polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Iron & Wine Woman King

Iron & Wine
Woman King

Iron & Wine to tak naprawdę projekt jednoosobowy. Winowajca nazywa się Sam Beam, pochodzi z Florydy i ma dość dziwną strategię nagrywania albumów, albo może raczej taką taktykę przyjmuje jego wydawca, szef Sub Popu, Jonathan Poneman. Pierwsza sesja studyjna Sama zaowocowała albumem i epką wydanymi w latach 2002 i 2003, kolejna przyniosła płytę "Our Endless Number Days" w roku ubiegłym i epkę "Woman King" w obecnym. Iron & Wine wyszedł od muzyki opartej na folku, co w Stanach Zjednoczonych oznacza coś diametralnie innego niż w Polsce, niezwykle oszczędnej w środkach - Sam używał jedynie gitary i banjo. Jednak wraz z upływem czasu zmieniły się metody, przybyło instrumentów a Sam zaczął nagrywać w studio. Najważniejsze, że jesienny nastrój nie uległ zmianie, a melancholijne aranżacje nabrały głębi. Ostatnia sesja podzielona została tematycznie: album oscylował wokół ludzkiej śmiertelności, epka traktuje o płci pięknej. Nie ma tutaj jednak kiczu ani mdłych wyznań. Niech za dowód wystarczy, że najbardziej chyba zapadający w pamięć utwór nosi tytuł "Jezebel", czyli inspirowany jest postacią biblijną, tragiczną i grzeszną księżniczką fenicjańską. "Woman King" przynosi niesamowity po prostu ładunek emocji. Bogate już instrumentarium, złożone z gitary, banjo, basu, perkusji oraz śladowego, lecz zauważalnego, wkładu wiolonczeli i fortepianu, wzniosło muzykę Iron & Wine na nowy poziom. Pozostaje ona konsekwentnie subtelna, prawie intymna i właśnie w niesamowitej szczerości emocjonalnej tkwi jej siła. Aranżacje, oscylujące między minimalizmem "Jezebel", odwołującym się do stylistyki hippisowskiego folku rodem z festiwalu w Woodstock utworu tytułowego i przynoszącym nawet nieco elektrycznie sprzęgającej gitary "Evening on the Ground", w każdym detalu uwypuklają słodko-gorzki nastrój tej płyty. Sprawa według mnie wygląda następująco: Sam Beam obdarzony jest niezwykłym talentem do wietrznej i nasyconej emocjami muzyki, a ewolucja brzmieniowa sprawia, że staje się ona coraz bardziej uniwersalna. "Woman King" najlepszym dowodem na to, że Iron & Wine podążą we właściwym kierunku. Być może tak brzmiałby Sigur Ros, gdyby jego członkowie zamiast w śnieżnej Islandii wychowywali się na Florydzie, tak jak Sam Beam. Zdecydowanie polecam.

[Piotr Lewandowski]