polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Iron & Wine Kiss Each Other Clean

Iron & Wine
Kiss Each Other Clean

Sam Beam porzucił akustyczne, folkowe granie już ze trzy (wliczając epki) płyty temu i odwrotu od tej decyzji nie ma. Przeciwnie, estetyczne eksperymenty nabrały tempa i skali. Na „Shepherd’s Dog” Beam wykorzystał doświadczenia współpracy z Calexico i potencjał chicagowskich wyjadaczy, którzy stworzyli jego zespół. Tutaj idzie jeszcze dalej w stronę muzyki kreślonej z rozmachem, ale przystępnej, wręcz popowej i wystylizowanej na lata 70-te. Dodaje trochę słodyczy, ale pozwala sobie na więcej instrumentalnych wybryków niż w przeszłości. Pokazuje to już doskonałe otwarcie w postaci Walking Far From Home, w którym stopniowo pojawiają się nowe elementy brzmienia zespołu – bo choć kształt i kierunki Iron & Wine wyznacza oczywiście Beam, pozostali muzycy dostają tu najwięcej przestrzeni i pola do popisu w historii grupy. Ba, na „Kiss Each Other Clean” znajdujemy sporo brzmieniowej i wykonawczej nonszalancji, czy to za sprawą szarżującego saksofonu, flirtów wurlitzera i fletu, przerysowanych chórków i wokaliz, czy syntetycznych wtrętów.

Kompozycyjnej rewolucji nie ma i zasadniczo ten zestaw utworów można sobie wyobrazić w konwencji „Shepherd’s Dog” (Half Moon, Tree by the River są jej najbliższe) czy nawet starszej. Ale Beama to po prostu nie interesuje i choć zdarza mu się przeholować, to za odwagę wyjścia przed szereg nowo-folkowych zastępów i tak fascynujące zamknięcie płyty jak Your Fake Name Is Good Enough For Me, można mu (podobnie jak Sufjanowi Stevensowi kilka miesięcy temu) potknięcia wybaczyć.

[Piotr Lewandowski]