polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Tworzywo Sztuczne Wielki ciężki słoń

Tworzywo Sztuczne
Wielki ciężki słoń

Ewolucja trwała kilka lat i wreszcie z Fisza poprzez Fisza i Emade powstało czyste Tworzywo Sztuczne. I rzeczywiście sztuczności na "Wielkim ciężkim słoniu" jest zaskakująco wiele, szczególnie w zestawieniu z koncertowym obliczem grupy i deklaracjami o zespołowej pracy nad płytą. A może z drugiej strony ten album jest naturalny? Tekstowo może i tak, ale w warstwie muzycznej brzmień maszynowych mamy całe mnóstwo, często dominują one nad żywymi instrumentami i nadają utworom charakter. Swoje refleksje zacznę więc od aspektów brzmieniowych. Muszę przyznać, że jestem w kropce. Album jest różnorodny i całkiem zaskakujący. Jak w kalejdoskopie przewija się elektronika, jazz, dub, reggae i leciutkie wspomnienia po hip-hopie. Tego ostatniego zresztą jest najmniej - gdyby nie wcześniejsze albumy, myślę, że takie asocjacje nikomu by do głowy nie przychodziły, ponieważ różnica brzmieniowo-klimatowa między nimi a "Wielkim ciężkim słoniem" jest fundamentalna.

Bogactwo stylistyczne to jednak jedna strona medalu, drugą jest świeżość i oryginalność wszystkich komponentów tej układanki. A z tym jest już niestety gorzej. Gdy na pierwszy plan wybija się elektronika, stają mi przed oczyma dokonania Aphex Twina (Tysiąc pięćset sto gwiazd, Deszcz więcej butach), gdy więcej jest żywego grania w stylistyce nowego jazzu - na usta ciśnie się Cinematic Orchestra (Wielki ciężki słoń, Słoń 1). Na koncertach już od dłuższego czasu usłyszeć można było reggae'owe Awaryjne światła i Tramwaj, które na płycie brzmią pięknie, ciepło i naprawdę dubowo. Aż się radośniej i lżej na sercu robi. Niestety, nie ukrywajmy, są one zarazem reggae'owo-dubowe do szpiku kości, czyli całkowicie powielają styl i metodę wypracowaną ładnych parę lat temu na pewnej karaibskiej wyspie. Lub też w Niemczech - posłuchajcie Rythm&Sound. Albo jeszcze jeden przykład: Wcielacz przynosi nam porcję jazzu, chwilami nawet dość tradycyjnego, co dobrze komponuje się z nastrojem utworu i z całością albumu, ale przyznajmy, jazzowy majstersztyk to nie jest, co szczególnie widoczne staje się podczas instrumentalnego finału kompozycji. Najbardziej ewidentnym jednak zapożyczeniem jest Kółko - polecam odsłuchanie "Bodily Functions" Herberta i skupienie się na utworze The Audience. Podobieństwo jest bardziej niż uderzające, w mojej opinii chodzi jednak nie o plagiat, lecz o świadome zapożyczenie. Stąd wynika moja konfuzja - muzycznie mamy do czynienia z bardzo sprawnym, w skali naszego kraju wręcz rewelacyjnym, ale jednak kolażem elementów, które w większości gdzieś już były, ktoś już tak grał. I to czasem drażni, wywołuje wrażenie, jakby muzycy chcieli wrzucić po kawałku z każdego gatunku, który ich inspiruje. Dlatego "Wielki ciężki słoń" może odegrać swoistą rolę edukacyjną, ponieważ dla wielu osób będzie to pierwsze zetknięcie z takimi brzmieniami, być może sięgną one potem po źródła inspiracji braci Waglewskich. Do czego szczerze zachęcam, jednak najpierw wsłuchajcie się album Tworzywa, brzmi on przecież świetnie.

Powyższe rozważania nie dotyczyły jednak tekstów, do których trzeba przecież się ustosunkować. Fisz odpuścił sobie kompletnie rymowanie i jest to spójne z muzyczną warstwą albumu. Stało się i tyle, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, lepiej przyjrzeć się temu co siedzi w liryce. Pogłębieniu uległa fiszowa poetyckość tekstów, czyli zarzuca nas on swoimi słownymi konstrukcjami, tajemniczymi niedopowiedzeniami, mającymi obrazować jego stany wewnętrzne i rozkładającymi na czynniki pierwsze stosunki damsko-męskie. Dlatego te teksty także warto odbierać bardziej sercem niż rozumem, starając się w nie wczuć. I albo one w uczuciowość i wrażliwość słuchacza utrafią, albo odbiją się jak od ściany - znam oba te skrajne przypadki. Nie można Fiszowi introwertycznego talentu odmówić, przez co większość tekstów jest według mnie na poziomie. Czasem tylko drażnią zwroty nic nieznaczące i będące pustosłowiem ("jestem niedomyty glon"), które wcale mi na poetycką metaforę nie wyglądają, a mogą być uznane za przejaw próżności, próby zyskania na siłę pozorów poetyckości i awangardowości.

Skoro Fisz zaprzestał rymowania, a śpiewanie kompletnie mu nie wychodzi (vide Moje piórko), więc pozostaje monodeklamacja, zabawy głosem, przetwarzanie i nakładanie wokali. I tu należą się duże brawa, ponieważ sposób ekspresji totalnie komponuje się z emocjonalną sferą tekstów, uwypukla je i niejednokrotnie stawia akcenty we właściwych miejscach. Co więcej, wsparcie innych wokalistów, czyli Izy Kowalewskiej w Awaryjnych światłach i Kółku, oraz Pablo Houdiniego, zdecydowanie wzmacnia siłę tekstów i przekazu. Tu także percepcja może być spolaryzowana, pełne ekspresji słowa można odebrać bardzo różnorako - mi ta wręcz dramatyczna stylistyka odpowiada, uwypuklając emocje i balansując czasami na granicach psychicznych załamań.

'Wielki ciężki słoń' jest zdecydowanie najbardziej eklektycznym i osobistym dokonaniem braci Waglewskich z zespołem. Nie jest to album łatwy, ale czy jest on nowatorski? Z pewnego punktu widzenia tak, jednak jeżeli spojrzy się na niego z perspektywy globalnej, progresywność się gdzieś rozpływa. Trochę za dużo jest tutaj klarownych wpływów, które początkowo wzbudzają nawet pozytywne odczucia, ale z czasem zaczynają lekko irytować. Osobiście wolałbym, żeby w miejsce tak jasnych asocjacji Tworzywo Sztuczne nagrało więcej kompozycji całkowicie świeżych, czego ucieleśnieniem są dla mnie fantastyczne Wiśnie. Narzekam tak na tę wtórność, ale płyta mojego odtwarzacza właściwie nie opuszcza, więc chyba można przymknąć na to oko. Na tym polega zagadka - niby irytuje, a równocześnie zachwyca. Dlatego też recenzję tę należy odbierać jako zdecydowaną zachętę do sięgnięcia po "Wielkiego ciężkiego słonia" - na rodzimym rynku Tworzywo staje się klasą samą dla siebie i to należy docenić. Tak więc polecam i zachęcam do osobistej refleksji, a jest się nad czym zadumać.

[Piotr Lewandowski]