polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Ecstatic Sunshine wywiad z Matthew Papichem

Ecstatic Sunshine
wywiad z Matthew Papichem

Trzy albumy, na których kolejno można usłyszeć muzyczne zabawy na gitarach, przeobrażające się w bardziej sprecyzowane pomysły, aż w końcu dojrzałą wizję muzyki jak na „Yesterday’s Work”, które ukazało się przed rokiem. Ecstatic Sunshine, zespół który zagra pierwszy koncert tegorocznego Off Festivalu, nagrywał i występował jako trio i duet, a obecnie jego lider, Matthew Papich, koncertuje w pojedynkę. Zapraszamy do rozmowy i już dziś zachęcamy do wybrania się na jego koncert do Katowic.

Na początku chciałbym Cię spytać o bieżącą sytuację Ecstatic Sunshine. Nagrywałeś swój ostatni album „Yesterday's Work” w trio z Joe Williamsem i Alexem Dondero. Na Off Festivalu będziesz jednak występować solowo – czy ES to teraz solowy projekt?

Przede wszystkim trzeba wyjaśnić, że „Yesterday's Work” było nagrywane przez Joe Williamsa i przeze mnie, a płytę wyprodukował i zmasterował Craig Bowen. Alex nie był zaangażowany w rejestrację materiału, ale grał z Ecstatic Sunshine podczas trasy koncertowej w trakcie minionego lata.

Zadałeś dobre pytanie, bo faktycznie ES będzie podczas Off Festivalu moim solowym koncertem. Przez ostatni rok gram wyłącznie solowe koncerty i myślę o tym jako o jednej z wielu odsłon zespołu. Joe był bardzo zajęty, żeby grać minione koncerty Ecstatic Sunshine w Europie, więc przearanżowałem piosenki na bardziej dubbową modłę i teraz bardziej przypomina to set djski. Mentalnie to trochę inny występ – muzyka jest w tej chwili najważniejsza, bardziej niż zachowanie na scenie podczas grania, kiedy występowaliśmy w większym składzie.

Jakie są dla Ciebie największe różnice w pracy z jednym, z dwójką muzyków i samemu?

Tak naprawdę nie dostrzegam wielkich różnic. Jeśli jesteś wystarczająco otwarty, żeby słyszeć wiele dźwięków, słuchać w skupieniu i angażując się całkowicie, liczba muzyków nie jest aż tak bardzo ważna.

Tworząc muzykę wykorzystujesz wiele efektów, loopów czy nakładanych warstw gitary. Na „Way” muzyka brzmi dla mnie o wiele bardziej spójnie niż na „Freckle Wars”, której według mnie bliżej do swego rodzaju prób, zabawy dźwiękiem czy zarysowania szkieletów kompozycji, niż pełnych struktur muzycznych. Jak odniósłbyś się do obu tych albumów?
 
Patrząc na procesy powstawania tych płyt z perspektywy muszę powiedzieć, że oba te nagrania były dokładnie zaplanowane i skomponowane, ale w zupełnie odmienny sposób. „Freckle Wars” powstawała w procesie rygorystycznych prób i koncertów, a piosenki są bardzo spójne i mają linearną strukturę. „Way” powstawało na większym luzie, postanowiliśmy nie grać aż tak wiele koncertów, kładąc większy nacisk na dokładne przeanalizowanie muzyki w studio.
Zależało nam na bardziej ambientowym czy dubowym brzmieniu, ale finalnie praca w studiu nadała kompozycjom ostateczny kształt.

Grasz na gitarze – jaka jest Twoja relacja z tym instrumentem: skupiasz się bardziej na zapętlaniu i powielaniu struktur, natężonego hałasu czy raczej minimalistycznych, powtarzanych partii gitar?

Moje podejście do grania na gitarze cały czas się zmienia. Przez słuchanie muzycznych dźwięków i nie-muzycznych nagrań, wciąż mam nadzieję na zmianę mojego odczuwania i dostrzegania tego instrumentu. Aktualnie myślę o gitarze jako samplerze, elektronicznym instrumencie, który powtarza określone sekwencje i tworzy w ten sposób nagranie.

Słuchając „Way” wyobrażałem sobie walki na gitary elektryczne, w których muzycy mają instrumenty brzmiące odmiennie i wyróżniające się na tle pozostałych. Razem dochodziło przez to do interakcji. Na tym albumie znalazły się trzy długie utwory, opowiedz proszę jako powstawał.

„Way” było nagrywane w bardzo dobrym składzie. Dustin Wong i ja graliśmy na gitarach, wykorzystując mnóstwo efektów i loopów. Potem rozdzieliliśmy to co nagraliśmy na dwa wzmacniacze, a nasz producent zmiksował nasze nagrania i dodał trochę dodatkowych efektów. To była prawdopodobnie najbardziej organiczna forma zespołu w całej jego historii, w której każdy gracz miał tyle samo kontroli nad swoim materiałem co inni.
W studiu nagrywaliśmy osobno, pracując w trochę dubbowej stylistyce. Tak naprawdę zarejestrowaliśmy o wiele dłuższą wersję „Way” - były na niej dwie piosenki, które usunęliśmy z materiału. Nie ze względu na kiepską jakość, ale z powodu ich nastroju, który znacząco różnił się od reszty. Może wkrótce uda mi się je wydać.

Na ile jesteś głównodowodzącym zespołu, a na ile to demokratyczny projekt, w którym wszyscy muzycy uczestniczący w nagrywaniu, mają wpływ na finalny kształt muzyki?

Jestem jedynym stałym muzykiem zaangażowanym w Ecstatic Sunshine, ale wydaje mi się, że słuchając różnych wariacji i odsłon zespołu nie trudno dostrzec, jak bardzo ma on otwartą formułę.
Przy nagrywaniu „Yesterday's Work”, Joe Williams, Craig Bowen i ja tworzyliśmy nagranie. Grałem na gitarze i efektach, Joe grał na syntezatorze i wyprodukował dźwięki perkusji, a Craig zmiksował i wyprodukował album. To był bardzo powolny proces, ale z pewnością była to demokratyczna kolaboracja.

Jaki był więc pomysł na stworzenie „Yesterday's Work”? Jak dla mnie to chyba najbardziej sprecyzowana wizja Waszej muzyki.

Myśląc o powstawaniu „Yesterday's Work”, wydaje mi się że proces jego tworzenia był niezwykły. Chciałem stworzyć album bez zakłóceń, bardzo czysto brzmiący, który mógłby być wykorzystany na wiele sposobów. Miałem w głowie idee Satie'go na temat musique d'ameublement czy ambientowe prace Briana Eno. Ogromną inspiracją była także seria filmów Roberta Altmana – ich jasność i spójność dla mnie niesamowite znaczenie.

Nasza rozmowa w dużej mierze obraca się wokół wykorzystywania gitar. Jacy są Twoi ulubieni gitarzyści?

Hm, z pewnością Robert Fripp, Jerry Harrison, Santo & Johnny czy Dustin Wong. Myślę, że każdy z nich starał się rozbudowywać możliwości gitary jako elektronicznego instrumentu w różnorodne i unikalne sposoby.

Zagrasz koncert, który otworzy Off Festival. Czego używasz do swoich koncertów i jak przygotowujesz się do wystepów na żywo?

Na Offie będę grał kilka nowych kawałków, więc poświęcam im maksimum uwagi. Ale tak naprawdę granie ich w pojedynkę jest całkiem łatwe – wykorzystuję sampler Roland SP-55, Kaoss Pad, mikser i gitarę. Wykorzystując każdy instrument, przygotowuję odpowiednie sekwencje tworząc przez to utwory, z których powstają piosenki.

W takim razie do zobaczenia w Katowicach. Dzięki za rozmowę.

[Jakub Knera]