polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Vavamuffin wywiad z Olem i Reggaeneratorem

Vavamuffin
wywiad z Olem i Reggaeneratorem

Premiera debiutanckiego albumu grupy Vavamuffin przebiegała pod znakiem szumnych zapowiedzi największego odkrycia polskiego reggae ostatnich sezonów. Tłum zgromadzony w warszawskim CDQ na koncercie z tej okazji i szturmujący stoisko z płytami zdawał się sugerować, że wielu fanów jamajskich rytmów jest podobnego zdania. Postanowiliśmy więc wybadać, co to takiego Vavamuffin. Przed rozpoczęciem imprezy spotkałem się z klawiszowcem Olem i wokalistą Reggaeneratorem.

Właśnie ukazał się wasz debiutancki album "Vabang!", ale przynajmniej od ubiegłego lata można was było zobaczyć na większości dużych reggae'owych imprez w Polsce. Od jak dawna zbieraliście materiał na tę płytę? Czy ulegał on znacznym modyfikacjom?

[Olo] Zespół działa nieco ponad dwa lata i materiał na płycie oddaje cały przebieg naszej działalności. Nie było czegoś takiego, że ktoś przyniósł większość muzyki i tekstów, ponieważ nie mamy żadnego lidera. Kompozycje powstawały spontanicznie na próbach, więc album prezentuje spektrum naszych działań w ciągu ostatnich dwóch lat.

[Reggaenerator] Przez ten czas sporo się zmieniało, ponieważ Vavamuffin to bardzo spontaniczna sytuacja. Najpierw spotkaliśmy się w trzy osoby - ja, Pablo i Primo, potem w pięć, następnie w siedem, by ostatecznie dojść do ośmiu - rozrastaliśmy się jak drzewko. Kilka zdań temu poświęcę, bo może nawet Olo nie zna pełnej historii swojego zespołu (śmiech). Poznałem Pabla na koncercie Magary i wiedziałem też, że udziela się w Sound Systemie Zjednoczenie. Zostałem wciągnięty przez pozytywną wibrację do Zjednoczenia, mocno się z Pablem zakumplowaliśmy i zaczęliśmy ostro kombinować. Pierwszy plan był dosyć chytry: w cztery osoby, w tym dwóch wokalistów i sekcja rytmiczna, chcieliśmy grać jedynie riddimy i do tego toastingi, czyli minimalne instrumentarium, rytm i wokale. Z czasów Transmisji znaliśmy Gorga, umówiliśmy się na wspólne granko i po kilku próbach już z nami został. Potem ja przemyciłem jeszcze gitarzystę Raffiego i w ten sposób początkowa totalna surówa zanikła. I poszliśmy w inną stronę, czyli co chwilę okazywało się, że czegoś jeszcze brakuje. W ten sposób skład rozrósł się do ośmiu osób. Myślę, że w tym momencie jest to najlepsza opcja. Chcielibyśmy dołożyć jeszcze jakieś trąby, ale musimy chyba poczekać, aż w Polsce będą większe sceny w klubach. Idealnie by było, gdybyśmy w każdym mieście mieli zaprzyjaźnioną sekcję dętą, bo tak naprawdę to zależy nam na tym by w Polsce rozwijały się na maxa sekcje dęte (uśmiech).

[Olo] Ja dołączyłem do składu po kilku miesiącach. W trakcie naszej współpracy instrumentarium ewoluowało (nowe syntezatory, efekty, etc.), więc wcześniejsze pomysły poddawane były brzmieniowej obróbce. Mimo że kompozycje powstawały na przestrzeni ostatnich dwóch lat, aranżacje ulegały ciągłym zmianom, aż doszliśmy do obecnej formy.

[Reggaenerator] Część z nas grała poza tym wcześniej w innych, nieistniejących już zespołach i stara się przenieść ich ducha do Vavamuffin, dlatego Vavamuffin to alchemia.

Alchemicy kojarzą mi się z próbami zamieniania metali w złoto. A wy co poddajecie metamorfozom?

[Reggaenerator] Zamieniamy uczucia w muzykę.

[Olo] A konkretnie pozytywne uczucia w dobrą muzykę.

Do tej pory mieliście opinię doskonałego zespołu koncertowego. Czy praca w studio była dla was nowym doświadczeniem? Jak udawało wam się odtworzyć w studio reggae'ową energię znaną z koncertów?

[Olo] Chyba dla nikogo z nas nie była to pierwsza okazja do pracy studyjnej. Co prawda, nie nagrywaliśmy nigdy wcześniej w tym składzie, więc było to nowe doświadczenie. Poza tym praca z nowym realizatorem zawsze jest już jakąś nowością. Na szczęście mogliśmy współpracować z Tomem Hornem, bardzo utalentowanym ziomem (uśmiech). Niektóre pomysły, szczególnie związane z wokalami, dopracowywaliśmy dopiero w studio - pojawiło się więcej wokalnych harmonii, smaczków. Gdyby nie ograniczony budżet i naglące terminy pracowałoby nam się jeszcze bardziej komfortowo. Nagranie płyty poszło bardzo szybko, uwinęliśmy się w dwa tygodnie. W rejestracji dźwięku i uzyskaniu upragnionego brzmienia pomagał nam Activator Mario Dziurex, który jest świetnym realizatorem i zależało nam na jego obecności przy nagraniach.

[Reggaenerator] Poza tym Mario dorzucił też live duby. Nagrywanie było bardzo fajnym okresem, także dlatego, że studio "Q", gdzie pracowaliśmy, mieści się w urokliwej Żeleźnicy, położonej niedaleko Piły. Ta wioska to koniec świata, do najbliższego sklepu jest dwa kilometry, a samo studio znajduje się w starym, poniemieckim budynku. Bardzo fajny klimat. [Olo] Przed nami nagrywali tam na przykład Paprika Korps, Grabaż i Strachy na Lachy.

Jak trafiliście do Karrot Komando? Jesteście przecież dopiero drugim zespołem wydanym przez tę wytwórnię.

[Olo] To długa historia. Któregoś dnia Dj Zero zaniósł nasze koncertowe nagrania do wytwórni Wielkie Joł, gdzie właśnie wydawał album z Numerem Raz. Chłopakom z Wielkiego Joł spodobała się nasza muzyka i stamtąd wyszła pierwsza propozycja wydawnicza, ale nie dogadaliśmy się w kwestiach formalnych. Mimo to wciąż jesteśmy kumplami i mówimy sobie dzień dobry (uśmiech).

[Reggaenerator] Nie ma co ukrywać, zażądaliśmy dziewięciu Lexusów, dla zespołu i akustyka, a oni tego warunku nie spełnili. Za to Karrot Kommando na pewno podkopsa nam te Lexusy (śmiech). Mówiąc poważnie, Karrot Komando było drugą propozycją wydawniczą jaką otrzymaliśmy i w tym przypadku długo się nie zastanawialiśmy.

Bez dwóch zdań można was włączyć w nurt polskiego reggae. Czy widzicie w nim gdzieś miejsce szczególnie wam bliskie?

[Reggaenerator] Vavamuffin można umiejscowić następująco: po lewej Vava, po prawej Muffin. To jest raggamuffin prosto z serca i tam jest jego prawdziwe miejsce.

[Olo] Wydaje mi się, że Vavamuffin to oryginalny zespół i nie potrafię określić, gdzie jest jego miejsce w polskim reggae.

[Reggaenerator] W polskim reggae wiele się od ponad dwudziestu lat wydarzyło i jeszcze wiele się wydarzy. Przynajmniej mamy taką nadzieję i uważamy za niesamowity dar, to że możemy być jednym z takich wydarzeń. Najfajniejsze jest właśnie bycie częścią tej reggae sytuacji.

A która z europejskich scen reggae inspiruje was najbardziej?

[Reggaenerator] Nie będę się długo zastanawiał, dla mnie istnieje przede wszystkim Gentleman i Seeed, czyli scena niemiecka. To jeżeli chodzi o Europę. Chociaż jest jeszcze Wielka Brytania, gdzie działają Steel Pulse, Misty in Roots, Aswad, Moonracers i tak wiele innych zespołów, że ciężko to ogarnąć. Ale najwięcej zamieszania w ostatnim czasie zrobił jednak Seeed i Gentleman. A gdybym miał wybrać, kto zrobił na mnie największe wrażenie w ciągu całego mojego reggae'owego życia, to chyba jednak Black Uhuru.

[Olo] Słucham bardzo różnej muzyki i gram także inne klimaty. Z moją drugą grupą James Ashen gram coś z pogranicza fusion jazzu, drum'n'bassu i reggae. Inspiruję się mocno połamanymi rytmami, starym funkiem, starym reggae. Jeżeli chodzi o Europę, bardzo lubię scenę francuską, tamtejsze raggamuffin z Raggasonic na czele, a także raggamuffin skoligacone z hip-hopem, prezentowane m.in. przez MC Solara.

[Reggaenerator] Francuzi mistrzowsko nawijają ragga!

W planach macie koncerty za granicą, czy nie obawiacie się, że...

[Olo] Widzę już do czego zmierzasz. Nasze teksty są częściowo po polsku, częściowo po angielsku, a czasem w patois. Ale w Polsce słucha się także niemieckiego czy francuskiego reggae, mimo że nie dla wszystkich cały przekaz jest zrozumiały. Pablo na przykład uwielbia i doskonale rozumie rosyjskie reggae i ragga; my tego też słuchamy i mimo, że nie do końca kumamy tekst ta muzyka na nas działa.

[Reggaenerator] Ja bardzo lubię czeskie ragga i ono też jest w porządku, nawet jeśli nic nie rozumiem (śmiech). Treść przekazywana jest jednak nie tylko słowem i dlatego w żaden sposób nie obawiam się o odbiór naszej muzyki za granicą.

[Olo] Poza tym, fonetyka języka, jego melodyka są ważnymi czynnikami a polski jest bardzo oryginalny w tej kwestii.

[Reggaenerator] Jak dla mnie pierwszym uderzeniem w reggae jest rytm. Jak dostaniesz taką pigułą rytmiczną po głowie, to dopiero kiedy się ockniesz, przychodzi czas na odbiór samych tekstów.

A jak powstają wasze teksty?

[Olo] Teksty są domeną każdego z trzech wokalistów, którzy piszą swoje zwrotki.

Zanim zaczniecie grać, powiedzcie, jakie są wasze oczekiwania na najbliższe miesiące i proszę o ostatnie słowa dla naszych czytelników?

[Reggaenerator] Chcielibyśmy, żeby zawsze było tak jak jest teraz, żeby ludzie przychodzili na nasze koncerty i mieli zadowolone giemby, gdy z nich wychodzą.

Po czym następuje krótka nawijka, której przytoczyć nie sposób.

[Piotr Lewandowski]

artykuły o Pablopavo I Praczas w popupmusic