polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Sam Amidon wywiad

Sam Amidon
wywiad

Wędrujący grajek przemierzający kontynent z banjo, skrzypcami i gitarą – taka charakterystyka Sama Amidona, który w maju zagra trzy koncerty w Polsce nie jest wcale na wyrost. Tym bardziej dlatego, że muzyk przyjedzie nad Wisłę specjalnie aż z Islandii, a zaraz potem wraca z Londynu. Mistycyzmu dodaje z pewnością fakt, że Amidon w swoim repertuarze ma przede wszystkim tradycyjne, folkowe piosenki z Appalachów, które aranżuje na swój sposób. O tym dlaczego wybrał właśnie je, jaki wpływ na muzykę miała jego rodzina oraz o specyfice swoich występów Amidon opowiada w wywiadzie poniżej.

W jakich okolicznościach pierwszy raz zetknąłeś się ze sztuką?


Hmm... Dobre pytanie! (śmiech) Niech pomyślę... Wydaje mi się, że zacząłem grać na skrzypcach w wieku trzech lat, a mniej więcej w piątym roku życia zacząłem rysować. Tak, to chyba wtedy zaczęła się moja "przygoda" ze sztuką.

To dość wcześnie. Czytałem gdzieś o Twoim pierwszym zespole, jak się on nazywał?

Popcorn Behaviour. Założyłem go razem z moim bratem Stefanem i przyjacielem Thomasem jak byliśmy nastolatkami.

Czy Twoi rodzice w jakiś sposób "wprowadzili Cię" w świat muzyki?

Oczywiście, moi rodzice są folkowymi muzykami, grają na banjo i gitarach. Pogrywałem z nimi troszkę kiedy byłem mały i wiele mnie to nauczyło. Przez cały okres dojrzewania miałem styczność ze środowiskiem muzycznym, co na pewno silnie na mnie wpłynęło. Wydaje mi się, że miałem naprawdę dużo szczęścia.

Z pewnością! A teraz pytanie odnośnie Twojej najnowszej płyty, "I See The Sign" (zresztą świetnej). Nagrywałeś ją w Greenhouse Studios na Islandii, pod okiem Valgeira Sigurdssona. To samo studio wybrałeś, gdy powstawało "All Is Well".

Zgadza się. Do Greenhouse Studios zabrałem ze sobą mojego przyjaciela Shahzada Ismaily'ego, niesamowitego multiinstrumentalistę. Wymyśliliśmy większość rzeczy razem, na płycie nagrał on wiele różnych rzeczy, takich jak perkusja, bas, chórki oraz różne dziwne odgłosy. Nico Muhly dodał do tego swoje niesamowite aranżacje, a następnie Valgeir i ja staraliśmy się znaleźć złoty środek pomiędzy tymi wszystkimi elementami, część eliminując, w niektórych miejscach dodając coś nowego. Później Valgeir dodał kilka rzeczy od siebie, zmiksował całość i tak powstał mamy album. Brzmi prosto, a jego nagranie zajęło aż półtora roku - w między czasie Beth Orton dograła piękne partie wokalne.

Jak współpracuje Ci się z Sigurdssonem?

Kiedy przyleciałem na Islandię nagrywać "All Is Well" byłem bardzo zestresowany przed spotkaniem z nim. Było to coś ekscytującego i nowego, jednak praca nie szła do końca gładko. Przy nagrywaniu "I See The Sign" bardzo dobre było to, że szlaki zostały przetarte i wszyscy byliśmy wyluzowani, znaliśmy się już i wiedzieliśmy, jak ze sobą pracować. To było świetne, siedzieliśmy przez tydzień w studio jedząc, nagrywając i rozmawiając.
Imponujące jest to, że Valgeir z kilkoma innymi osobami prowadzi Bedroom Community. Zbudował też własne studio i nagrywa wielu świetnych wykonawców.

Większość utworów zamieszczonych na Twoich albumach to przearanżowane tradycyjne pieśni z różnych krajów. Dlaczego wybrałeś taką właśnie "muzyczną drogę"?

Właściwie to nigdy nie pisałem piosenek, tak samo tekstów. Myślę, że jest to swego rodzaju cecha skrzypków ludowych - zawsze grają cudze melodie. Chodzi tylko o Twoją interpretację tych melodii. Większość moich ulubionych muzyków grała właśnie na skrzypcach, więc w czasie mojego rozwoju muzycznego chyba wykształcił mi się taki pogląd.

A czy aranżowanie na nowo tradycyjnych amerykańskich pieśni jest dla Ciebie na swój sposób patriotyczne?

Nie, raczej niepatriotyczne. To znaczy, uwielbiam amerykański folklor, ale część piosenek które przerabiam pochodzi z Irlandii, Anglii albo też nie wiadomo skąd. Wy w Polsce macie świetną muzykę folkową. Słyszałem taką odjechaną polską płytę reggae - współpracę polskich muzyków folkowych i jakiegoś gościa z Jamajki. To była jedna z najdziwniejszych płyt jakie w życiu usłyszałem.

Ciekawe, jak się nazywał zespół?

Hmm, niestety nie pamiętam. Puszczę ci jak się spotkamy.

"I See The Sign" i "All Is Well" wypełnione są bogatymi aranżacjami i orkiestracjami. Z drugiej strony, Twoje wystąpienia na żywo są bardzo ascetyczne. Miałem okazję widzieć Cię na żywo w klubie NBI w Berlinie i odniosłem wrażenie, że Twoje koncerty to raczej spektakl połączony z opowiadaniem historii - pomijając oczywiście część muzyczną. Zapamiętałem świetne historie, takie jak opowieść o "małym, puchatym osiołku" czy o "chłopcu skaczącym z klifu", widziałem też filmy, gdzie robisz pompki przed graniem konkretnej piosenki. Aktorstwo jest ważną częścią Twoich wystąpień?

Nie nazwałbym tego aktorstwem, raczej pomyłkami (śmiech). Tak serio, to publiczność nudzi się po chwili, musisz robić coś żeby nie tracili zainteresowania. Chodzi też o czucie się komfortowo na scenie, testowanie siebie - "czy mogę bez skrępowania śpiewać?, "czy mogę robić pompki?", "czy mogę opowiadać historie?".

Jak to się stało że na Twojej nowej płycie znalazł się cover R Kelly'ego? Powiem szczerze, że nie domyśliłbym się, że to on skomponował tę piosenkę...

Wiem, to niesamowite. R Kelly jest genialnym muzykiem. Parę lat temu kolega puścił mi parę jego kawałków i od tamtej pory go uwielbiam, uważam że jest najlepszym songwriterem.

W ubiegłym roku na Unsound Festival w Krakowie grałeś z Nico Muhlym, Benem Frostem i Valgeirem Sigurdssonem. Czy myślałeś kiedyś o nagraniu czegoś wspólnie, jako zespół?

W zasadzie to cały czas wspieramy się nawzajem w swoich projektach i można to już potraktować jako bardzo dużą współpracę. Ale w zasadzie nie myślałem o tym, o czym mówisz - kto wie, może kiedyś?

Cała rodzina Amidonów jest bardzo utalentowana muzycznie. Widziałem, że również wspomagacie się nawzajem w swoich projektach. A myśleliście o albumie "rodzinnym"?

Cóż, produkowałem album mojej mamy, wydała piękną solową płytę, można ją kupić na iTunes. Mój brat Stefan nagrywał perkusjonalia na mojej płycie. A co do rodzinnego albumu, to wydaliśmy nawet kilka! Jak byłem dzieckiem, później w liceum, nagrywaliśmy z rodziną płyty. Można je znaleźć na oficjalnej stronie zespołu mojej mamy! Na pierwszym miałem jakieś 8 lat, więc mój głos był trochę wysoki. Uważam, że byłem wtedy znacznie lepszym wokalistą, wszystko się zepsuło jak skończyłem 14 lat i przeszedłem mutację.

No to ostatnie pytanie - jakich artystów obecnie słuchasz?

Świetne pytanie, moje ulubione. Uwielbiam muzykę wszystkich gigantów jazzu. Mam na myśli tych najsławniejszych i najpopularniejszych, to znaczy lubię też tych mało znanych, ale kiedy chcę odpocząć po ciężkim dniu, siadam w fotelu i puszczam Milesa Davisa, Theloniusa Monka czy Johna Coltrane'a. Można by słuchać tych gości całe życie i nie mieć dość.

Ciężko się z Tobą nie zgodzić. Dzięki za rozmowę i do zobaczenia w maju!

Dzięki, na razie!

[Tobiasz Biliński]