polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
TWORZYWO SZTUCZNE Na Rzywo w Mózgu

TWORZYWO SZTUCZNE
Na Rzywo w Mózgu

Tworzywo Sztuczne od przeszło roku występuje jako kilkuosobowy zespół złożony z perkusji, kong, gitary, basu i trąbki, prezentując aranżacje swoich kawałków raczej odmienne od pierwotnych wersji studyjnych. Część fanów była więc zaskoczona zawartością "Wielkiego Ciężkiego Słonia", który żywych instrumentów zawierał jak na lekarstwo. Potrzebą wyrównania tej dysproporcji tłumaczę sobie wydanie albumu koncertowego grupy, zarejestrowanego w bydgoskim Mózgu. Dziesięć numerów złożyło się na godzinę muzyki, na pewno zaskakującej dla słuchacza, który nigdy na koncercie Tworzywa się nie znalazł. Natomiast dla bywalców ich koncertów, płyta jest po prostu i - raczej jedynie - reminescencją żywych doznań, ponieważ zawarty na niej materiał to żelazny program każdego koncertu. Możemy więc usłyszeć nowe aranżacje kompozycji z dwóch albumów firmowanych przez samego Fisza oraz parę numerów z "F3" Tworzywa - też odmiennych - no i małe co nieco z tegorocznej płyty. Mogą one uderzyć słuchaczy ceniących u braci Waglewskich umiejętność kreowania skupionego, wyciszonego nastroju, stanowiącego doskonałe tło do osobistych i angażujących uczucia tekstów. Taki fan będzie raczej zawiedziony brzmieniem i estetyką tej płyty. Nie pozostał bowiem ślad z delikatnego i kruchego pulsowania 30cm, z rytmicznych, gęstych i nurtujących sfer Dynamitu, czy z Niedopałków, które dla odmiany uderzają rytmem. W pamięć zapada nowa wersja Języka Wszechświata.

Muzycy postanowili rozluźnić atmosferę i balansują między domorosłymi jazzowymi staraniami, funkowymi rozwiązaniami a młodzieżowo-reggae'ową zabawą, w jednym przypadku ocierając się nawet o punk. Niektóre patenty są naprawdę ciekawe, przykładowo jazzowe zagrywki w Rozmytym, dość dynamicznie zrobione Niedopałki, reggae'owo zaaranżowane Narkotyki, płynące na fajnej linii basu. Największym zaskoczeniem będzie chyba początkowo proste, prawie licealne w swojej bezpośredniości Zapomnij, przynoszące jednak w finale trochę intrygujących gitar. Zawsze traktowałem ten utwór jako żart. Słuchając go z płyty muszę jednak spojrzeć na niego inaczej, bowiem nie obija się o mnie wesoły tłumek, a muzycy nie są w stanie naocznie przekonać mnie o swoim luźnym podejściu. Niestety sporo tych pomysłów uderza amatorszczyzną, dlatego raczej nie można się tą koncertówką zachwycać. Co innego przymykać oko na mało dopracowane rozwiązania podczas występu, co innego słuchać ich w domu. Wtedy rażą pomyłki i fałsze wokalistów (jedyna nawijka Pabla wypada po prostu źle, Fisz też potwierdza, że śpiewać nie będzie i nie powinien), a także standardowość pewnych zagrywek - vide numery reggae'owe - oraz niestety banalność. Nie ukrywajmy - bawić się przy tym można, koncerty zazwyczaj są fajne, ale w porównaniu do studyjnych albumów, "Na Rzywo w Mózgu" wypada znacznie mniej dojrzale, nawet szczeniacko. Bez dwóch zdań, Tworzywo gra reggae bardzo sztampowe, więc początkowa sympatia do odmienionych aranżacji prędko zamienia się znudzenie. Ponadto, najciekawiej zapowiadający się utwór - Urojenia - urywa się w pół zdania. Płytę mogłoby uratować potężne brzmienie, to jednak zawodzi, szczególnie sekcja rytmiczna jest płytka i rzadko tylko wyziera na światło dzienne (Zapomnij), przez co zdecydowanie zanika dynamika. Być może lepszym pomysłem byłoby skompilowanie płyty z kilku koncertów. Kto to wie. Najważniejsze, że koncertówka Tworzywa przypadnie do gustu słuchaczom raczej gustującym w luźnych, zabawowych klimatach, którzy rozbujane melodie stawiają ponad nowatorskie i progresywne pomysły. Kto cenił ich za teksty i dopracowany klimat, odpadnie na pewno. Zespół bawił się więc chyba lepiej, niż wy możecie przy słuchaniu tej płyty. Dla fanów i dla chętnych.

[Piotr Lewandowski]