polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
COIL The Ape of Naples

COIL
The Ape of Naples

Pisząc o tej płycie nie sposób przemilczeć jej wyjątkowego charakteru. Jest ona bowiem pożegnaniem się ze słuchaczami i zarazem hołdem dla tragicznie zmarłego pod koniec 2004 r. wokalisty zespołu Jhonna Balance'a.

Zespół został założony wspólnie z Peterem Christophersonem ponad 20 lat temu po ich odejściu z Psychic TV - grupy, która powstała na gruzach legendy industrialu Throbbing Gristle. Po burzliwych i zwichrowanych początkach (doskonałe płyty "Scatology" i "Horse Rotorvator") nadeszły czasy na eksperymenty z muzyką taneczną, ambientem, click techno, folkiem i uduchowionymi pieśniami o charakterze elegijnym.

Płyta rodziła się w bólach i to dosłownie - w trakcie jej nagrywania definitywnie rozpadł się wieloletni związek obu muzyków zakończony opuszczeniem przez Balance'a ich wspólnego domu. I tak na dobrą sprawę płyta stanowi zbiór kompozycji z kilku ostatnich lat. Obok zupełnie nowych nagrań pojawiły się bowiem także rzeczy wcześniej nie publikowane (jak utwory znane dotąd tylko z koncertów oraz dema z nowoorleańskiej sesji sprzed 10 lat do nigdy nie ukończonego albumu "Backwards" dla wytwórni Nothing Trenta Reznora). Wszystkie te staro-nowe utwory podano w dość radykalnie przearanżowanych wersjach. A na okrasę dodano jeszcze (troszkę niepotrzebnie) nowe wersje utworów znanych już ze wcześniejszych wydawnictw (chodzi mi głównie o "Teenage Lightning" czy "The Last Amethyst Deceiver"). Na szczęście większość numerów broni się już od pierwszego przesłuchania i z miejsca staje się "klasycznymi". Lista killerów absolutnych zaczyna się od nieco płaczliwego, acz na pewno nie ckliwego openera w postaci "Fire of the Mind". Później jest zaskakująca, katarynkowa wersja "Tattooed Man" a po niej pozornie optymistyczne "Triple Sun". Następujący po nim niespokojny, roztrzęsiony "It's In My Blond" to esencja chorego oblicza muzyki Coila - brutalny bit i natchniony skowyt Balance'a mimowolnie przyprawiają o dreszcze. To jednak nie wszystko bo "Heaven's Blade" to prawdziwy cios - zaśpiewany normalnym głosem, mroczny choć zarazem melodyjny, oparty na konkretnym bicie. po prostu rewelacja. I ostatni z mojej listy faworytów: niepokojący "Amber Rain" z pianinem, rozedrganym tłem i przeszywająco smutnym śpiewem Balance'a. Czuć w tym głosie jakąś katastrofę, jakąś samospełniającą się przepowiednie (teksty na płycie na ogół krążą wokół tematyki śmierci).

Na pewno ta płyta zakończyła pewną epokę sceny post-industrialnej z katalogu Word Serpent i Cold Meat Industry. Czy znajdzie się ktoś godny zastąpić Coila? Wątpię, wydaje mi się nawet, że scena ta ulegnie marginalizacji i zamknie się w getcie najwierniejszych fanów. "The Ape of Naples" nie jest być może najlepszą płytą Coila, ale jest na pewno pozycją wyjątkową. Niewtajemniczonym w dorobku zespołu polecam na dobry początek "Horse Rotorvator" i "Moon's Milk In Four Phases". Reszcie pozostaje się cieszyć z ostatniej już porcji niepowtarzalnych dźwięków, których na "The Ape of Naples" z pewnością nie brakuje.

[Marcin Jaśkowiak]