polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
L'ENFANCE ROUGE Rostock - Namur

L'ENFANCE ROUGE
Rostock - Namur

W poprzednim numerze zamieściliśmy wywiad z francusko-włoskim triem L'Enfance Rouge, a także relację z ich koncertu. Teraz przychodzi więc czas na ocenę efektów ich studyjnej pracy. Ta zawarta jest na płycie "Rostock - Namur", będącej już bodajże piątą w dorobku zespołu. Nie znam idei przyświecającej wyborowi na tytuł albumu dwóch miast - jednego we wschodnich Niemczech, drugiego w Belgii, ale z pewnością obszar między nimi zawarty nie ogranicza inspiracji i działalności zespołu. L'Enfance Rouge od lat konsekwentnie funkcjonuje poza głównym obiegiem muzycznego rynku, nagrywając i wydając się w zasadzie własnym sumptem, przez co muzycy pozostają praktycznie nieskrępowani w kwestii realizacji swoich pomysłów. Takie podejście, polegające na uszczęśliwianiu przede wszystkim siebie samych, ma swoje blaski i cienie. Z jednej strony pozwala na nagrywanie muzyki niekomercyjnej, z drugiej umożliwia realizację wszelkich pomysłów, także tych nietrafionych. Tych na szczęście na "Rostock - Namur" nie ma zbyt wiele, choć trwająca przeszło godzinę płyta może miejscami nużyć.

Skupmy się jednak na jej zaletach. Jak muzycy sami deklarują, są oni anarchistami i traktują to wyzwanie poważnie, co przejawia się zarówno w codziennym życiu, jak i w ich twórczości. Na szczęście pod tym pojęciem nie kryją się młodzieńcy rzucający kamieniami w sklepy warzywne (i nie tylko) podczas tak zwanych "antyglobalistycznych" spędów, ale stateczni i dojrzali ludzie, dla których anarchizm oznacza życie, w którym wolność i nieskrępowana ekspresja stanowią najwyższe wartości. Nie wiem, czy to kwestia mentalności, ale anarchizm muzyków ma się w ich twórczości przejawiać w poetycki sposób. I bez wątpienia stanowi to o atrakcyjności albumu. Undergroundowe podejście implikuje niekonwencjonalne użycie klasycznego rockowego instrumentarium- gitara głównie rzęzi, zgrzyta, gdzieniegdzie tylko pojawia się tradycyjny riff, basistka chyba za wszelką cenę unika zwykłego grania i tworzy bardziej struktury niż linie melodyczne, a perkusista co chwilę zagląda w stronę jazzu. Widać, że przeważają utwory z założenia awangardowe, oparte na agresywnych, a jednocześnie wytłumionych zagrywkach gitar. Jeśli L'Enfance Rouge już zdecyduje się zagrać piosenkę, dostajemy najbardziej przebojowe momenty albumu, których ukoronowaniem jest śpiewany po włosku Gaio E Giallo. Melodyjność trzymana jest jednak na krótkiej smyczy, a porównanie do Sonic Youth nasuwa się samo.

"Rostock - Namur" jest płytą oszczędną, pozbawioną głębi brzmienia i barokowych aranżacji. W miejsce tego otrzymujemy minimalizm środków, uczucia wyrażane oszczędnie, lecz trafnie i, zaskakującą wręcz, różnorodność - na ile to oczywiście możliwe. Zróżnicowanie wynika także z kompletnie szalonej liczby języków, w jakich wykonywane są kompozycje - jest ich przynajmniej sześć. Pomimo, że dominuje ponury, by nie powiedzieć przygnębiający nastrój, liryczne elementy znalazły dla siebie miejsce. Najwyraźniej słychać je w noszących piętno piosenki francuskiej L'Age D'Or i Otranto. Bardziej melodyjne utwory są jednak momentami wytchnienia w smutnej całości, chwilami psychodelicznej - jak w otwierającym album L'Escamot Roig - a chwilami ciężkiej, jak widmo śmierci - najwyraźniej słychać to w Tombeau Pour New York, czyli w "Grobie dla Nowego Jorku", naprawdę mocnej kompozycji prowadzonej przez francuską monodeklamację i wsamplowane odgłosy radia. Anarchistyczna tematyka pobrzmiewa jeszcze w Ajustement Structurel i cudacznym Boicott (The Filtry Bastards). Ten motoryczny utwór podzielony został na trzydzieści części, podczas każdej z nich wokalista wyrzuca z siebie nazwę jednego globalnego koncernu, a transowa, gitarowa muzyka w tle sprawia, że ten dziwny na pierwszy rzut oka pomysł zamienia się w jeden z najmocniejszych momentów albumu.

"Rostock - Namur" jest według mnie albumem zdecydowanie zasługującym na uwagę, chociażby z ciekawości, jakie artystyczne rezultaty przynosi poetycki anarchizm muzyków wywodzących się z basenu Morza Śródziemnego. W efekcie otrzymaliśmy płytę raczej trudną w odbiorze i zdecydowanie inną od muzyki nas otaczającej. Muzycy L'Enfance Rouge wirtuozami nie są, ale w swojej anty-piosenkowej stylistyce sprawdzają się bardzo dobrze. Co więcej trafiają się im pomysły naprawdę przednie i wartościowe. Dlatego polecam zapoznanie się z tym wydawnictwem, szczególnie, że album wraz z okładką można kompletnie za darmo ściągnąć ze strony internetowej zespołu www.enfancerouge.org. Jedynym mankamentem jest to, że strasznie trzeba się naklikać ściągając Boicott.

[Piotr Lewandowski]

artykuły o L'enfance Rouge w popupmusic