polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
SAMO Wywiad z Robertem Gasperowiczem

SAMO
Wywiad z Robertem Gasperowiczem

Na Samo nie ma mocnych. Choć czasy ciężkie, a los zespołów często zależy od „lajków”, Robert Gasperowicz jest już daleko z przodu. Ugniata te swoje przedziwne struktury, wypieka tony riffów i pozwala zapomnieć o ustalonych z góry konwencjach. Dwa numery wstecz pojawiła się w PopUp recenzja najnowszego wydawnictwa Samo. Poniżej zapis rozmowy z twórcą An Alternative Existence.

Jaki był odzew na An Alternative Existence? Obserwujesz tendencję wzrostową, jeśli chodzi o zainteresowanie nagraniami Samo?

Najczęściej pierwszą reakcją było zaskoczenie, następnie specyficzny rodzaj zachwytu lub kręcenie nosem. Jak sam wiesz, nasza muzyka dla niektórych pojawia się zbyt wcześnie. Tym razem nie mogłem sobie pozwolić na zrealizowanie video do jednej z nowych piosenek. W przypadku studyjnego projektu, takiego jak Samo, forma teledysku jest bez wątpienia dźwignią promocji. W efekcie mam wrażenie, że jakieś mocne poruszenie i większe zainteresowanie zespołem, nie dotknęło nas zbyt mocno. Mimo upływu czasu, nie wykluczam w przyszłość podkreślenia treści ruchomymi kadrami.

Czytam recenzję An Alternative Existence, którą pisałem kilka miesięcy temu i powiem Ci, że nic bym dziś w niej nie zmienił. A jak Ty podchodzisz do tej produkcji, ale z punktu widzenia współtwórcy tego materiału?

Podobnie jak Ty, nic bym nie zmienił. Nie myśl, że uważam płytę za wybitną i sięgającą zenitu możliwości twórczych. Po prostu potrafię powiedzieć dość i postawić kropkę, zostawiając słuchaczom trochę więcej wolności.

Przy okazji każdego wydawnictwa Samo recenzenci głowią się jak ugryźć ten twór, a Twoje pomysły po raz kolejny wybiegają daleko w przyszłość. Długo tak jeszcze będziesz zatapiał się w te swoje eksperymenty?

Opisując świat w ten sposób, bez pośpiechu szukam odpowiedzi na pytanie - co dalej? Dopóki będę miał potrzebę głębszego kontaktu z instrumentem, obrazem video czy grafiką, pomijając komercyjną działalność, to nie widzę innej drogi niż przyjemność, jaką daje eksperymentowanie oraz igranie z utartymi gustami, o których podobno się nie dyskutuje. W pewnym sensie Samo jest swego rodzaju panelem dyskusyjnym, na którym dozwolone jest wszystko. Można tu usłyszeć coś co bulwersuje, zauroczy, odepchnie lub uchyli drzwi na nowe horyzonty. Ostatnio eksperymentuję z brzmieniami syntezatorów i niemal w ogóle nie mam kontaktu z gitarą.

An Alternative Existence jest pierwszym materiałem Samo ze Stanisławem Wołonciejem za mikrofonem. Czy wspólny projekt Słonina był tu zalążkiem i impulsem do zmian?

Jednym z założeń projektu Samo jest to, aby się nie powtarzać. Pojawianie się Staszka dawało z góry gwarancję innej jakości. To muzyk o szerokim spektrum umiejętności, bardzo świadomy. Zresztą jego płyta pod szyldem Egoist, powstała w bardzo podobnych okolicznościach co „Plex Zero” i „S 3”.

Doświadczenie, warsztat instrumentalny, obróbka dźwięku - oto umiejętności, które nas łączą. Daliśmy temu wyraz tworząc Słoninę i An Alternative Existence.

Wokalnie w Samo jest teraz bardziej przystępne, co nie znaczy, że wylądujecie wkrótce na playliście Eski. Według mnie Stan wniósł powiew świeżości, pewien luz i urozmaicenie. Czy taki był zamiar od początku pracy nad An Alternative Existence? Dałeś pełną swobodę wykonawcy partii wokalnych?

W przypadku wszystkich płyt Samo założenie było podobne. Dużo swobody wokalnej i melodyjne śpiewanie. Zresztą to ostatnie potrafi zirytować fanów „mocnego uderzenia”. Wasyl (Piotr Wasyluk - przyp. autor) nie miał ochoty wyłącznie śpiewać, więc okazywał emocje bardziej agresywnie.

Stanisław chwilami też porusza się w rejonach psychohardcore’owego krzyku. Oboje świetnie się odnaleźli w kompozycjach Samo. Czasem chodzi mi po głowie zrobienie muzyki, w której Wasyl i Stan będą przeplatać frazy melodiami w tym samym utworze.

Jeśli już wspomniałem o Słoninie, to czy szykujecie coś nowego pod tym szyldem?

Chciałbym. Tu kropka jeszcze nie została postawiona na końcu zdania. Być może brzmienia Mini Moog, Prophet V, itp., którym daję się ostatnio manipulować, a nie odwrotnie, przyczynią się do działań w tym kierunku.

Czy w Samo na początku powstają teksty czy też muzyka? Miało to w ogóle kiedyś jakiekolwiek znaczenie w Twojej muzycznej działalności?

Nigdy nie myślałem, że kolejność ma znaczenie. Obydwie formy wypowiedzi wymagają korekty przy próbie połączenia.

Jak wygląda sam proces tworzenia poszczególnych kompozycji. Opierasz się na wielu drobnych pomysłach i potem tworzysz z tego ramy utworu? A może grunt to improwizacja, a dopiero później wyłapywanie tych "naj-" momentów?

Bywa różnie. Często z premedytacją wbiję do programu metronom i dopiero powieszę gitarę na ramieniu, niemal jakbym przyszedł do pracy i realizował założenia. Klawisz REC postawię w gotowości, by w odpowiedniej chwili nagrać co ciekawszą frazę lub wiązkę zazębiających się pomysłów. Powtórzę czynność, dublując ślad gitary i odsłuchując kilkanaście razy, zapętlone dwa, niemal identyczne tracki, tworzące zapis stereo. Następnie podejmuję decyzję, czy dany fragment powinien zaistnieć szerzej. Podpieram się również kamerą video w telefonie i rejestruje te zawijasy. Są trudne, więc obraz staje się pomocny w czasie ewentualnego, późniejszego ogrywania i mutowania fraz.

Gdybym pół roku od premiery An Alternative Existence spytał o zalążki nowego materiału, to czy byłoby to pytanie nie na miejscu? Wiesz te prawie 20 minut pobudziło mój apetyt na kolejne wydawnictwo Samo.

Jak najbardziej na miejscu, tyle że nie wiedziałbym co odpowiedzieć.

[Marc!n Ratyński]

recenzje Samo, Słonina w popupmusic