polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
JAZZPOSPOLITA Almost Splendid

JAZZPOSPOLITA
Almost Splendid

Pierwsza długa płyta warszawskiego kwartetu faktycznie wyróżnia się tym, na co panowie wskazują w wywiadzie prezentowanym w niniejszym numerze – w tej konwencji tak sprawnie i naturalnie dotychczas nikt w Polsce nie grał. Jest swoistym paradoksem, że pierwszy porządnie zrobiony materiał odwołujący się brzmieniowo i koncepcyjnie do dorobku Jaga Jazzist, grzecznej twarzy późnego Tortoise, instrumentalnych zmagań z rytmiką drum’n’basu Jojo Mayera czy plastyczności Cinematic Orchestra lub Portico Quartet, pojawił się u nas dopiero w roku 2010, czy 2009 za sprawą epki warszawiaków. Byłoby jednak błędem, gdyby ta cecha naszej rzeczywistości determinowała opinię o „Almost Splendid” – czy to nadmiernie entuzjastyczną, czy zbyt krytyczną.

Płyta przynosi układankę elementów ewidentnie sprawdzonych, posklejanych zgodnie z duchem czasu i aksjomatem wewnętrznie spójnego (nie nadmiernego) eklektyzmu, ale jednak szczerą i komunikatywną, spiętą wyeksponowaną i zapadającą w pamięć melodyką oraz konsekwentnym, ciepłym brzmieniem. Zagraną czujnie i z radością. Różnorodność stylistycznych odniesień (plus przystępność kompozycji, którym służą) można interpretować jako oznakę powierzchownego nimi zainteresowania, ale z drugiej strony – czy pokolenie, dla którego sampling i remiks są tak samo (jeśli nie bardziej) naturalną metodą tworzenia jak np. modalność, może grać inaczej?

Ergo, „Almost Splendid” słucha się bardzo dobrze, choć płyta żadnej rewolucji nie przynosi. Skoro akceptujemy to w przypadku Jaga Jazzist, to tutaj też możemy. Zwłaszcza, że w wypadku Jazzpospolitej ciągle pozostaje otwarte, co będą mieli do powiedzenia na kolejnych płytach.

[Piotr Lewandowski]

recenzje Jazzpospolita w popupmusic