polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
POPUP Bisajdy

POPUP
Bisajdy

Cóż, recenzowanie w PopUp Magazine płyty zespołu Popup wydawać się może nieco niezręczne. Co jednak mają powiedzieć dziennikarze szacownego Rolling Stone w momencie ukazania się nowej płyty zespołu Micka Jaggera? Szczerze mówiąc nie wiem, uznaję więc wątek nazwy za zakończony, tymbardziej, iż z miejsca pojawia się kolejny, nie mniej zresztą interesujący. Otóż zazwyczaj bywa tak, iż zespół wydaje najpierw tzw. właściwą płytę. W przypadku, kiedy odnosi ona sukces publikuje kolejne materiały do niej nawiązujące (remixy, odrzuty, nagrania live, deluxy, covery, dema itd.). Na ogół poza drenażem kieszeni wiernych fanów tego typu ruchy wypełniają lukę i przygotowują grunt pod wydanie kolejnej płyty. W obliczu tych oczywistości przyznać muszę, iż Popup swoją politykę wydawniczą prowadzi w nader zaskakujący sposób. Na początku 2007 r. pod szyldem ETE Popup ukazała się najpierw płyta "Rekonstrukcje zdarzeń" z remixami i swobodnymi interpretacjami piosenek Popupa. Następnie pod koniec tego samego roku ukazał się kolejny "niewłaściwy" materiał zatytułowany "Bisajdy", złożony z utworów, które z różnych przyczyn nie znajdą się na zapowiadanym na początek 2008 roku debiucie. Doprawdy ciekawe.

Muzycy Popupa nie są nowicjuszami, działali już pod wieloma nazwami (Sirrah, The Man Called Tea) i w różnych konfiguracjach. Nabyta na przestrzeni lat muzyczna erudycja wprost przełożyła się na zawartość "Bisajdów". Płyta zaczyna się od elektroniczno-industrialnego ciosu w postaci utworu "Konstrukcje", w którym pobrzmiewają echa ostatnich produkcji Agressivy 69. Można wręcz zaryzykować stwierdzeniem, iż mamy tu do czynienia z pewną definicją stylu Popupa: gitary brzmią raz przestrzennie, raz agresywnie, podobnie ma się sprawa z wokalem, który "nie potrafi" przez cały numer trzymać się tylko jednej barwy, do tego dochodzi zagęszczona faktura rytmiczna i klimatyczne, elektroniczne wstawki. Następny numer "Scared" jest jeszcze bardziej agresywny, ociera się wręcz o metal, ale co ważne - nie traci przy tym swojej atrakcyjnej linii melodycznej. Kolejny utwór "Htoniczna" zaskakuję spokojnym wstępem, jeszcze większa dawką pulsującej elektroniki oraz atmosferycznymi gitarami. To jednak nie wszystko - w pewnym momencie dochodzi saksofon, który nadaje piosence awangardowego posmaku w klimacie dokonań Tuxedomoon. Kolejne 2 utwory pochodzą z akustycznej sesji nagranej na potrzeby audycji dla Programu III Polskiego Radia. Pierwszy z nich, "Latawiec", wyróżnia się znakomitym tekstem, choć muzycznie nie jest już tak różowo - rozwlekłej końcówki nie ratuje nawet saksofon. Co innego z "Czułym Punktem", z jego nerwowym, spiralnie nakręconym rytmem, przywołującym echa akustycznych eksperymentów nieodżałowanego Kobonga. Na zakończenie dostajemy "Pain", czyli cover "Strangelove" Depeche Mode, najbardziej elektroniczny i niestety najmniej interesujący utwór w tym zestawie. DM to chyba najczęściej coverowany zespół w Polsce, przez co kolejna wersja zachowującą oryginalną melodię niewiele wnosi w stosunku do pierwowzoru. W kontekście całego wydawnictwa spokojnie można to jednak chłopakom wybaczyć, ponieważ omawiana EPka zaostrza tylko apetyt na właściwy debiut. Mam tylko nadzieję, że nastąpi to szybko, bo kolejny wypełniacz (a może by tak jakiś album live?) będzie już jednak przegięciem.

[Marcin Jaśkowiak]

artykuły o Ete Popup w popupmusic