polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Konono no. 1 Assume Crash Position

Konono no. 1
Assume Crash Position

Postrzeganie ciągłych zmian jako warunku koniecznego rozwoju to aksjomat współczesnej kultury zachodniej. W muzyce tradycyjnej nikt o nim nie słyszał. Podobnie jest z regułą przypisania utworu do konkretnego wydawnictwa. Historia kongijskiego kolektywu Konono no. 1 dobitnie to unaocznia, ze wszystkimi plusami i minusami. Ich spektakularne zaistnienie w globalnej świadomość nastąpiło po ponad dwóch dekadach działalności, za sprawą płyty otwierającej pięć lat temu cykl „Congotronics” w wytwórni Crammed Discs. Kompozycje, wywodzące się z korzennej muzyki i melodyki, oparte na wielowątkowym rytmie likemb i bębnów, wynikały z niekończących się, transowych jammów. Szokowały też sonicznym uniwersum, generowanym przez budowany przez lata na ulicy system nagłaśniający. Zniekształcone, agresywne brzmienie wyznaczało płaszczyznę łączącą Konono z innowatorami muzyki zachodniej (koncerty bądź nagrania z Tortoise, Bjork, The Ex, The Dead C), a rytmika pokazywała, że do struktur muzyki elektronicznej można dotrzeć z zupełnie innych pozycji wyjściowych. Pierwsze „Congotronics” i „Live At Couleur Cafe” z 2007-ego roku ukazywały tę intensywną, chwilami przytłaczającą, ale nieodłącznie zgrabną muzykę z bliska, w całym jej szorstkim pięknie.

Wprowadzeniem nowości na kolejnej płycie martwili się nie tyle Konono i ich lider Mingiedi, co Vincent Kenis, prowadzący afrykańskie wydawnictwa w Crammed Discs. Kenis postanowił Konono nieco złagodzić, instrumentarium uwspółcześnić, a zespół po raz drugi zabrać do studia. Nie wszystkie pomysły udało się zrealizować, jak ten dotyczący współpracy Konono z Paulem Mwanga, ichniejszym Krzysztofem Krawczykiem. Jednak na płycie znajdujemy krótsze, bardziej sentymentalne i ciche utwory, zagrane i zaśpiewane przez Mingiedi’ego solo, a kolorystyka charakterystycznych, 10-minutowych transów jest bardziej pastelowa za sprawą gitary elektrycznej i basowej. Przez próby modyfikacji stylistyki huragan Konono trochę zwalnia, ale chyba nie mogło być inaczej – ostatecznie brzmienie, kompozycje i trans powstawały w kompletnym zespoleniu przez lata na ulicach Kinszasy.

Jeśli nie miało się wcześniej kontaktu z Konono no. 1, „Assume Crash Position” jest dobrym punktem startowym i pretekstem do sięgnięcia po starsze, bardziej bezkompromisowe nagrania. Bowiem nawet tutaj Konono no. 1 są, intensywnym zespołem, unikatowym nie tylko w skali eksportowanej muzyki afrykańskiej. Jeśli jednak zna się wcześniejsze płyty, nowa trochę rozczarowuje – europejska koncepcja rozwoju nie do końca się sprawdziła.

[Piotr Lewandowski]