polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Liars Liars

Liars
Liars

Właściwie mógłbym napisać - co może zabrzmi dość fanatycznie - że wystarczyło mi pierwsze pięć sekund, by ocenić ten krążek. "Plaster Coasts Of Everything", otwierający najnowszą płytę tria z Nowego Jorku uderza niezwykle mocno i hardrockowo, pokazując, że tym razem nie będzie tak spokojnie jak na poprzednim albumie "Drum's Not Dead". Tamten - mimo że niesamowity - był zdecydowanie chwilą przerwy od szaleńczej muzyki tria (chociaż psychodelicznych momentów nie zabrakło). Na "Liars" szał zaczyna się już na samym początku - szybkie tempo i punkowy riff wprowadzają słuchacza w wariacki świat zespołu. Jednak nie jest to zwykłe ciężkie czy punkowe granie, ale pełne wielobarwnych dźwięków wydawnictwo - wydaje mi się że Liars są na tyle pomysłowi, że w tej kategorii należy im się miejsce w pierwszej lidze. Muzycy potrafią zagrać niezwykle mocno, ale robią to w sposób dopracowany i niebanalny. Na gatunek jaki prezentuje zespół można było by znaleźć nową nazwę, coś w stylu liars-noise, bo ten album to prawdziwy hałas i na dłuższą metę trudno wytrzymać z ich muzyką. Równie trudno ją dokładnie zaklasyfikować, bo - mimo, że przeważa noise czy hard rock - wśród kolejnych utworów możemy znaleźć zarówno odrobinę funkowy "Houseclouds" z hiphopowym beatem, miarowy "Sailing to Byzantium", wieńczący płytę "Protection", czy połączenie art i noise'u we "Freak Out".

Niechęć - i to dość celowa - do jakiegokolwiek zaszufladkowania tej muzyki pojawia się wszędzie - wystarczy zobaczyć profil zespołu na myspace.com, gdzie w polu na styl muzyczny widnieje trzy razy napis "inne" - i nie jest to bezzasadne. Mimo, że Liars mają punkowe korzenie, to zdecydowanie nie ograniczają się tylko do tego gatunku, starają się wręcz zrobić w głowie słuchacza taki zamęt, po którym trudno mu będzie dojść do siebie. To płyta zagadkowa, bardzo niespokojna i tak naprawdę nie sposób domyślić się, dokąd muzyka tria z Nowego Jorku nas zaprowadzi. "Liars" jest też chyba właściwie zatytułowany, jako że to bodajże najlepszy przekrój ich twórczości - nie ma tutaj tyle elektroniki co na "They Were Wrong So We Drowned" i brakuje jej spokoju "Drum's Not Dead"; zdaje się doskonale zawierać cały szał zespołu i ich sceniczną nieokiełznaność. To płyta niełatwa w odbiorze, ale Liars są specjalistami od muzyki niespokojnej, pełna wątpliwości i bałaganu, który po jej wysłuchaniu ma zostać w głowach słuchaczy.

[Jakub Knera]