polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Deadbeat Something Borrowed Something Blue

Deadbeat
Something Borrowed Something Blue

Przyznam szczerze, że po ostatniej edycji Staedtizism (recenzja w PopUp no.1) - flagowej składanki ~scape - niemal straciłem wiarę w wykonawców z tej wytwórni. Na szczęście ukazał się nowy krążek Deadbeat, który wszystkim malkontentom (także mnie samemu) zamknie usta. Oto przedstawiam 'Something Borrowed, Something Blue' - prawdziwe dzieło.


    Osadzone w połowie drogi między Kingston a Berlinem dźwięki Scotta Monteitha wprowadzają porządną dawkę świeżości w trochę już odstane brzmienie z rejonów ~scape. Niby nie ma tu nic nowego, jednak wszystko podane jest tak perfekcyjnie, że wprost trudno się oderwać. Studyjne szumy podbite są głębokim basem, osiągającym gdzieniegdzie niemal sejsmiczne częstotliwości. Do tego dochodzą niesamowite, wbijające słuchacza w ziemię sample i bardzo pozytywna jamajska wibracja. Pod względem kompozycji porównałbym tę płytę do najlepszych krążków Pole'a, jednak o ile szef ~scape znany jest z bardzo osobistych pejzaży dźwiękowych, to muzyka Deadbeat jest dużo mniej abstrakcyjna, co czyni ją bliższą tradycyjnemu dubowi.


    Źródła, z których czerpie Monteith są nader oczywiste, jednak muzyka ze stajni ~scape chyba nigdy dotąd nie była tak optymistyczna i pełna energii. Myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, że 'Something borrowed, something blue' to jedna z najlepszych płyt, jakie dotąd ukazały się w wytwórni Stefana Betke. Natomiast szósty utwór - 'Fixed Reflections' - bezapelacyjnie mianuję najlepszym jak dotąd kawałkiem 2004 roku. Polecam!

[Mikołaj Pasiński]