polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Psychocukier Królestwo

Psychocukier
Królestwo

Psychocukier, wydając trzecią płytę za pośrednictwem Anteny Krzyku, zaprasza do swojego Królestwa. Jak deklarują muzycy, cofnęli się dwa kroki wstecz i jeden na ukos, czyli – nawiązując do rock&rolla lat 60. i 70. minionego wieku – dokonują retrospekcji ówczesnych brzmień, wspierając się doświadczeniem ostatniej ćwiartki XX stulecia. Filtrując całość przez własne doświadczenia fundują odbiorcy swoistą filozofię, którą można określić psychocukrowym stylem życia. 

O koherencji przekazu decydują teksty napisane w języku polskim, nie jak na poprzednich płytach, gdzie Psychochocukier (a właściwie autor tekstów Sasza Tomaszewski) dokonywał melanżu narracji w mowie Shakespeare'a i Mickiewicza, co w połączeniu z ironicznym, autoironicznym i sarkastycznym podejściem do rodzimego show-biznesu, wizerunku muzyka rockowego oraz nadziei i złudzeń z nim związanych, w pewien sposób zaciemniało treści, które artyści mają do przekazania. Tym razem są one podane jak na dłoni: zadziwienie światem, mimo pozornego kurczenia się dystansu między ludźmi związanego z zanikaniem granic, chęć życia pobudzana obecnością kobiet, ubarwiona metaforami metafizyka przeciwstwawiona szarej, brutalnej, podkreślonej mocnym słowem codzienności, niepewność jutra, pewność zmian i śmierci, sinusoida rzeczywistości oraz walka z własnymi demonami, czyli aspekty nurtujące Psychocukier od samych początków istnienia zespołu zostały tutaj zsyntezowane w intrygujący sposób. Analogicznie warstwa muzyczna została na Królestwie zespolona za pomocą środków, które są integralną częścią stylu muzycznego łódzkiej grupy, mianowicie: soczystych, niejednokrotnie wspartych niekoniecznie najnowocześniejszymi filtrami i efektami (delay, distortion, operacje na poszczególnych tonach) partii gitarowych, urokliwych melodii oraz ich repetycji, głębokiego, pewnego, analogowo brzmiącego i groovującego basu oraz raczej prostej, raz nadającej rytm, innym razem goniącej partie gitarowe perkusji. Dodatkowym smaczkiem jest zastosowanie syntezatora w utworze Dzicz, gdzie muzycy w funkowym entourage'u finalnie rozprawiają się ze swoją obecnością na rock&rollowej scenie. Kolejną ciekawostką są śladowe ilości gitarowych dogrywek, praktycznie cały album wydaje się być nagrany z marszu, materiał został zapewne dokładnie opracowany na próbach. W części utworów odwołania do czasu minionego sięgają wręcz bluesa, choć z naddatkiem autorskiego spojrzenia i muzycznego szaleństwa, raczej w klimacie Jon Spencer Blues Explosion, niż Dżemu, czy Erica Claptona. 

Całość została zarejestrowana w analogowym Haselhoff Studio w Łodzi – miejscu, w którym Psychocukier mógł wreszcie w pełni zrealizować swoją wizję brzmienia, na dzień dzisiejszy dla zespołu idealną. Część utworów mogłaby być lepiej zaśpiewana (szczególnie w stanowiącym intro płyty Grzechotniku czy czwartym na płycie Premium), jednak Sasza Tomaszewski nigdy nie był wokalistą o czterooktawowej skali, a jego atutem zawsze była charyzma, celne metafory, pomysłowe aranżacje partii gitarowych i ogólna wizja muzyki. Wraz z Piontkiem Poguosem i Marcinerą Awarią wykreował na nowej płycie (i podczas dziesięciu lat działalności) przestrzeń, wizję oraz wizerunek, dzięki któremu, zachowując odpowiednie proprocje, określenie 'być Psychocukrem' jest dla fanów grupy równie czytelne, co 'być Beatlesem'. Królestwo nie zapisze się w historii polskiej muzyki na półce z tą najbardziej popularną, może jednak – dla kolejnych pokoleń słuchaczy - stanowić punkty odniesienia wartościowego undergroundu, jak dziś nagrania Apteki, Zdroju Jana, czy grupy Romuald i Roman.

[Łukasz Folda]