polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
VELMA Ludwig

VELMA
Ludwig

Szwajcarska grupa Velma jest właściwie czymś więcej niż zespołem muzycznym, ponieważ stałym członkiem Velmy jest człowiek zajmujący się wideo i wizualizacjami, a koncertom bardzo blisko jest do performance'ów, w czasie których muzyka, obraz i sceniczna ekspresja w równym stopniu stanowią o końcowym efekcie. Dlatego będąc pod olbrzymim wrażeniem ich występu, pełnego psychodelii i przynoszącego zarówno utwory wciągające spokojem, skupieniem, jak i potężne noise'owe eksplozje, wkładałem "Ludwig" do odtwarzacza w wielkim napięciu i starając się nie mieć żadnych oczekiwań, bowiem na płycie musiało znaleźć się coś innego niż to, co znałem z performance. Już otwierający album Homage kompletnie zbił mnie z pantałyku, będąc czterominutowym kolażem fragmentów wszystkich kompozycji na płycie. W ten sposób wiedziałem już, że zawartość będzie spójna. I to jest właśnie olbrzymia zaleta tej płyty, ponieważ wszystkich dziesięciu kawałków słucha się jednym ciągiem i gdyby to było możliwe, na jednym oddechu.

Trio za pomocą gitary, perkusji, samplera tworzy niesamowicie intrygującą i wciągającą mieszankę minimalistycznego grania, które może i ociera się nieśmiało o pop, elektronikę, muzykę teatralną, ale jest ona dla mnie jednak bardzo trudną do nazwania. Kruche labirynty elektronicznych podkładów przepychają się nieśmiało w głośnikach z także delikatnymi liniami gitary i w ten sposób tworzą idealne zaplecze do niesamowitego wokalu Christophe Jacquet. Jego nosowy, skupiony śpiew nie imponuje skalą ani barwą, lecz raczej ładunkiem emocji zawartych w pełnych napięcia i cierpliwości melodiach. Potrafi on je cudownie wyśpiewać, czy też wydeklamować i z oszczędnej melodyki uczynić atut. Powtarzane frazy tekstu, wraz ze sprytnie i z wyczuciem zaaranżowanymi skromnymi sferami muzycznymi, sprawiają, że każdy kolejny utwór wciąga głębiej w świat kreowany przez członków Velmy. Ta muzyka jest piekielnie inteligentna, ciepło wyprodukowana, wywołuje wiele impresji i jest dla mnie fruedowska w swym oddziaływaniu. Ma się wrażenie, że muzycy dokonują konsekwentnego i głębokiego wglądu w swoją podświadomość i wyciągają na światło dzienne przeróżne historie i wizje, ukazując je za pomocą dźwięków. Przed oczyma stają kolejne obrazy, a psychodeliczny wątek pojawia się raz po raz. Wysublimowanie brzmienia nie jest jednak czczym zabiegiem stylistycznym, lecz sprawia, że obcując z "Ludwig" ma się wrażenie kontaktu ze sztuką. W dziedzinie melancholijnych albumów opartych na brzmieniach gitary i flirtujących z elektroniką, jest to bez wątpienia jedno z najlepszych nagrań, z jakimi się zetknąłem. Nie ma co dłużej gadać, lepiej zdobyć tą płytę jakimś sposobem i wpaść w tę muzykę jak w mroczną otchłań. Cudo.

[Piotr Lewandowski]