polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
LOUIE AUSTEN Iguana

LOUIE AUSTEN
Iguana

Podobno na scenie ten pan robi dziwaczne rzeczy i trzyma się naprawdę nieźle z sześćdziesiątką na karku. Tylko pozazdrościć kondycji. Na swojej płycie też rozkręca się nieźle i słychać, że młodzieniec siedzi w nim dosyć mocno. Do tego jest wciąż "happy every day" i możecie do niego spokojnie mówić "disco dancer". Ma facet zdrowie. I do tego wciąż "kuma czaczę", bo zamiast do parku jurajskiego, nową płytę wypuszcza na klubowe densflory. On sam brzmi jak wyjęty z nocnego dancingu wodzirej, urzekająco wyśpiewujący piosenki w kierunku pięknych pań siedzących w kąciku sali. Daje sobie radę w stylistyce pop i electro, ale przede wszystkim próbuje z wszystkich sił pozostać czarującym, niezależnie od tego na jakim podkładzie wylewa swoje wokalizy. Nie ma co się oszukiwać - gdyby nie warstwa muzyczna, Louie nadawałby się zwłaszcza na weekendowe wieczorki zapoznawcze, próbując oczarować niejedną damę. "Iguanę" wyprodukowało aż czterech ludzi - Jeff Melnyk, DJ Friction, Phonique oraz Stefan Jungmair i każdy zrobił to na swój sposób, dzięki czemu Austen nie brzmi schematycznie. W tych nagraniach pobrzmiewają mocno echa piosenek lat siedemdziesiątych, ubrane w nowoczesny disco-ramy, momentami tylko mocno przesadzone - tak jak ma to miejsce w przypadku kompozycji "Only You". O wiele lepiej Louie sprawdza się w klimatach a`la Sinatra - jak w "Red Light" czy "If You Let Me Love You" - kiedy jego oldskulowa maniera spotyka się z niezbyt przekombinowanym elektronicznym groovem. Sam rozumiem kiedy starszy pan ma ochotę na taneczne szaleństwa, ale robienie z siebie gorącego chłopca na klubowym podeście byłoby już przesadą. Louie wyhamował i nie popełnił gafy. I jest bardzo dobrze.

[Tomek Doksa]