polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
ETE POPUP Rekonstrukcje zdarzeń

ETE POPUP
Rekonstrukcje zdarzeń

Nie spisuj tej płyty na straty - powiedziałem tak sobie po przesłuchaniu dwóch pierwszych utworów. Zbyt abstrakcyjnych i twórczo przesadzonych. Z drażniącym, przekombinowanym wokalem i z lekka irytującym brzmieniem. Ale darujmy sobie ten falstart. Potem jest dużo lepiej i przede wszystkim interesująco. Zwłaszcza wtedy, kiedy spośród kakofonii elektronicznych i żywych instrumentów wyłania się hiphopowa motoryka albo drum'n'bassowe podrygi. Tutaj wszystko się miesza i zlewa w jedną, schizofreniczną strukturę - raz grzeczną i transową, innym zaś chaotyczną i nieznośnie połamaną. I w tym tkwi największa siła tego albumu. W zaskakującej różnorodności i w dźwiękowym dziwactwie przejawiającym się śmiałym eksperymentowaniem - czy to z minimalem czy estetyką post-industrialu. Zapożyczeń co prawda możnaby się doszukać na nim sporo, ale zostawmy je - czuć bowiem i tak wyraźnie, że ten projekt ma potencjał. Nie mówmy o innowacjach, brzmieniowych rewolucjach - tego tutaj nie ma. Jest za to materiał nieźle przemyślany i posklejany, którym grupa Popup i multiinstrumentalista Ete może jeszcze nie rozwalają, ale pokazują, że mają ciekawe pomysły i potrafią z nich zrobić właściwy użytek. Ich "Rekonstrukcje zdarzeń" traktuję jednak raczej jako próbę znalezienia wspólnego języka, wspólnej przestrzeni dla łączenia mrocznej elektroniki z żywym instrumentarium. Próbę jednak na tyle udaną, że pozwalającą wierzyć w rzeczywiście intrygujący rozwój całego projektu. Dalszy ciąg elektronicznych mutacji musi nastąpić.

[Tomek Doksa]