania" osiągnęliście imponujący rezultat, jednak w przypadku obu albumów wchodzicie na tematy dość drażliwe. Na "Gospel" poruszacie tematy religijne, w naszym kraju to trochę stąpanie po cienkim lodzie...

Jedyne co ważne, to czyny odważne. Zarówno twórczość jak i sztuka powinny być odważne. Jeżeli na "Gospel" poruszam kryzys religijno-duchowy, to ja jestem jego częścią i w pewien sposób biorę za niego odpowiedzialność. To trudny temat, ale potraktowałem go w szczery sposób - sam mam pewien problem z religią, duchem, poczuciem własnego ja i dałem temu wyraz.

Powiedziałeś, że przy "Gospel" nie czerpaliście z zapożyczeń, nie używaliście innych tekstów, kawałków słuchowisk - przy poprzednich płytach to częste zjawisko. Nie mieliście ochoty stworzyć swego rodzaju muzycznego para-słuchowiska?

Z tą myślą robiliśmy "Gusła" i "Powstanie Warszawskie" - wszystkie dodatkowe dźwięki miały tam oddać specyficzną atmosferę: przy pierwszej płycie historie obyczajowe i zamierzchłe wydarzenia z kresów czasu średniowiecza, w dużej mierze religijne; tak samo przy "Powstaniu Warszawskim" - wszystkie wyobrażenia są zobrazowane dźwiękiem i słowem. Natomiast nie otrzymaliśmy jeszcze propozycji, aby stworzyć muzykę do sztuki czy filmu. Te płyty same w sobie są słuchowiskiem, wydaje mi się że fajnie było by zrobić muzykę pod jakiś obraz, ale na to potrzeba czasu, tego nie da się zrobić ot tak, bardzo szybko. To musiałby być film, który nas ujmie i w który chcielibyśmy się zaangażować. Na razie nagrywamy płyty, ale potem trzeba będzie szukać nowych ścieżek. Jeśli ktoś zgłosi się do nas z taką propozycją to czemu nie?

Obecnie popularnym tematem jest film o Westerplatte...

Nie, zdecydowanie nie... Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. Płytą "Gospel" chcieliśmy odciąć od tego tematu, mamy go za sobą. Mamy ogromny szacunek do materiału z "Powstania Warszawskiego", ciągle go gramy, ale mamy to za sobą. Nie jesteśmy zespołem Powstanie Warszawskie, tylko Lao Che. Statek płynie dalej...

A nie wydaje Ci się, że w oczach wielu osób możecie być wciąż takim "historycznym" zespołem?

Nie, raczej nie. Rok czy dwa pod "Powstaniu Warszawskim" pojawiało się mnóstwo spekulacji czy rad "zróbcie płytę o tym, albo o tamtym". Zrobiliśmy jedną taką płytę i starczy. Z naszej strony nie bylibyśmy w stanie zrobić lepszej płyty, chyba nie potrafilibyśmy bardziej się w nią zaangażować. To by było - tak jak powiedziałem - wejście drugi raz do tej samej rzeki. Trzeba było skręcić w stronę czegoś innego - wesoła płyta z wesołym dźwiękiem, nie-koncept. Czwarta płyta z pewnością również będzie inna. Ma to jakiś swój wspólny mianownik, bo te płyty można porównać, ale zależy nam na tym, żeby się rozwijać, uczyć się czegoś, żeby poszukiwać nowych rozwiązań.

W Twoich tekstach fragmenty tekstów są melodeklamowane czy recytowane - nie macie ochoty wrócić do stylistyki z zespołu Koli, czegoś bardziej hiphopowego...

Są takie zakusy... Może na czwartej płycie będzie trochę elektroniki. Sam mam ochotę nagrać swoją solowa płytę, na którą chciałbym przygotować szanty w trochę alternatywny sposób i chciałbym na niej - jak to się mówi - porapować. Mówię to w cudzysłowiu, bo sam nie uważam się za rapera, ale lubię tą stylistykę i swego rodzaju trans. Chciałbym zrobić to na swój sposób i wejść do tego gatunku trochę innymi drzwiami.

Nagrywacie płyty techniką analogową. Czym to jest spowodowane - sentymentem, specyficznym brzmieniem?

Wiesz, staramy się szukać rozwiązań niestosowanych na co dzień - zazwyczaj nagrywa się muzykę na komputerze i brzmi to cyfrowo, inaczej niż analogowo. W wielu przypadkach gorzej. My chcieliśmy zabrzmieć inaczej - to stary sprzęt, którego dzisiaj się nie produkuje, dlatego nagrywa się na starych urządzeniach.

A gdybym poprosił Cię o spojrzenie na wasz zespół trochę z perspektywy... To może być trudne, ale czy uważacie się za formację, która w jakiś istotny sposób zaznaczyła swoją twórczość na polskiej scenie? Dla mnie to zauważalne, ale jak odczuwacie to Wy jako zespół? Czy świadczy o tym liczba koncertów, fakt, że wasi fani śpiewają razem z wami wasze piosenki czy jeszcze coś innego?

To działa bardzo stymulująco. Zawsze byliśmy grupą, która chce robić rzeczy dobre, na miarę naszych możliwości. Ludzie zaczęli chyba dostrzegać, że szukamy własnej drogi - czasem lepiej, czasem gorzej - i mamy swój odważny kurs. Wydaje mi się, że nasi słuchacze to doceniają. W Gdańsku graliśmy miesiąc temu, a teraz znów przyszło mnóstwo ludzi, czasami jesteśmy tym sami zaskoczeni. Nie jesteśmy zespołem, który chce zarobić na ogromnej liczbie koncertów, zależy nam, żeby stworzyć fajne emocje, wyjść na scenę i przede wszystkim żeby chciało się nam grać. Dlatego dziś zmieniliśmy trochę aranże i zagraliśmy ten materiał trochę inaczej w porównaniu do naszych teraźniejszych setów.

Kiedyś powiedziałeś, że tworząc Lao Che założyliście, że to co tworzycie będzie obracało się wokół tematyki polskiej. To widać na waszych kolejnych płytach - skąd ten pomysł?

Dużo osób pewnie zastanawia się jaki mamy do tego stosunek. Wyrosłem w kulturze polskiej, jestem jej częścią. Jeśli powiem, że ona mnie nie interesuje, nie będzie to prawdą. Jestem Polakiem, funkcjonuję tutaj i nie chcę stąd wyjeżdżać. Wiele rzeczy kulturowo mi się podoba, trochę nie. Ale to też ma trochę "krótkie nogi" - nie będę przecież do końca życia pisał o tym jak to jest kulturowo być Polakiem. To dzieje się samo z siebie - nawet gdybym nagrał płytę po angielsku, to i tak z perspektywy Polaka. Nie wiem czy to dobry przykład, ale ta polskość zawsze będzie ze mnie sama wychodziła.

Z dwa lata temu w jednym z wywiadów mówiliście, że oprócz koncertowania i muzyki prowadzicie osobne życie zawodowe. Jak to wygląda teraz? Gracie mnóstwo koncertów - czy dzięki temu możecie poświęcić się tylko muzyce?

Jesteśmy dokładnie w tym momencie - część z nas niedługo kończy pracę i będziemy skupiać się wyłącznie na muzyce. W październiku i listopadzie gramy tyle koncertów, że spokojnie możemy się z tego utrzymać i bardziej pogrążyć w muzyce, więcej grać i szukać nowych ścieżek. Mam 34 lata i nagrałem do tej pory 4 płyty (łącznie z Koli) - pracowałem i wyjeżdżałem na koncerty. Teraz jest to trochę męczące i żeby zrobić coś dalej, trzeba poświęcać temu więcej czasu, uwagi i energii. Jeśli chcę dbać o odpowiedni poziom tego co robię, muszę zdecydować się na jedną rzecz - nie można ciągnąć dwóch srok za ogon.

Będziecie mieli więcej czasu, żeby zacząć nagrywać kolejną płytę...

Nauczony doświadczeniem, wiem że to musi odleżeć. W życiu zespołu musi przyjść taki moment, kiedy jego stanem i tym co grasz. Trzeba zmienić ten stan i poszukać czegoś świeżego. To przychodzi naturalnie, ale z czasem i ma pewien rytm. Ale do tego momentu minie pewnie jeszcze dużo czasu i koncertów, bo one mają bardzo istotny wpływ na to kim jesteśmy i co tworzymy.

[Jakub Knera]