polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
SAM AMIDON All is Well

SAM AMIDON
All is Well

Sam Amidon ma na swoim koncie dwie płyty sygnowane bądź to swoim nazwiskiem, bądź dość zbliżoną nazwą Samamidon. Różnica dotyczy liczby osób biorących udział w projekcie i w zasadzie ma drugorzędne znaczenie. Sam jest również znany z wokalno-instrunemtalnego udzielania się w innych grupach, z których najbardziej znaną niewątpliwie jest Stars Like Fleas. Jednym słowem, to ciekawa postać na szeroko pojętej amerykańskiej scenie folk, a jego najnowszy album potwierdza to w całej okazałości.

"All is Well" jest ambitną próbą reinterpretacji zestawu tradycyjnych amerykańskich piosenek pochodzących z czasów podboju i zasiedlania Dzikiego Zachodu, szczególnie popularnych w konserwatywnych, południowych stanach. Te klasyczne utwory na przestrzeni lat wielokrotnie były przedmiotem zmagań różnorodnych muzyków, co czyni z nich wyjątkowo trudną materię dla nowatorskiego podejścia. Oryginalność Sama zawiera się w zamiarze połączenia ognia z wodą, czyli nagrania tych iskrzących, południowych piosenek na dalekiej północy, w Islandii, a tym samym wypełnienia tej tradycyjnej formy chłodnym i melancholijnym klimatem. Może wydaje się to nieprawdopodobne, ale ów plan udało mu się zrealizować w stu procentach.

Podstawą utworów jest pełniąca rolę zasadniczego akompaniamentu gitara bądź banjo, którym towarzyszy śpiew. Nie ma on jednak wiele wspólnego z przesyconym południowym akcentem, żywym wokalem. Głos Sama jest nieco niepewny, czasem wręcz lękliwy, stonowany i chłodny. W tę podstawową fakturę wplecione są liczne, choć oszczędnie wykorzystywane dodatkowe instrumenty - fortepian, smyczki, dęciaki. Wypełniają one przestrzeń, wspólnie decydując o nastroju płyty, która gdyby nie wiadome pochodzenie utworów, spokojnie mogłaby uchodzić za kolejną propozycję rodem z zimnej Islandii. Składające się na nią dźwięki tworzą przejmujący, melancholijny nastrój, pełen smutku, zmęczenia związanego ze zmaganiem się z otaczającym światem, a zarazem zawierający odrobinę nadziei, że ostatecznie wszystko dobrze się ułoży.

Te tradycyjne utwory w wersji Sama Amidona nabierają uniwersalnego kontekstu, który jest tak nostalgiczny, jak i piękny. A jak daleko odchodzi od lokalnych interpretacji poznają chociażby ci, którzy widzieli film braci Coenów "Bracie, gdzie jesteś", w którym jeden z utworów pojawia się w jakże odmiennych okolicznościach i odmiennym wykonaniu. "All is Well" zakończone jest tytułowym katharsis o dość przewrotnym charakterze, gdyż śpiewanym z perspektywy umierającego człowieka pogodzonego ze swoim losem. To doskonałe zamknięcie płyty, które porusza do głębi, a zarazem zachęca do przesłuchania jej po raz kolejny. Naprawdę warto, gdyż to unikatowa próba stworzenia nowej jakości, udana pod względem formalnym i przynosząca piękne, północne dźwięki pełne prawdziwych emocji.

[Aleksander Kobyłka]