polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
HOW HOW Flickers

HOW HOW
Flickers

Stołeczne How How rozbudowuje swoją muzykę, której zajawkę zaprezentowali na czteroutworowej epce "Bumpy". Chociaż tak naprawdę są to utwory z niemalże jednego okresu (bo sesji nagraniowych było kilka), to słychać wyraźnie różnice. Przede wszystkim za sprawą brzmienia, które teraz jest o wiele lepiej i bardziej szczegółowo dopracowane. How How wyszczególniają każdy, najdrobniejszy nawet dźwięk, więc "Flickers" trzeba słuchać w skupieniu. To bardzo delikatna muzyka, chwiejna, w której przeplata się masa dźwiękowych warstw. Nie narzuca się słuchaczowi, a często wręcz tli i niespodziewanie zaznacza wyraźniejszymi momentami. Większość materiału to luźne, swobodne kompozycje, oparte o szkielet, wokół którego trio bawi się muzyką, improwizując i dodając elektroakustyczne ornamenty, zaznaczające lekko swoją obecność.

Czasem mam wrażenie że to w zasadzie miniaturki utworów - mikrokawałki, w których krótkie i zwięzłe pomysły są podane w sposób dosyć prosty, a jednocześnie intrygujący. Do tego dochodzą wokalizy, brzmiące ciekawie, mimo że nie do końca wpasowujące się w rolę kolejnego instrumentu. Skojarzenia z Múm i Sigur Rós są zbyt wyraźnie wyczuwalne, a szkoda, bo brakuje w Polskiej muzyce takiego użycia wokali, które nie przyciągałyby uwagi na pierwszym planie, ale współbrzmiały z resztą muzyki.

"Flickers" to niezły kontrapunkt dla kultury ipadów. Nie oszukujmy się, tej płyty nie da się słuchać w tramwajach, skmkach czy samochodach. Trzeba na nią poświęcić chwilę w ciszy i odosobnieniu, wtedy zwróci się z nawiązką i zaskoczy bogactwem pomysłów i brzmień, zaprezentowanych z wrażliwością o jaką ciężko na rodzimej scenie.

[Jakub Knera]