polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
AMON TOBIN Chaos Theory: Splinter Cell 3 Soundtrack

AMON TOBIN
Chaos Theory: Splinter Cell 3 Soundtrack

"Chaos Theory" to druga z kolei płyta Amona Tobina, mająca raczej charakter wyprawy w nowe rejony, niż stricte kontynuacji jego muzycznej ścieżki. Po koncertowym "Solid Steel Presents...", przynoszącym dość mocny miks głównie Amonowych kawałków, pojawia się ścieżka dźwiękowa i to do gry komputerowej. Tobin wydaje się być wręcz idealnym kandydatem do realizacji takiego zadania, ponieważ z jednej strony wraz z upływem czasu jego muzyka staje się coraz bardziej cybernetyczna, a z drugiej jego fascynacja soundtrackami coraz łatwiej zauważalna. Kto pamięta wspaniałą epkę "Anger/Grief" z remiksami muzyki Ryuichi Sakamoto, ten wie o czym mowa, a późniejsze "Out From Out Where" nagrane zostało głównie na samplach ścieżek dźwiękowych, gdzie obróbka dźwięków nadaje symfonicznym w charakterze, przestrzennym kolażom futurystycznego zacięcia. Jednak komponowanie na zamówienie nie pozostawia muzykowi pełnej swobody, dlatego o ile Amon z pewnością nie zaskoczył swoich zleceniodawców nastrojem i rytmiką płyty - ta wydaje się wręcz mało zawiła, w porównaniu do ostatnich albumów - o tyle po raz pierwszy nagrał album jak rasowy kompozytor - zaprosił do studia muzyków, by potem wkomponować ich w swoje struktury. Zespół powstał iście dziwaczny: dwóch włoskich klawiszowców, meksykański basista, japoński flecista, do tego instrumenty perkusyjne, gitara, orkiestra symfoniczna i, "last but not least", kompozytor muzyki do kultowego filmu "El Topo" Alejandro Jodorovsky'ego. Nie ukrywajmy, Tobin trzyma ich jednak wszystkich w garści, w wyniku czego soundtrack okazuje się amalgamatem tętniącej życiem sekcji rytmicznej, przywodzącej na myśl latynosko swobodne konstrukcje z czasów "Permutation", nakładających się na siebie rozwlekłych, głębokich fraz o symfonicznym nastroju i gęstego, opresyjnego klimatu.

Nie wiem, na czym polega gra Splinter Cell, ale za dużo radości w niej chyba nie można znaleźć. Tak przynajmniej wnioskuję z fali niepokoju i nawet grozy, które stara się przekazać Tobin. Karkołomne igraszki rytmiczne zeszły na drugi plan, ustępując miejsca niespiesznym zestawieniom pojedynczych zagrań poszczególnych muzyków, które same w sobie pozbawione raczej treści, wartość zyskują w nawarstwieniu i powtórzeniu. Amon często bazuje na jednym motywie, na przykład rytmicznym, wykonując wokół niego przestrzenne, ilustracyjne zabiegi. Efekty są niezwykle ciekawe chociażby w otwierającym płytę, nieco szybszym The Lighthouse, albo prawie piosenkowym, puszczającym oko do Erica Truffaz, El Cargo. Znacznie więcej jednak tutaj motywów stonowanych, przyczajonych i mających na celu budowanie nastroju, czego doskonałym przykładem Theme from Battery, przywodzące na myśl Griega, albo potężne, przerażające Kokubo Sosho Battle. Dlatego miriady smyczków, flecików, klawiszy, stają się jedynie elementem tej opresyjnej, mrocznej całości.

Ścieżka dźwiękowa to dzieło o bardzo ambiwalentnym charakterze, z jednej strony jej zadaniem jest ilustracja, z drugiej dobrze byłoby, gdyby broniła się bez obrazu stojącego za nią. Pierwszego nie jestem w stanie zweryfikować nie znając gry, ale sądzę, że drugi cel udało się Amonowi zrealizować. Umiejętnie używając bogatego, ale jednak typowego dla muzyki filmowej, instrumentarium, Tobin cały czas prezentuje muzykę udowadniającą, że stara się przekazać treść istniejącą poza nią samą. Autor buduje dramaturgię nie rozwiązując jej za pomocą muzyki, lecz uwypuklając momenty, w których ta niewidoczna, ukryta fabuła ma swoją kulminację. "Chaos Theory" jest niemalże epicką, gęstą, podprogową podróżą, świetnie nadającą się na deszczowy wieczór, która jednak nie ma tej siły rażenia i nowatorstwa, co typowe płyty Amona, szczególnie w kwestii elektronicznej rytmiki. Co prawda, znawcy muzyki filmowej mogą pokręcić nosem na użycie środków dla niej typowych, ale "Chaos Theory" to raczej projekt poboczny, w którym Amon mierzy się z innego rodzaju zadaniem, niż do tej pory. I chyba wyszedł z niego obronną rękę, szczególnie gdy porówna się go z porażką, jaką na tym polu poniosło ostatnio Massive Attack. Rzecz specyficzna, ale na pewno warta uwagi i chyba jedna z najlepszych do tej pory prób zmierzenia się z muzyką ilustracyjną przez nowoczesną elektronikę i sampling. Świetny soundtrack i całkiem dobra płyta Amona Tobina.

[Piotr Lewandowski]