polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
O.S.T.R. Jazzurekcja

O.S.T.R.
Jazzurekcja

Poprzedni album Ostrego był dziełem dwupłytowym, obecna "Jazzurekcja" wypełnia dysk do granicy możliwości, trwając 79 minut. Podobnie do granic możliwości percepcji naszpikowany jest on refleksjami, przemyśleniami, atakami, pamfletami i metaforami łódzkiego rapera. Co więcej, Ostry zajął się całą muzyką, więc w efekcie dostajemy imponujący wręcz pokaz hip-hopowego kunsztu, którym O.S.T.R. absolutnie potwierdza, że jest na naszej scenie zjawiskiem prawie unikatowym. W czasach, gdy z jednej strony media epatują nas hip-hopolo, a z drugiej sporo nowych, ciekawych rzeczy balansuje na granicy elektroniki, stara się nadążać za najświeższymi trendami, "Jazzurekcja" wyróżnia się szcególnie, bowiem Ostry sięgnął po klasyczną prawie estetykę z początku lat dziewięćdziesiątych. Podkłady są więc umiejętnie, ale minimalistycznie poklejonymi samplami, wśród których dominuje żelazny zestaw: sekcja rytmiczna, pojedynczy sampel prowadzący melodię - gitara, klawisze, jakiś dęciak, raz skrzypce - pojawiają się także delikatne wokale akcentujące rytm, stawiające akcenty. Taka warstwa jest wręcz idealnym zapleczem gąszcza rymów, słownych igraszek, porównań i momentami ostrych tekstów, które składają się na rozległe wyznania rapera. Porywające zestawienia fraz są jednak jedynie drobnym, nadającym lekkości elementem relatywnie ponurych nawijek, w których Ostry niejednokrotnie piętnuje, czasami oskarża, chwilami narzeka a zdarza mu się i rozliczać, także siebie. Skoro podkłady są tak tradycyjne, więc część liryki wpisuje się w analogiczny wzorzec. O.S.T.R. jest jednak chyba jedynym polskim artystą, którego opowieści wywodzące się z cudownych osiedli w stylu łódzkich Bałut i odwołania do ziomów oraz osiedlowych zasad mnie nie rażą, wypadają szczerze i poważnie. Chociaż trzeba przyznać, że czasami kolejne odwołania do autentyczności robionego przez siebie hip-hopu są aż za bardzo sztampowe. Ale z drugiej strony, skoro już ktoś ma prawo się tak w Polsce przechwalać, to kto jak nie Ostry? Bądź co bądź, wypada on w tych tyradach przekonująco.

Najważniejsze są teksty, wśród których pada sporo bluzgów. Według mnie, jest ich za dużo i zbytnia dosłowność czasami razi. Ma to miejsce szczególnie w kawałkach piętnujących marne, wyprane z zasad życie jednostek, które bez problemu można napotkać w każdym polskim mieście. Początkowo samo eksplorowanie tej tematyki nieco mnie uderzało, ale podkreślam raz jeszcze, zachrypnięty wokal w połączeniu z wykonawczą pasją już po chwili przekonują do tych treści. Ostry potrafi także i sobie wymierzyć zasłużonego kopniaka, konkretnie rzecz biorąc, swoim telewizyjnym próbom z przeszłości - vide Małe piwo. Parę kawałków jest jednak wręcz przebojowych, mimo, że wcale do lekkich nie należą, chociażby singlowy Odzyskamy hip-hop, otwierające album Dym i Jazzurekcja. W drugiej części płyty numery dynamiczne przeplatają się ze spokojnymi, co jest rozsądnym zabiegiem, ułatwiającym odbiór w sytuacji, gdy przebywamy z Ostrym już przeszło pół godziny. W rezultacie dostajemy rewelacje typu Komixu, a po nim płynącą na melodii skrzypiec Tajemnicę skreczy. Tradycja, ale najwyższej próby.

Najciekawsze są według mnie utwory, wykraczające poza kanon, takie jak przejmujące Dla zakochanych, uderzające przygnębiającym refrenem, oparte na galopującym bicie, traktujące o przemocy Państwo. Albo genialne Nieważne, gdzie O.S.T.R. odważnie wykroczył poza schemat zwrotek i skandowanych refrenów. Ten numer jest też symptomatyczny z innego względu - gdy się kończy, właściwie nie pamiętamy, o czym traktował jego początek, ponieważ raper podażą za strumieniem swojej świadomości. A że myśl ma lotną i język giętki, więc rezultat jest intrygujący i przekonujący. A same rymy, wiadomo, krajowa czołówka, sam jej szczyt. Nie przypadkiem Ostry nagrał ten album samemu, zapraszając jedynie Haema i jego skrecze. Ewidentnie ma on wypracowaną wizję swojej muzyki i realizuje ją konsekwentnie, a zwrot w stronę korzeni może wyjść naszej scenie na dobre. Dlatego polecam zdecydowanie "Jazzurekcję", niech was nie zraża jej długość, ani chwilami zbyty dosłowne formułowanie myśli. Twórca ma coś do powiedzenia, dlatego warto poświęcić mu waszą uwagę i wsłuchać się w jego opowieści.

[Piotr Lewandowski]