polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Queens of the Stone Age Stone Age Complications

Queens of the Stone Age
Stone Age Complications

Jeżeli w poprzednim numerze napisałem, że obcowanie z albumem Melissy auf der Maur wspaniale umila mi oczekiwanie na nowy album Queens of the Stone Age, to ta właśnie epka spełnia analogiczną funkcję jeszcze lepiej. Z obozu QOTSA dochodziły ostatnio wieści głównie na temat personalnych sporów i scysji, zespół opuścił basista Nick Olivieri, ale na szczęście muzyka zawarta na "Complications" dowodzi, że te kwestie nie odbiły się na muzyce zespołu w sposób negatywny. Bo nie będę ukrywał: "Complications" są dla mnie ucieleśnieniem udanego minialbumu wydawanego pomiędzy pełnymi albumami. Składają się na niego między innymi trzy kowery, porażające rozrzutem doboru utworów, dostajemy bowiem kawałek The Kinks (czyli rock'n'roll z lat sześćdziesiątych), Subhumans (legenda brytyjskiego punka) oraz The Cramps (dziwaczny post-punk, psychobilly). Każda z tych kompozycji zawiera w sobie to, co powinien według mnie posiadać udany kower: ukazują zespół w innym świetle, ponieważ bez problemu można wyczuć, że kompozycje te

nie są autorstwa Josha Homme i spółki, a zarazem ewidentnie czuć piętno QOTSA wryte głęboko w tych utworach. Słucha się ich świetnie. Oprócz tego na płytce umieszczono remiks "No One Knows" spreparowany przez UNKLE i jestem za to muzykom absolutnie wdzięczny. Jak dla mnie, jest to po prostu kwintesencja udanego remiksu - utwór jest pełen energii, porywający, świeży. Z jednej strony unosi się w nim duch pierwotnej kompozycji, z drugiej jednak cała dynamika i ostateczne oblicze są zasługą Jamesa Lavelle. Czyli jest wręcz idealnie, możemy wyczuć, jak iskrzą w starciu ze sobą zupełnie inne wrażliwości muzyczne, a efekt końcowy pokazuje korzyści wynikające z takiego zderzenia. Epkę wieńczą dwie autorskie kompozycje formacji, sprawiające, że łapki mi się pocą na samą myśl o ich nowym albumie. Jest w nich to, co zawsze najwyżej ceniłem w muzyce tej kapeli - transowa motoryczność gitarowych struktur, desperacki wokal i intrygujące fragmenty instrumentalne, zapętlające się i zmierzające do kolapsu. Tak trzymać, a pobiegnę po pełny album w dniu premiery. Co ważne jednak, "Complications" dowodzą, że QOTSA ewoluuje, dąży do przodu i raczej nie grozi im wtórność. Wspaniale wykorzystali szansę zaprezentowania odmiennego oblicza, jaką daje nagranie tego typu minialbumu. Pół godziny czystej przyjemności. Szczerze polecam, chociaż jest to atrakcja przede wszystkim dla słuchaczy znających twórczość zespołu i ciekawych tego, co muzykom chodzi po głowie, że tak powiem "po godzinach".

[Piotr Lewandowski]