polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Wilhelm Bras Visionaries & Vagabonds

Wilhelm Bras
Visionaries & Vagabonds

Od wydanego w 2013 roku Wordless Songs By The Electric Fire, który był bardzo dobrym albumem, minęło już sporo czasu. W tym czasie Wilhelm Bras aka Paweł Kulczyński zrobił sporo – wydał dwie kolejne płyty, każda pod innym szyldem, grał koncerty, budował lub przebudowywał swoje syntezatory (czasem na potrzeby bagażu lotniczego o konkretnym wymiarze), zagrał też koncert z Robertem Piotrowiczem na ubiegłorocznej odsłonie Tauron Nowa Muzyka. Przez cały ten czas była wyczuwalna w nim potrzeba rozwijania swojego własnego sposobu grania, metody, techniki i formy. Słychać to na koncertach, słychać na wydawnictwach – jako Kulczyński eksplorował możliwości syntezatorów w ogromnym śląskim silosie, jako Lautbild romansował z muzyką klubową i przebojami, skutecznie je psując, przefiltrowując przez własną wrażliwość i perspektywę. 

Visionaries & Vagabonds to album monumentalny, stworzony w oparciu o analogowe syntezatory modularne – trwa niemal 70 minut i wydawałoby się, że taka płytę jest w stanie nagrać albo szaleniec albo wizjoner. Kulczyński jest gdzieś pomiędzy tymi charakterystykami, co – bardziej lub mniej świadomie - wskazuje sam tytuł. Z jednej strony z awangardowym zacięciem łączy najróżniejsze elementy: kwaśne i świdrujące wstęgi, bawi się fakturą, bitami, tworząc mocno polirytmiczne obrazy. Jego muzyka jest szalenie gęsta, napakowana pomysłami, często wielowarstwowo łączy wiele różnych pomysłów i wątków w obrębie jednego utworu. Nie jest jednocześnie tak punkowa jak jego debiut, bliski chociażby dokonaniom Pete’a Swansona. Kulczyński bazuje na repetycjach, nieustającej, mniej lub wyraźnej pulsacji, ale odrzuca minimalizm. Utwory są dłuższe, bo i pomysłów jest więcej. Ileż dzieje się w pierwszych minutach "Instutionalized" – te wszystkie mikrodźwięki, industrialne pogłosy w tle, mikrointerwencje, zapętlone syntezatorowe pasma. Muzyk fenomenalnie bawi się fakturami w "Wanderer", czasem zapędzając się w rejony, które na When Snakeboy is Dying penetruje Robert Piotrowicz. W tej pozornie odhumanizowanej muzyce mało jest matematyki i kalkulacji – Bras różnicuje częstotliwości i dynamikę, a noise traktuje jako kumulację dźwięków i sonorystycznych eskapad, które często stara się przemycić przy pulsujących bitach. Jeśli wchodzi na obszar techno to nie jest to mrok, ale zabawa, feria kolorów jak niemalże dyskotekowy "Peaceful Penetration" albo monumentalny, technoidalny "Sleeping Rough", który doskonale wieńczy to wydawnictwo. To płyta lepiej doszlifowana, ukazująca szerokie spectrum fascynacji Brasa. Każda minuta jest tu ważna – dla artysty, bo skomponował wszystko z pietyzmem – od detali po obezwładniające brzmienia, ale też dla słuchacza – ponieważ narracja jest tu szalenie wartka i błyskotliwa. Już swoją pierwszą płytą jako Bras, Kulczyński pokazał że jest muzykiem nietuzinkowym, mocno futurystycznym, o bardzo sprecyzowanej wizji tego jak chce brzmieć. Visionaries & Vagabonds podkreślają to jeszcze mocniej jako w pełni kompleksową wizję muzyki – awangardowej, a jednocześnie pulsującej, klubowej, chociaż pewnie nie przypadła by do gustu miłośnikom ani jednej ani drugiej strony. Mik Musik ma szczęście, bo obok RSS B0YS, Wilhelm Bras to ich najciekawszy nabytek. Świeży jak na XXI wiek przystało, a jednocześnie mówiący w sposób bardzo aktualny. Jeśli Battles było dla mnie takim technologiczno-formalnym objawieniem w 2008 roku, to Bras jest nim teraz. I – co najważniejsze – nie skończył się na pierwszej płycie, cały czas jest w doskonałej formie.

[Jakub Knera]