polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
DVA HU

DVA
HU

Muzycy czeskiego duetu DVA wymyślają mnóstwo określeń na swoją muzykę - a że to pop z nieistniejących stacji radiowych, a że to folklor nieistniejących narodów. To określenia wprowadzające małe zamieszanie podczas słuchania i dodatkową aurę, ale faktem jest, że ich muzyka, mająca dużo wspólnego z folkiem i muzyką alternatywną Skandynawii, jawi się całkiem świeżo.

Folkowe i zwiewne melodyjki świetnie łączą się z elektronicznymi partiami i podkładami w postaci beatboxu, elementów hiphopu czy alt-country. Z jednej strony pobrzmiewa echo Mum, a z drugiej japońskiego Chanson Sigeru, przez trochę zwariowane piosenki i ich luźne kompozycje. To folklor czeskich miasteczek, blokowisk, małych mieszkań z przyciasnymi pokojami, wędrujących orkiestr i amatorskich zespołów, występujących na weselach. Na „Hu” gdzieś to wszystko się splata, lepiej niż na złożonym z dwóch tuzinów kawałków "kollektt8".

Szkoda tylko że muzycy nie pokusili się o większe zaznaczenie czeskich elementów. Śpiewanie w wymyślonym języku przećwiczyli już Sigur Rós, a sami Skandynawowie czy chociażby Olo Walicki z projektem Kaszebe, pokazują, że język inny niż te wiodące w Europie, może być doskonałym elementem stanowiącym o jakości i świeżości materiału. Chciałbym usłyszeć te piosenki wykonane całkowicie po czesku - brzmiały by wtedy zupełnie inaczej, ale nabrały by zdecydowanie większej wyrazistości i oryginalności.

[Jakub Knera]