polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
OVAL CALIDOSTÓPIA!

OVAL
CALIDOSTÓPIA!

Żyjemy w czasach, kiedy mieszanie się wszystkiego ze wszystkim jest jednym z głównych nurtów kultury, czyli życia codziennego również. Wydaje się, że zmiksowane już było wszystko ze wszystkim, każdy styl muzyczny stworzył potomstwo z każdym innym stylem, czasem dając bastardy a czasem genialność. Ale mimo wszystko są ciągle mezalianse, które wydają się na wstępie ryzykowne, pomieszanie muzycznego DNA (de en a, żeby była jasność) może przynieść tak niepewne efekty jak krzyżowanie szarańczy z papugą. Nie znaczy to, że nie należy takich prób podejmować, wręcz tym bardziej, bo przyszłość z tego będzie zbudowana i nie mówimy to o mutantach, tylko zdrowym mieszaniu krwi ;-)

Zatem - Oval z brazylijskimi wokalistami? Jeden z pionierów muzyki zardzewiałego dysku i tzw. post-techno pragnie Musica Popular Brasileira? Czy aby nie jest to zbyt daleki mentalnie i geograficznie region? Digitalność raczej kojarzy się z dekonstrukcją wynikającą z różnych czy to europejskich problemów i filozofii, z momentu w jakim nasza cywilizacja stanęła, jest często na granicy agresji i autoagresji. A MPB w swoim oldskulowym ale i nowoczesnym ujęciu jest ciągle pochwałą życia jako takiego, nawet o smutnych i przerażających rzeczach da się zaśpiewać radośnie, jasno i bez pretensji do świata o wszystko. Europa jest jaskrawo introwertyczna, Brazylia dokładnie na odwrót. 

Lecz Markus Popp stojący za Ovalem jest muzykiem świadomym i podejmującym ryzyko nie od dziś. Także w tym przypadku dobrze zrobił - mimo wielu niepewnych momentów na płycie, gdzie elektroniczne podkłady mijają się z wokalnymi popisami, co pewnie było niebezpieczeństwem wliczonym, to całość jak najbardziej ma sens i łatwo odczuć kolektywny aspekt działań. Można też sobie spokojnie wyobrazić, że płyta w całości jest nagrana przez ludzi z Brazylii, ale z drugiej strony nie słyszałem jeszcze tego rodzaju chłodu, który się w klasycznym podejściu Ovala pojawia w nagraniach ludzi stamtąd. Za to pojawiają się wątki, które mogłyby się teoretycznie znaleźć na płycie Toma Ze, np. utwór „Oh!“, w którym śpiewa nibyoperowo Emilia Suto lub w jakichś nagraniach Kassina lub innych postaci z Orquesta Imperial, lub i nawet u niechcącego się w żaden sposób zestarzeć boskiego Caetano V. Nagranie „Alpen“ z kolei brzmi jak niezły remiks jakiejś klasyki Marisy Monte.

Mało tego - wokaliści nie są tylko z Brazylii - są i reprezentanci Kolumbii, Wenezueli, Urugwaju i Argentyny, ale wszystko działo się w Salvador de Bahia, więc traktuję całość brazylijsko, bo to charyzmatyczne miasto nie mogło zostać bez ogromnego wpływu na całokształt pracy i jej efektów.

Najkrócej - cała ta próba jest o tyle udana, jak mogło być udane pierwsze takie spotkanie, odbywające się w ciągu kilkunastu dni. Projekt powinien być kontynuowany, powinno pojawić się więcej połączeń miedzy obydwoma warstwami, a na to jest potrzebny czas nie tylko na warsztatach, ale także w studio, na koncertach, może trzeba się skupić nad mniejszą grupą wokalistów (tutaj jest ich aż siedmioro!). Zapewne też przydałoby się więcej opowieści płynących w dwie strony o tym czym Europa i Brazylia są, gdzie leżą najważniejsze różnice i gdzie są najbardziej pociągające części wspólne. Więc póki co - płytę należy traktować eksperymentalnie, jako coś co doskonale rokuje na przyszłość ale jest zaledwie początkiem nowej międzykontynentalnej drogi. A poznać album na pewno należy, bo mimo muzycznej nawałnicy ze wszystkich stron nowe rejony muszą być ciągle odkrywane i eksplorowane, a na dodatek płyta w całości i legalnie jest do dostania za darmo, zatem i ja zapraszam tutaj: http://markuspopp.me/#3b7/custom_plain

[Wojciech Kucharczyk]