polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Liars Sisterworld

Liars
Sisterworld

Liars zjadają własny ogon. Nawet po pobieżnym przesłuchaniu „Sisterworld” nie trudno zauważyć, że kawałki na tej płycie w wielu przypadkach mają podobną strukturę i są rozmieszczone w takich samych miejscach albumu, jak utwory na ich poprzednim krążku, „Liars”. Muzycy w przeważającej mierze powtarzają te same patenty, a płycie tej brakuje polotu; nie za bardzo pomaga jej nawet uzupełnienie brzmienia instrumentów dętych i smyczkowych. Nagrywając dwa albumy („They were wrong so we drowned” i „Drum’s not dead”), jedne z najciekawszych wydawnictw mijającego dziesięciolecia, trójce muzyków z Nowego Jorku trudno przeskoczyć poprzeczkę ustawioną tak wysoko. Co przy „Liars” jeszcze się sprawdzało, tutaj brzmi mało innowacyjnie, a nierzadko wręcz nuży.

Ale warto sięgnąć po drugi krążek z remiksami czy raczej interpretacjami utworów z "Sisterworld", który jest od oryginału o niebo ciekawszy. Liars zaprosili grono fantastycznych wykonawców, którzy całkowicie przetwarzają ich kompozycje. Efekt jest rewelacyjny – Atlas Sound wpuszcza w muzykę nowojorczyków ducha swoich schizofrenicznych zapętlonych gitar, Thom Yorke daje popis oszczędnej elektroniki, Tunde Adebimpe uwodzi swoim głosem do dźwięków z „Sisterworld”, a to zaledwie kilka przykładów. Tym posunięciem Liars jednocześnie strzelają sobie w kolano, bo uwagę od dość przeciętnej, a w wypadku ich dyskografii wręcz słabej płyty, zaproszeni gości odciągają jeszcze bardziej.

Angus Andrew przyznał w jednym z wywiadów, że obecnie koncentruje się z zespołem na tworzeniu piosenek. To, że muzycy nie planują już tworzyć koncept albumów, przewyższających poprzednie krążki słychać i chwała im za to. Ale w przypadku zespołu, którego muzyka nigdy nie była prosta i schematyczna, stworzenie interesujących piosenek nie będzie wcale łatwe.

[Jakub Knera]