polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
TV ON THE RADIO Return to Cookie Mountain

TV ON THE RADIO
Return to Cookie Mountain

Niezbyt często zespołowi nagrywającemu powalający i oryginalny debiut (za jaki powszechnie uważa się "Desperate Youth Blood Thirsty Babes") starcza pomysłów i umiejętności do stworzenia czegoś jeszcze lepszego i równie zaskakującego. Niestety większość zespółow z tzw.nowej rockowej rewolucji wypstrykuje się z weny już po pierwszym albumie, po którym zaczyna zjadać własny ogon, lub ponosi klęskę próbując stać się "poważnym artystą".

Piałem z zachwytu 2 lata temu nad debiutem TV on the Radio ale po tych wszystkich klapach i sequelach obawiałem się, że na drugiej płycie spotka mnie rozczarowanie. Na szczęście wokalista Tunde Adebimpe i multi-instrumentalista, a zarazem producent David Andrew Sitek ponownie odjechali konkurencji na bezpieczną odległość. Temu ostatniemu Panu należą się zresztą wielkie brawa bo płyta brzmi po prostu zajebiście i dawno tak się nie delektowałem słuchając równie energetycznej muzyki na siedząco i w skupieniu. "Return to Cookie Mountain" to kosmiczna, pojechana fuzja indie-rocka, electro, psychodelii i nowej-fali z wokalami pełnymi rockowego żaru i soulowej pasji. Potencjał do pisania błyskotliwych piosenek dostrzegł także sam David Bowie, wampir/kameleon zachwycony ich debiutem i wspomógł zespół wokalnie w "Province". Gdzie niegdzie słychać także głosy innych gości: Kazu Makino (Blonde Redhead) i Katrin Ford (Celebration). A całość firmuje swym logiem legendarna, niezależna wytwórnia 4AD, która powiększyła swój katalog o kolejnego "białego kruka".

Ostrzegam, że poziom przyjazności tego materiału w większości nie kwalifikuje się do ogólnopolskich rozgłośni radiowych, choć dla mnie akurat to nie jest żadna wada. Wszystkie bez wyjątku melodie z tej płyty na dobre już zadomowiły się w mojej głowie i pozostana w niej jako Najlepsze Muzyczne Wspomnienia 2006 roku. Cóż, jeżeli kogoś z alternatywnie nastawionym uchem nie porwą od samego początku takie killery jak "Playhouses", "Tonight" czy "Wolf Like Me" to czas najwyższy przerzucić sie na Paris Hilton i Joe Cockera.

Trudna, wciągająca, odlotowa i genialna płyta. Album roku? Owszem!

[Marcin Jaśkowiak]