polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Eric Chenaux Slowly Paradise

Eric Chenaux
Slowly Paradise

Eric Chenaux w wywiadzie dla Popup opowiada o znaczeniu improwizacji w jego twórczości. Jednocześnie cały czas mocno jest osadzony w formach piosenkowych. Bardzo podkreślał to jego album Skullsplitter, a najnowsze wydawnictwo Slowly Paradise podąża dalej w tym kierunku, pokazując Chenaux jako artystę jeszcze bardziej eksperymentującego. Gitarzysta przez wiele lat wypracował swoje charakterystyczne brzmienie gitary, którą zniekształca, nakłada na nią efekty, czasem nie łatwo przyswajalne od samego początku płyty. Jest w tym jednak coś intrygującego - modulacja instrumentu, często sprawia, że brzmi on zupełnie inaczej od tego, co czego jego etos nas przyzwyczaił. Nawet w singer-songerwriterskiej formule, w której Chenaux się porusza, wybiega on daleko poza sztywną piosenkową formułę. Nowe nagranie jeszcze bardziej niż poprzedniczka otwiera go na improwizację - w zasadzie tutaj muzyk snuje swoje gitarowe pasaże, na tle których włącza się co jakiś czas wokalnie, śpiewając o miłości. Nie jest to płyta tak melodyjna jak Skullsplitter, trzeba dać jej więcej czasu - formy, które muzyk buduje są bardziej otwarte, czasem bazuje w nich na pojedynczych, prostych loopach, na tle których wygrywa swoje swobodne gitarowe wstęgi. No i śpiewa swoim ciepłym i hipnotyzującym głosem, dzięki czemu ta naturalność wokalu spotyka się gdzieś w połowie z osobliwymi gitarowymi formami. Jego muzyka znów brzmi nostalgicznie, pomimo że wachlarz środków wydaje się większy, a płyta nie jest skondensowana - w zasadzie tylko kilka momentów stanowi o patrzeniu gitarzysty na swoją muzykę przez pryzmat tradycyjnej piosenkowatości („An Abandoned Rose”) z rytmicznym dubowym bujaniem. Poza tym jednak Chenaux zwinnie między tymi tradycjami lawiruje, nie ograniczając się i nie czepiając jednego wzorca. Piosenki (bo to jednak piosenki) są przy tym jednocześnie jaśniejsze i cieplejsze, a Chenaux pokazuje, że cały czas potrafi wyciągnąć z nich jak najwięcej i mocno nagina ich definicję.

[Jakub Knera]