polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
The DILLINGER ESCAPE PLAN Ire Works

The DILLINGER ESCAPE PLAN
Ire Works

Wyczekiwanie najnowszej płyty Dillinger Escape Plan okazało się być wyraźnie krótsze niż w przypadku poprzedniej. Dla przypomnienia - po szokującym debiucie w 1999 roku albumem "Calculating Infinity" zespół kazał czekać na swój kolejny longplay aż pięć lat. W międzyczasie, w 2002 drugim roku DEP nagrali z Mike'm Pattonem genialną epkę "Irony Is a Dead Scene", po czym wokalistą grupy został niejaki Greg Puciato. Nagrany z nim "Miss Machine" i następująca trasa koncertowa potwierdziły, że na metalowej mapie świata DEP jest punktem jasnym i unikatowym - ekstremalne brzmienie, potężna energia, wysublimowanie techniczne i fantastyczny zmysł kompozycyjny łączyły się w ich gitarowych nawałnicach z żywiołowością, czyniąc z muzyki DEP mieszankę wprost wybuchową. Ścieżka prowadząca następnie do "Ire Works" wydaje się dość podobna. Pojawiła się epka, tym razem było to "Plagiarism" złożone z czterech kowerów i utworu live, nastąpiły też zmiany w składzie - odszedł "drugi" gitarzysta, a charyzmatycznego perkusistę Chris'a Pennie zastąpił Gil Sharone z zaprzyjaźnionego Stolen Babies.

W porównaniu do poprzedniej iteracji tego eksperymentu można jednak zauważyć różnice. Pennie był, obok gitarzysty Bena Weinman'a, główną osobowością zespołu, jego gra trzymała tę nieokiełznaną muzykę we frapujących ryzach, zaś jego wkład kompozycyjny był niemal nieoceniony. Choć Sharone bębni równie potężnie i obłędnie, to jednak ulegam sugestii, że brak dawnego perkusisty jest na nowej płycie odczuwalny. "Ire Works" nie jest niestety tak szokującym doświadczeniem jak wcześniejsze wydawnictwa zespołu i choć obfituje w karkołomne pasaże, ekstremalne brzmienia, solidne agresywne wokale i zarazem dobre melodie, to jednak wydaje się być dotkniętą gombrowiczowskim przekleństwem ugrzęźnięcia we własnej formie po latach zmagań z formami narzucanymi przez otoczenie.

DEP miota się tutaj między kompozycjami w, perfekcyjnie opanowanej, (teraz już) konwencji ekstremalnych riffów, nietrywialnych metrum i obłędnych zmian tempa, a rozwinięciem bardziej piosenkowych, popowych ciągotek sygnalizowanych na "Miss Machine". Rezultatem jest płyta o dwóch obliczach, spajanych całkiem interesującymi zapędami industrialnymi, szerzej dawkowaną elektroniką oraz nowym dla zespołu wykorzystaniem instrumentów klawiszowych i smyczków. Ten eklektyzm i próby zbalansowania krótkich, potężnych ciosów, jakimi dotychczas raził Dillinger, za pomocą cierpliwiej rozwijających się pasaży, wychodzą w sumie płycie na dobre. Jasne, że puryści zarzucą "Ire Works" niumetalowe ciągoty niegodne katalogu Relapse, ale trzeba przyznać, że DEP realizują je całkiem sprawnie i miejscami mają odwagę odejść całkiem daleko od swych kawalkad i nawałnic. Paradoksalnie właśnie za tę śmiałość lubię ich nowy album, zwłaszcza, że najbardziej zapadającymi w pamięć kompozycjami nie są te powielające spazmy z przeszłości, lecz odważne instrumentalne interludia lub najbardziej melodyjne i, jak na DEP, lekko zagrane piosenki. Suma summarum, "Ire Works"nie jest jednak tak nowatorskim i wciągającym dziełem jak płyty wcześniejsze i mam też wrażenie, że największe wrażenie zrobi na tych, którzy (dopiero) dzięki niemu Dillinger Escape Plan poznają.

[Piotr Lewandowski]