polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Calexico Algiers

Calexico
Algiers

Calexico to już instytucja na amerykańskiej scenie około-indie. Ze swoją mieszanką americany, country i folku zaczynali jako outsiderzy, ale później niejednokrotnie otarli się o mainstream we własnym kraju i, co ciekawe, są przyjmowano ciepło także w Europie. Od zespołu takiego jak Calexico, wychodzącego w swoich kolejnych nagraniach z pozycji klasyka, nikt chyba nie oczekuje radykalnych wolt brzmieniowych. Zwłaszcza, że przybrany dwie-trzy płyty temu, po współpracy z Iron & Wine, piosenkowy kierunek wyznacza dość oczywistą trajektorię kolejnych wydawnictw.

Wydawca podkreśla, że szósty album grupy (nie licząc dwóch ścieżek dźwiękowych, wspomnianego minialbumu z Samem Beam i kilku wydawnictw własnym sumptem przygotowanych na trasy, a później elegancko wydanych w dość drogim boxie) jako pierwszy nie powstał w rodzinnym Tuscon zespołu, a w Nowym Orleanie. Czy atmosfera jednego z bardziej mitycznych miast Stanów Zjednoczonych wpłynęła na brzmienie zespołu? Nie. Calexico to wciąż tęskne teksaskie melodie, trąbki mariachi i okazyjne teksty w języku hiszpańskim. To muzyka dla poszukiwaczy konkretnych wzruszeń, którzy odnajdą je także w muzyce choćby Magnolia Electric Co., odstraszeni przez niejednoznaczność i podskórny mrok twórczości Willa Oldhama. Calexico to zespół dla ludzi, którzy na koncercie lubią się „zasłuchać” i Algiers jest płytą dla nich skrojoną.

[Paweł Trzciński]

artykuły o Calexico w popupmusic

recenzje Calexico w popupmusic