polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Of Montreal wywiad z Bryanem Poole

Of Montreal
wywiad z Bryanem Poole

Koncert Of Montreal na Off Festivalu to naszym zdaniem jedno z najciekawszych wydarzeń koncertowego lata. Zespół dużo szumu narobił swoją ostatnią płytą "Hisssing Sauna, Are You a Destroyer?", na której osobiste perypetie lidera grupy Kevina Barnesa były pretekstem do porywającej, psychodelicznej, ale zarazem zaraźliwie popowej opowieści. Na październik zapowiedziany jest nowy album "Skeletal Lamping". Of Montreal skrzydła rozwijają jednak przede wszystkim na koncertach, tworząc niesamowite i żywiołowe widowisko. Będziemy mogli się o tym przekonać już w sierpniu w Mysłowicach, a tymczasem zapraszamy do lektury wywiadu z gitarzystą formacji, Bryanem Poole.

Cześć, miło mi niezmiernie, że gościmy Of Montreal na łamach naszego magazynu.

Mi również, a zwą mnie The Late BP Helium, pochodzę z Athens, Georgia, gdzie od zawsze z przyjaciółmi gram muzykę. Może słyszałeś swego czasu o Elephant 6 Collective, tam też działałem, a teraz liczy się tylko Of Montreal.

Właśnie. Przed nami Wasz pierwszy koncert w Polsce, gdzie zagracie na Off Festivalu. Sporo już koncertowaliście w Europie, Wasze koncerty mają świetną opinię, sam byłem pod olbrzymim wrażeniem Waszego występu na Primavera Sound rok temu w Barcelonie. Fajnie, że wreszcie zobaczymy Was w Polsce.

Miło to słyszeć, a tamten gig w Barcelonie był ostatnim na długiej europejskiej trasie. To był obłędny koncert, dzień wcześniej graliśmy w Londynie, samolot mieliśmy o świcie i przylecieliśmy do Barcelony nie kładąc się spać. Lubimy grać w Europie, gdzie reakcje publiczności są bardzo zróżnicowane - np. na ostatniej trasie w Niemczech ludzie byli bardzo spokojni, choć czuło się, że im się podoba, w Danii publika po prostu wariowała, w innych krajach skandynawskich też mieliśmy dobre przyjęcie. Francja była dziwna, na tamtych koncertach część osób się bawiła świetnie, a część zachowywała, jakby był to pierwszy koncert w ich życiu. Włochy w porządku, ale za to Chorwacja rządzi! Koncert w Zagrzebiu był jednym z najlepszych na całej trasie. No i jeszcze Anglia, gdzie generalnie nie lubimy grać - pogoda jest obrzydliwa, kluby również, a traktowanie przez organizatorów - też nic specjalnego. Na szczęście mamy tam sporo fanów i świetna publiczność zawsze rekompensuje te słabe strony.

Sądzę, że w Polsce czeka Was żywiołowe przyjęcie.

Mam nadzieję, cieszymy się na ten koncert. Mieliśmy propozycję zagrania na Off Festivalu już w ubiegłym roku, ale sierpniowy termin nie pasował do naszego kalendarza.

Wasz ostatni album został doskonale przyjęty w Stanach, ale mam wrażenie, że w Europie nie jesteście tak popularni za sprawą płyt. Ludzie chyba bardziej kojarzą Was z koncertów, które wydają się najlepszą metodą zyskania tutaj rozgłosu.

Niby tak, choć w Stanach wiele koncertowaliśmy w ciągu ostatnich czterech, pięciu lat, jeszcze przed wydaniem "Hissing Fauna.", dzięki czemu nasza publiczność stopniowo i konsekwentnie się powiększała. Wiesz, począwszy od czasów Velvet Underground, przez epokę punka aż po dziś, intensywne koncerty to praktycznie jedyny sposób dla niezależnych kapel, by trafić do słuchaczy w Stanach. Blag Flag i zespoły z ich czasów położyły fundamenty pod sieć niezależnych klubów, która jest prężna do dziś. Sprzyja ona docieraniu do publiczności, jeśli tylko masz energię i chęć się w to bawić, gdyż wraz z upływem czasu pojawia się zwrot z nieustannego koncertowania. Sam kręcę się w tym cyrku już prawie piętnaście lat. W Europie mamy natomiast bardzo dobry label, prowadzony przez człowieka, który lubi naszą muzykę i świetnie rozumie, jak trzeba promować niezależne zespoły. Więc ostatnio gramy tutaj sporo i wydaje mi się, że w dobrych miejscach, co przypomina mi naszą pozycję w US sprzed mniej więcej około trzech lat. Wiadomo, że czasami zajeżdżasz do miasta, którego nie znasz, klub wygląda marnie, a w środku jest pięćdziesiąt osób. Wtedy zastanawiasz się "co ja tutaj robię". Takie wypadki się zdarzają, nie ma co się zrażać.

Zwłaszcza, że koncerty to pewnie najlepszy sposób wypromowania płyty i chyba też dość ważny kanał sprzedaży.

Generalnie zarabiamy na trasach, dopiero od niedawna ze sprzedaży płyt mamy jakieś pieniądze na czysto.

Internet chyba odgrywa w tej kwestii ambiwalentną rolę. Z jednej strony Wasza muzyka dociera w miejsca, gdzie niemal nie sposób zdobyć Waszych płyt, a z drugiej, ludzie mogą je ściągać z sieci ograniczając sprzedaż.

Tak, ale moim zdaniem my nie tracimy na obecności w sieci darmowych mp3. Przykładowo, koncert w Chorwacji rok temu był wyprzedany, a ponad czterysta osób w wypchanym klubie śpiewało nasze piosenki - w kraju, co do którego nawet nie podejrzewałem, że ktokolwiek nas tam zna. Coś wspaniałego. Jestem pewien, że znali nas z netu. A ostatecznie, w czasie koncertu sprzedaliśmy sporo płyt i koszulek.

Wasze brzmienie z czasem nabrało naprawdę unikatowego kształtu, a koncerty są niesamowitym widowiskiem. Jak przebiegała Wasza droga do tak niezwykłego połączenia popu i psychodelii?

Cóż, początkowo inspirowała nas przede wszystkim muzyka lat sześćdziesiątych, z czasem zaczęliśmy inkorporować elektronikę, trip-hopowe bity, przede wszystkim z zamiarem udziwnienia naszej muzyki, która przez to stała się bardziej kwaśna. Później, tak jak w malarstwie, zainteresowało nas bogactwo palety i faktury, a coraz bardziej współczesne inspiracje sprawiały, że nasze własne brzmienie stało się wielopłaszczyznowe i psychodeliczne.

Jak ważna jest strona wizualna Of Montreal? Wasz koncert obrazowo zapadł mi w pamięć nie tylko za sprawą dziwacznych strojów czy grania na szczudłach, ale również dzięki wizualizacjom.

Miło to słyszeć - ten wymiar Of Montreal bardzo nas interesuje i pochłania, ale nie jesteśmy profesjonalistami w tym obszarze, ciągle się uczymy i ciągle wszystko powstaje na zasadzie DIY. Zależy nam, żeby koncerty były swoistymi spektaklami. W historii muzyki było wielu entertainerów, choćby David Bowie czy Sun Ra, których występy były czymś więcej niż tylko muzyką, były prawdziwym szoł. Jestem przeświadczony, że cały proces tworzenia i rozwijania muzyki, prowadzi do momentu, gdy wykonujesz utwór na żywo i wówczas powinno się WYSTĘPOWAĆ w pełnym tego słowa znaczeniu i przykuwać uwagę widza. Ważne, by o tym nie zapomnieć, nie wpaść w rutynę i schemat w stylu: przyjeżdżamy do klubu, rozładowujemy sprzęt, soundcheck, obiad, gramy, kasujemy forsę i jedziemy dalej. Zależy nam na tym, by koncerty były szczere, by były czymś specjalnym. Wierz mi, że do poprzedniej europejskiej trasy, ze względu na cały szoł jej towarzyszący, musieliśmy wręcz dołożyć, ale była to inwestycja, której chętnie dokonaliśmy. Nasza muzyka jest przecież tak naprawdę muzyką popową, ale jednak ma w sobie coś specyficznego, prawda?

Jasne, ale o tym popie, to może nie mówmy tego tak wprost, w Polsce gracie przecież na alternatywnym festiwalu.

Ok, rozumiem (śmiech). Ten festiwal jest w małym mieście, czy to jakiś ośrodek akademicki?

Bynajmniej, to raczej przemysłowe okolice. W Polsce raczej nie ma małych uniwersyteckich miast, uczelnie są w tych największych miastach.

A widzisz, zupełnie inaczej niż w Stanach. Athens, skąd pochodzi Of Montreal, liczy mniej niż sto tysięcy mieszkańców, ale jest mekką osób zainteresowanych sztuką, ludzi kreatywnych. To relatywnie małe miasto, po którym można się poruszać rowerem i piechotą, kluby znajdują się blisko siebie w śródmieściu. Co więcej, Athens leży na południu Stanów. Na pewno słyszałeś wiele stereotypowych opinii o "brudnym Południu" i bez dwóch zdań, coś jest na rzeczy. Dlatego wiele kreatywnych dzieciaków, które odstają od otoczenia i nie mają ochoty spędzić reszty życia na nudnej pracy w swojej mieścinie w Alabamie, Karolinie czy Georgii, przenosi się na studia do Athens, które ma reputację otwartego, pulsującego życiem miejsca, a napływ osób tworzy nieustający przepływ idei.

Cieszę się, że o tym mówisz, gdyż miałem Cię zapytać o Athens. Jak na tak małe miasto, sporo zespołów się stamtąd wywodzi - na scenie indie np. Wy i Elf Power, także Danger Mouse, a najbardziej znane to oczywiście R.E.M. i The B-52's.

Dokładnie, co wynika właśnie z tego, że Athens powstało de facto dzięki założonemu tam uniwersytetowi, co nadaje mu specyficzny, otwarty charakter. W Stanach jest mnóstwo takich miejscówek. Czy w Polsce w ogóle macie takie miasta, które wyrosły wokół uczelni?

Nie, przeciwnie, uczelnie ulokowane są w dużych miastach, nie ma miast akademickich, w których większość populacji stanowią studenci.

Hmm, może powinniście zainwestować w postawienie kilku uniwerków w szczerym polu i za kilkadziesiąt lat wyrosną tam prężne, artystyczne ośrodki, do których będą ściągać młodzi ludzie? (śmiech) Choć rozumiem, że to może nie być proste - US to kraj, w którym kiedyś ktoś wytyczył granice dzielące pustkowia na stany, a później ktoś inny i bogaty, postanowił gdzieś w środku tej pustki ufundować uniwersytet. Ciężko byłoby to odtworzyć.

Zgadzam się. Jednak jestem przekonany, że koncert na festiwalu w małym poprzemysłowym mieście będzie się Wam podobał. Dzięki za rozmowę i do zobaczenia na Off Festival.

[Piotr Lewandowski]