polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Robert Piotrowicz Lincoln Sea

Robert Piotrowicz
Lincoln Sea

Po kilkuletniej przerwie w wydawaniu płyt studyjnych, w 2013 roku Robert Piotrowicz zaprezentował dwie. Na zarejestrowanym nieco wcześniej When Snakeboy Is Dying łączył syntezator modularny z gitarą, fortepianem i wibrafonem, co przynosiło pewnego rodzaju wyciszenie i było de facto nieodtwarzalne na żywo. Lincoln Sea to muzyka wyłącznie na syntezator, ale równie precyzyjna i operująca dyskretnymi modyfikacjami pozornie statycznych mas dźwięku, dezorientującymi i fascynującymi zarazem. Nieprzewidywalność i zaskoczenie modularnych syntezatorów często wynika z niemożliwości ich pełnej kontroli. U Piotrowicza jest inaczej, sednem nieprzewidywalności nie jest niemożliwość kontroli syntezatora (choć o jej wyeliminowaniu też nie może być mowy), lecz kompozycyjny zamysł – bloki dźwięku uderzają trochę tak, jak kolejni gitarzyści w ensembleach Branki. Pobrzmiewają tu echa ciężkiej muzyki gitarowej, zwłaszcza kiedy chmury dźwięku podbijane są przez basowe akcenty. Rozmach brzmienia przywołuje na myśl orkiestrę, ulegającą deformacji wraz z wkradającym się, zwłaszcza na drugiej stronie płyty i wraz ze spadkiem tempa, zaburzaniem stroju. Równocześnie, Piotrowicz osiąga po prostu kapitalne brzmienie modularnego zestawu – muzyka ma bardzo fizyczny, zmysłowy charakter, największe wrażenie robi grana z głośników, kiedy wciąga niczym wir, a zarazem się odbiorcy wymyka. Słuchać When Snakeboy Is Dying i Lincoln Sea bezpośrednio po sobie się raczej nie da, jest tych bodźców za dużo, ale jako swoje rewersy i zarazem kontynuacje płyty te uzupełniają się kapitalnie.

[Piotr Lewandowski]