polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
DJ Lenar Drite Shtilkayt

DJ Lenar
Drite Shtilkayt

Marcin Lenarczyk wydaje płyty dość rzadko, ale nie tylko, dlatego jest niniejsza dobrym pretekstem do bliższego z nią zapoznania. Drite Shtilkayt (czyli trzecia cisza) będzie w jego zbiorze dziełem szczególnym, sporo odległym od ostatnich eksperymentów - najbardziej przejmującym i melancholijnym, w którym paradoksalnie samego autora słychać najmniej, bo w pewnym sensie bardziej się jego obecność wyczuwa niż słyszy. W dodatku to pierwsza tak głęboko sięgająca do tradycji płyta Lenara, zapowiadana zresztą już przed ponad dwoma laty w wywiadzie dla nas. Bazą stały się przypadkowo znalezione zagranicą stare winyle z nagraniami żydowskich kantorów, w większości związanych z przedwojenną Warszawą, w części też z powojenną karierą w Ameryce, których zgrabnie poskładane fragmenty uzupełnione zostały o dwie wiolonczele (Edyta Czerniewicz, Mikołaj Pałosz). Lenar nie bawi się w tworzenie własnej tkanki dźwiękowej, jeśli już, to w sposób stonowany, jak w elektronicznym otwarciu płyty, czy w "przybrudzeniach" solowych partii wiolonczel. Zastany materiał (głosy i organy) jest na swój sposób kompletny, nieco niejednoznaczny, bo brzmiący i liturgicznie, i miejscami bardzo operowo. Przejmującą atmosferę wzmagają wiolonczele, płynnie zlewające się z oryginalnymi nagraniami, jakby same pochodziły z wydobytych archiwów, a techniczna niedoskonałość jest w sumie naturalna. Choć te nieodłączne szumy i delikatne trzaski każą zastanawiać się, czy to jeszcze owe stare winyle, czy już ślady ingerencji autora. Więcej wizji Lenarczyka wyraźniej słychać w samej końcówce płyty - bardziej przestrzennej i skąpanej w lekko psychodelicznym sosie. Chociaż trochę brakuje mi takiego podejścia we wcześniejszych fragmentach płyty, to dyskretne wtopienie się Lenara i żywych instrumentów w muzyczny pejzaż z przeszłości per saldo ma sens, pozwala głębiej dostrzec rozmiar pracy nad poskładaniem materiału źródłowego w jednorodną, brzmiącą spójnie i sugestywnie całość. 

[Marcin Marchwiński]