polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Mazen Kerbaj i Sharif Sehnaoui wywiad

Mazen Kerbaj i Sharif Sehnaoui
wywiad

Click here for the English version of this interview.

W ubiegłym roku ukazała się ich płyta Johnny Kafta Anti-Vegetarian Orchestra na której w kilkuosobowym ensemble doszło do połączenia fascynacji muzyką improwizowaną, free-jazzem i muzyką gitarową. Ale Mazen Kerbaj i Sharif Sehnaoui tworzą więcej zespołów – w „A” Trio nagrali płytę z Alanem Bishopem, każdy z nich współtworzy mnóstwo projektów. Sharif w Libanie, gdzie mieszka, a Mazen także w Berlinie, gdzie obecnie przebywa na rezydencji. Razem z muzykami z Kairu i Stambułu założyli także zespół Karkhana, którego celem jest transmisja wątków z Bliskiego Wschodu za pomocą muzyki improwizowanej. Zapraszamy was do rozmowy z artystami, śledzenia założonych przez nich labeli wydawniczych Al Maslakhl oraz Annihaya. 

Jakub Knera: Przyczyną do tego spotkania jest świetna płyta Johnny Kafta Anti-Vegetarian Orchestra, zespołu, który współtworzycie. Album ukazał się w ubiegłym roku, ale zespół już nie funkcjonuje.

Sharif Sehnaoui: Ta grupa powstała w wyniku połączenia dwóch innych składów. Pierwszym z nich był punkowy i post-rockowy Scrambled Eggs, który funkcjonował na scenie muzycznej od końcówki lat dziewięćdziesiątych i był jednym z pierwszych rockowych zespołów w Bejrucie, które nie grały jedynie coverów. Drugi to "A" Trio – grupa grająca muzykę improwizowaną, założona przeze mnie, Mazena Kerbaj i Raeda Yassin. Wszystko zaczęło się na początku pierwszej dekady XXI wieku i było przedłużeniem działalności duetu, który tworzyłem z Mazenem od końca lat dziewięćdziesiątych. Jako oba zespoły nagraliśmy jeden album pod szyldem Scrambled Eggs & „A” Trio, ale kiedy dalej pracowaliśmy razem, postanowiliśmy nadać mu inną tożsamość – Johnny Kafta Anti-Vegetarian Orchestra. Jednak po szesnastu czy siedemnastu latach istnienia, Scrambled Eggs rozpadli się i nie grają razem. Nie pracują już ze sobą, więc ciężko było kontynuować granie w tym składzie. Ale "A" Trio nadal istnieje.

Mazen Kerbaj: Być może zmienimy skład jednego dnia i zagramy! Ale to był bardzo dobry zespół, w którym współpracowaliśmy na różnych poziomach. Stworzyliśmy go także na poziomie koncepcyjnym – podczas koncertów rozdawaliśmy ludziom bezpłatnie mięsoKiedyś daliśmy też całkowicie surowe mięso, a kiedy indziej rozdawaliśmy shoarmę. Zabraliśmy ze sobą faceta, który miał maszynę do robienia shoarmy i rozdawaliśmy ją w momencie grania. Przygotowaliśmy też sesję zdjęciową, której efekt możesz zobaczyć na okładce naszego winyla.

Robi wrażenie.

MK: Poszliśmy do prawdziwej rzeźni, aby sfotografować się z ubitą krową. Rzeźnik prawie chciał nas zabić w momencie, gdy zobaczył nas w środku pomalowanych farbą.

Nazwa wiąże się z tym jak graliśmy – a graliśmy tak głupio, jak gramy w piłkę nożną na FIFA czy coś takiego. Na początku stworzyliśmy postać o imieniu Johnny Kafta. Stopniowo zrobiliśmy etykietę dla sublabelu, który założyliśmy w obrębie naszej pierwszej oficyny Al Maslakh. Nazwaliśmy go Johnny Kafta Kids Menu, ponieważ wydawaliśmy tam muzykę rockową, taką bardziej dla licealistów. I w pewnym momencie wpadł nam do głowy pomysł, żeby założyć zespół - orkiestrę właśnie pod tą nazwą. Ale bardzo poważnie myśleliśmy o tym składzie, włożyliśmy w niego wiele wysiłku na różnych poziomach.

SS: Al. Maslakh lzostał stworzony przez Mazena. Nazwa oznacza rzeźnię i wszystko inne powstało wokół tego konceptu. Johnny Kafta to zespół nagrywający i jest metaforą naszej muzyki, która jest surowa, organiczna i brudna, a nie wypolerowana i wyprodukowana.

To zdecydowanie nie jest łagodna muzyka.

SS: Tak, w perspektywie dźwięków, ale także dlatego, że wiąże się z ideą wolnej improwizacji – nie poprawiamy naszych błędów, nie czyścimy jej, nie prezentujemy jako nouvelle cuisine, gdzie wszystko jest zwarte i ładne. Jesteśmy surowi.

MK: Nouvelle cuisine lub supermarketu, w którym wszystko można kupić gotowe.

To było spotkanie dwóch zespołów odwołujących się do różnych estetyk. W swoim nowym zespole Karkhana spotykacie się z różnymi muzykami z różnych miast – Bejrutu, Kairu i Stambulu.

SS: Spotkanie w improwizacji jest bardzo ważne – tak jak w jazzie jest silnym elementem wolności. Zmienia komunikację. Zwłaszcza w Bejrucie, gdzie istnieje bardzo silna i dynamiczna scena muzyczna, w ludziach jest wiele pasji i chcą współpracować, chociaż nie jest to łatwe.

MK: To jest bardzo małe miasto i każdy jakoś jest podłączony do muzycznego obiegu. Jeśli porównasz z nim Berlin – w którym aktualnie mieszkam – to jest tu wiele różnych scen. Więc redukcjoniści grają z ludźmi ze swojej społeczności, tak samo jest z minimalistami albo jazzmanami. W Bejrucie jest scena osób zainteresowanych różną muzyką bez względu na to jaki gatunek reprezentują – od punk rocka do improwizacji i free jazzu. To tworzy atmosferę, która zachęca do współpracy, ponieważ znamy się nawzajem. Więc ludzie pamiętają, że grałem z zespołem punkowym, niezależnie od tego, czy był dobry czy zły. Ale to, co jest ważne, to fakt, że szukasz ciekawych muzyków, bez względu na to, jaką muzykę grają.

Johnny Kafta to nie zespół rockowy, ale to także nie zespół jazzowy. To hybryda pomiędzy nimi – jak to wygląda w przypadku Karkhana?

MK: To także coś pomiędzy, ale zaczęliśmy grać pod tym szyldem z konkretnym pomysłem. Johny Katfa rozwijał się stopniowo, krok po kroku, natomiast zakładając Karkhana byliśmy sobie w stanie wyobrazić, co i jak chcemy grać.

SS: Tym razem mieliśmy jasny cel, co chcielibyśmy grać i jak będzie brzmieć muzyka free z Bliskiego Wschodu. Podobnie jak free jazz wyszedł ze środowiska jazzowego w Stanach Zjednoczonych i Europie. Nie chciałbym używać etykietki jazz w aspekcie Karkhana, chociaż w tym zespole istnieją jego silne elementy. Staramy się zachować pewne odniesienia do tradycyjnej muzyki lub skali muzyki wschodniej, jak i instrumentów, których używamy.

MK: Używamy mezmar, oud, syntezatorów, które są bardzo obecne w tradycji Bliskiego Wschodu. Ostatnio zaczęliśmy grać z perkusistą Michaelem Zerangiem, który gra na darbuce, bliskowschodnim bębnie.

SS: Nie gramy muzyki bliskowschodniej, która jest free, ale to muzyka free, która wywodzi się z Bliskiego Wschodu. 

Jak to rozumiesz?

MK: To muzyka free, która ma wpływy bliskowschodnie gdzieś z tyłu. To dla nas bardzo ważne - pochodząc z Bliskiego Wschodu jesteśmy zawsze traktowani jako egzotyczny produkt. Gdy zobaczysz nasz zespół, zrozumiesz, jak pracujemy i że nikt z nas nie pójdzie w banał grania folklorystycznego wschodniej muzyki.

Jak doszło do założenia Karkhana?

MK: Zdaliśmy sobie sprawę, że nie jesteśmy jedyni w Libanie, którzy myślą w taki sposób o muzyce z Bliskiego Wschodu. Okazało się, że na tym obszarze jest bardzo duża scena eksperymentalna, która miesza elementy tradycyjne z nowoczesnymi razem.

W Polsce istnieje silny nurt muzyki free-improv, opartej na muzyce żydowskiej.

MK: Masz na myśli muzykę klezmerską?

O nie! Nienawidzą, aby mówić o nich w taki sposób! (śmiech) Muzycy tacy jak Mikołaj Trzaska czy Raphael Rogiński wykorzystują elementy tradycyjnej muzyki żydowskiej poprzez język wolnej improwizacji. Jak silna jest scena muzyczna w Bejrucie?

MK: Istnieje wiele alternatywnych grup i to jest szeroka scena, ale historycznie Bejrut jest bardzo słaby. Przed wojną domową w latach 1975-1990 była tu wielka scena poezji, malarstwa, teatru współczesnego, ale nigdy współczesnej muzyki. Nawet teraz jeśli w konserwatorium muzycznym są nauczyciele, którzy mówią o twórczości Johna Cage, to brzmi to jak rozmowy o szatanie. To wciąż bardzo konserwatywne środowisko. Gdy zaczynaliśmy w 2000 roku, scena praktycznie nie istniała. Była muzyka alternatywna do muzyki pop, ale naprawdę inne estetyki nie rozwijały się. Więc gdy ludzie widzieli nasze koncerty, śmiali się z tego, jak graliśmy. Niektórzy w zasadzie dalej to robią. (śmiech) 

SS: Eksperymentalna scena muzyczna w Bejrucie naprawdę przyjęła bardzo dużą rolę i rozmiar w libańskiej muzyce. Jest teraz ważniejsza niż scena jazzowa. Istnieją bardzo eksperymentalne i improwizowane zespoły, są imprezy im dedykowane i coraz więcej osób chce je usłyszeć! Scena jazzowa funkcjonuje w bardzo małym wymiarze.

MK: Mamy na myśli zwłaszcza jazz fusion. Jak kuchnia fusion.

SS: Nie ma festiwalu jazzowego w mieście. Istnieją kluby jazzowe, ale ludzie jedzą tam i jeśli grają tam muzycy jazzowi to tylko w tle. Niestety jest wielu muzyków jazzowych, którzy są trochę zazdrośni wobec nas – scena improwizowana się rozwija, a oni myślą, że wcale nie umiemy grać. To sprzężenie zwrotne, które do nas dociera jest czasem smutne. Na szczęście niedawno pojawił się nowy festiwal – jest bardziej otwarty na jazz i zaangażowanie graczy jazzowych. Nazywa się Beirut Beyond, prezentuje muzykę świata i jazz, jest bardzo interesujący. Ale zrobili dwie edycje i anulowali trzecią. Jednak wydaje mi sięże chcą go zrobić ponownie.

Aktywowaliście scenę muzyczną w późnych latach dziewięćdziesiątych także poprzez stworzenie pierwszego festiwalu muzycznego w mieście. Opowiedzcie o nim.

SS: Nazywa się Iritajl, to eksperymentalny festiwal muzyczny. Jest to jedyna poważna impreza muzyczna w mieście. Nie ma innego festiwalu muzycznego w Bejrucie.

MK: I nigdy nie było imprezy, która trwała by tak długo. Więc historycznie jest to najdłuższy festiwal muzyki w stolicy Libanu.

Czy trudno było go rozwijać?

SS: Nie tak trudno, jak mogłoby się wydawać. Istnieją pewne problemy budżetowe, ale w końcu zawsze się śmiejemy, bo nie wierzymy, że organizujemy go tak długo. Jeśli w 1999 roku, kiedy zorganizowaliśmy pierwszą edycję, powiedziałbyś nam, że będzie mieć taki rozmiar jak obecnie, tylko byśmy się roześmiali. Ale prawie dwadzieścia lat później to impreza o ugruntowanej pozycji i szanowana na świecie – wielu muzyków o nim wie. Libańczycy zaczęli cieszyć się nim. Nawet jeśli ludzie nie lubią tego rodzaju muzyki, prezentujemy ją, bo są ciekawi. Oczywiście są tacy, którzy nas nienawidzą.

Jak zawsze znajdą się hejterzy.

MK: Jest coś jeszcze poza trudnościami finansowymi. Zaczęliśmy go organizować jako bardzo małe wydarzenie, ale w pewnym momencie był dla nas zbyt duży. Potrzebowaliśmy większego dofinansowania. Ale były też dwa paskudne lata po wojnie izraelsko-libańskiej w 2006 roku – w 2007 i 2008 roku w kraju panowały bardzo złe warunki. Doszło aż do dwunastu zabójstw na tle politycznym, więc w 2007 roku zorganizowaliśmy tylko trzy dni, a rok później tylko dwa, podczas gdy w 2006 roku było sześć dni festiwalu!

SS: Miasto było trochę niebezpieczne i zacząłem czućże coś poszło bardzo źle i może pęknąć. Napisałem do muzyków, których zaprosiliśmy, że czekamy na nich, ale przyjeżdżają na własne ryzyko i nie możemy zagwarantować im bezpieczeństwa. Ci, z którymi mieliśmy bardzo silne relacje przylechali. I okazało się, że miałem dobre przeczucia, bo zaledwie miesiąc po festiwalu wybuchła wojna - w maju 2007 roku, tuż po upływie jednego miesiąca. W wyniku małej wojny domowej zamknięto miasto i lotnisko.

Nie myśleliście nigdy o zamknięciu festiwalu?

MK: Tym razem mówiłem ludziom, aby być ostrożnym, podczas gdy zwykle, gdy pytają nas o bezpieczeństwo, możemy zdecydowanie powiedziećże nie zapraszalibyśmy ich, gdyby było niebezpiecznie.

SS: Wielu muzyków dopytuje się o to także dzisiaj, ale z pełną świadomością mówimy im, że w Bejrucie jest bezpiecznie.

MK: Chociaż oczywiście może stać się niebezpiecznie, nigdy tego nie przewidzisz.

Ale równie niebezpiecznie może być w Paryżu czy Brukseli.

MK: Dokładnie!

SS: Liban jest niebezpieczny, ale sam Bejrut nie. Wszystkie miejsca, w których gramy są całkowicie bezpieczne. Nic się tam nie dzieje.

MK: Wracając do twojego pytania dotyczącego zamknięcia festiwalu – było bardzo ważne dla nas, aby impreza odbyła się w latach 2007 i 2008. W pewnym momencie zrobiliśmy zaledwie dwa dni festiwalu, ale moglibyśmy zrobić nawet jeden koncert i to byłoby ważne. Festiwal musiał być kontynuowany niezależnie od tego, co by się wydarzyło.

Po tych zabójstwach, zrobiłem plakat, na którym narysowałem bomby i dynamit. Ochrona w punkcie bezpieczeństwa zatrzymała mnie, prosząc abym otworzył bagażnik, żeby zobaczyć, co znajduje się wewnątrz niego. Miałem pięćset plakatów i musiałem tłumaczyć, że to tylko reklamówki festiwalu (śmiech). Byli kompletnie zaskoczeni.

Jak ta sytuacja społeczna i polityczna w Bejrucie wpływa na waszą muzykę? Mazen, w 2006 roku podczas Wojny Lipcowej nagrałeś „Starry Night", improwizację na trąbce i dźwięk bomb izraelskich sił powietrznych, które było słychać z twojego balkonu.

MK: Oczywiście, że ma wpływ, jak każde miasto! Jeśli ktoś mieszka w dużym mieście czy wsi, to zawsze wpływa na muzykę. Czasami, kiedy ludzie pytają nas o to w wywiadach, mówięże być może mamy inny stosunek do ciszy. Wiele osób po naszych koncertach – zwłaszcza po "A" Trio lub moich koncertach solowych – mówi, że słyszą wojnę w naszej muzyce. To zupełnie głupie, bo nie staramy się „grać wojny”. Jeśli gram z Axelem Dörnerem i Mathiasem Bauerem, to może to brzmieć tak samo – oczywiście w ich własnym języku – i wcale tego nie usłyszą. Ludzie mają jakieś oczekiwania, co jest normalne, ale świadomie nie staramy się grać w taki sposób. „Starry Night" była grana z bombami, ale nie sądzęże jesteśmy bardziej agresywni, tylko dlatego, że pochodzimy z kraju, w którym toczyła się wojna. Posłuchaj Petera Brötzmanna – nie mieszka w strefie wojennej, a on jest bardziej agresywny. 

Możemy wrócić z tym do tych "egzotycznych" perspektyw waszej sceny.

MK: Jesteśmy Arabami, co już jest już egzotyczne dla Zachodu, a następnie jesteśmy z Bejrutu, więc jest to jeszcze bardziej egzotyczne. To zawsze przewija się w wywiadach, a ludzie rozmawiając ze mną o moich rysunkach i komiksach, wychodzą zawsze z tej perspektywyW tym, co tworzę, staram się unikać tematów związanych z wojną 2006 roku w tym. Szkoda, że nie tylko ludzie z Europy, ale i z całego Zachodu oczekują tego od nas. Jeśli jesteś z Niemiec i jedziesz do Ameryki, możesz robić, co chcesz. Ale jeśli pochodzisz z Libanu, powinieneś mówić o wojnie, jeśli pochodzisz z Rwandy, należy mówić o ludobójstwie, a jeśli pochodzisz z Indii, należy mówić o ubóstwie. Jeśli jesteś z Indii i piszesz o rzeczach, o których opisują osoby z Niemiec, to ludzie będą to mieć w dupie. Nie masz wyboru – zawsze w stosunku do ciebie są jakieś oczekiwania lub uprzedzenia. Ale żyjemy z tym.

Ludzie chcą ciągle czegoś, co jest egzotyczne, bo żyjemy w na tyle zglobalizowanej kulturze?

MK: Cokolwiek dostaje się do cywilizacji zachodniej, to zwykle robi się z niewłaściwych powodów. Raz jeden facet spytał Sharifa, czy nie jest złz racji tego, że to właśnie z tych „egzotycznych” powodów zaproszono go na festiwal, z powodu wojny. I Sharif powiedział: nie więcej niż za to, że nie zaprosił mnie przed wojnąZawsze wszystko zależy od tego, co się stało.

Czy widzisz jakieś konkretne reakcje ludzi, gdy grasz w Europie?

MK: Jedną rzeczą jest fakt, że jesteśmy w większości pod wpływem zachodniej muzyki. Obaj z Sharifem słuchamy jazzu i free-improv. Oczywiście słuchaliśmy też muzyki arabskiej i muzyki rockowej, kiedy byliśmy młodzi.

SS: To ma na nas duży wpływ.

MK: W pewnym sensie możemy pochodzić z lustrem do Europy - możemy przywrócić nasze doświadczenie, jakie przywieźliśmy. Ale nie powiedziałbym, że moja specyfika muzyki – tak jak polska, turecka czy ghańska – wynika z tego, że pochodzę z Libanu. To kwestia tego jak gram, to jest dla mnie najważniejsze. Moja muzyka jest na tyle abstrakcyjna, że gdybyś dał ją komuś do odsłuchania w ramach testu, to pewnie nikt nie zorientowałby się, że jest arabskaPopatrz – często jest tak, że dasz komuś do posłuchania muzykę Axela Dornera lub Franza Hautzingera, nie mówiąc, że to oni i nikt ze słuchaczy nie powieże to przypomina im wojenny helikopter. Ale jeśli dowiedzą się, że gram ja, to od razu są w stanie powiedzieć „słyszę bomby”, bo Liban tak się im kojarzy. Jedynie inaczej może być w przypadku Karkhany.

SS: To, co spowodowało, że zaczęliśmy grać i staliśmy się muzykami – Mazen i ja – to moment odkrycia przez nas improwizacji. Wcześniej starałem się grać rocka, ale nigdy nie chciałem być muzykiem rockowym. Uczyłem się jazzu, który ma długą historię, wywodzącą się z Ameryki i kocham tę muzykę. Mogłaby również pochodzić z Bliskiego Wschodu i rozprzestrzeniać się na świat arabski, ale to, co zmusiło nas do odtwarzania muzyki, to moment, kiedy odkryliśmy tę wolnośćWolność kształtowania muzyki, odpowiedniego rozwijania naszego języka, możliwość zanurzenia się w nieznane. Swobodna improwizacja mogła to zrobić – wepchnąć nas w całkowicie nieznany obszar, który ma tożsamość i nie jest to koniecznie związane z konkretnym miejscem i czasem. Większość z tej wolności pojawiła się na Zachodzie. Było tam o wiele więcej muzyków i znacznie bardziej otwartych społeczeństw. Nastąpiła rewolucja w muzyce klasycznej, jazzie i rocku, co pozwoliło muzykom wyjść poza te gatunki i kanon muzyczny.

Teraz czujemy, żtaka rewolucja dzieje się również w muzyce arabskiej. Istnieje tendencja łamania kodów muzyki orientalnej, do uwolnienia jej z dotychczasowych schematów i ścieżek. Wszystko to, żeby nadać jej wolność i zabrać od konserwatywnego sposobu jej odtwarzania.

W tym momencie powstała Karkhana.

SS: Tak, ponownie rozwijamy zainteresowanie muzyką orientalną. Uważamy, że teraz nadszedł czas, kiedy rewolucja się dzieje, jak to się stało w jazzie i rocku. Dzieje się tak nie tylko w naszym przypadku, ale wśród muzyków, którzy wywodzą się z muzyki tradycyjnej i są obecnie bardzo zaangażowani w poszerzanie jej zakresu. Oczywiście nie mówimy o muzyce fusion, która miesza wpływy Wschodu i Zachodu.

MK: Fusion – zaraz się porzygam, nie używaj tego określenia! (śmiech)

SS: Jest prawdziwy organiczny ruch w obrębie muzyki arabskiej i muzyki orientalnej, aby podjąć dalsze kroki i doprowadzić go z powrotem do nowoczesności, wprowadzić na współczesny obszar. Zaakceptowaliśmy to z Mazenem – chcemy grać muzykę orientalną, ale rozumianą właśnie w tym sensie. Dziesięć lat temu, to by się nie stało, a teraz gramy z tradycyjnymi muzykami. Mamy różne zespoły, mieszamy instrumentalistów. Ludzie lubią słuchać muzyków, którzy są wyszkoleni na bardzo wysokim poziomie, słuchają tego, jak wykorzystują i eksperymentują z tradycyjnymi instrumentami. To się naprawdę dzieje. Poza Karkhaną współpracujemy z masą fantastycznych muzyków – istnieje wielu artystów, którzy robią niesamowite rzeczy i przetasowują karty na współczesnej scenie.

W Polsce muzycy starają się poradzić sobie z kliszami tradycyjnej muzyki żydowskiej i dostosowywać ją współczesnemu językowi wolnej improwizacji. Scena muzyki improwizowanej jest coraz ciekawsza i ludzie coraz bardziej się nią interesują.

MK: Masz rację, ale spójrz na to – myślężdzieje się tak do tego stopnia, że aż wykształcił się gatunek "improv". Go również należy złamać, ponieważ istnieje wiele osób grających prawie taką samą muzykę. Dla nas jest to wyzwanie, aby przyjść i przynieść coś nowego.

A więc to kolejna klisza, którą należy przełamać.

 

MK: Jeśli grasz tak jak Evan Parker, to nie improwizujesz tylko grasz tak samo jak on. Musisz rozwijać swoją improwizację – nadszedł czas, żeby zakwestionować klisze także w jej obszarze.

 

ENGLISH VERSION

 

 

Last year they released an album called Johnny Kafta Anti-Vegetarian Orchestra on which the ensemble managed to merge fascination with improvi, guitar and free-jazz music. But Mazen Kerbaj and Sharif Sehnaoui create more more bands: the "A" Trio recorded an album with Alan Bishop, and each of its members co-creates a lot of different projects – Sharif in Lebanon, where he lives, and Mazen also in Berlin, where he is currently living and creating some artistic projects. Together with musicians from Cairo and Istanbul they’ve formed Karkhana band, the aim of which is to transmit the threads from the Middle East through the language of improvised music. We invite you to read the interview with the artists but also to track music labels founded by them - Al Maslakhl and Annihaya. 

Jakub Knera: The reason for this meeting is a great record by your group Johny Kafta Anti-Vegetarian Orchestra. The album was released last year, but the team is no longer functioning.

Sharif Sehnaoui: Actually this group consists of two bands joined together. The first one is a post-rock punk band called Scrambled Eggs, which started in the late ‘90s and was one of the first rock bands in Beirut that didn’t play just covers. The other one is called „A” Trio –  a free improv group including me, Mazen Kerbaj and Raed Yassin. It started at the beginning of the first decade of 21st century and it was an extension of Mazen’s and mine duo dating back to the late ‘90s. We recorded our first album under the name Scrambled Eggs & „A” Trio.

When we kept working, we thought we should give it another identity – Johnny Kafta Anti-Vegetarian Orchestra. But after sixteen or seventeen years of existence, Scrambled Eggs splitted. They disbanded and they don’t work together anymore, so it was impossible to continue. But „A” Trio still exists. 

Mazen Kerbaj: Maybe we will shift the line-up one day! We really like the band and we work together on different levels. We worked on the Johnny Kafta conceptually – we used to give free meat to people on concerts. Once we did it with raw meat only or with shoarma. We brought shoarma guy who was giving to people free shoarma with his shoarma machine. We took a photo which you can see inside the cover of our vinyl.

It’s impressive!

MK: We went to a real slaughterhouse to get photographed with a slaughtered cow. The butcher almost killed us as we were all covered in paint inside the building. 

The name comes from the way we used to play – and we played in as stupid way as we play football in FIFA or something like this. At the beginning we created a character called Johnny Kafta. Little by little, we made a sublabel of our first label Al Maslakh that we called Johnny Kafta Kids Menu, because it was rock and it was more for kids. Then the idea to make an orchestra came up. But we were really serious about the band; we put a lot of effort into it on all levels. 

SS: Al Maslakh label was created by Mazen. The name means “slaughterhouse” and the whole concept was made around it. Johnny Kafta was a recording team and this is the metaphor of our music – it’s raw, organic, dirty, not polished or produced.

This is definitely not a soft music.

SS: Yes, in terms of sounds, but also in the idea of free improvisation – we didn’t correct our mistakes, didn’t clean it, didn’t present it as if it was a nouvelle cuisine where everything is unitary and nice. This was raw.

MK: Nouvelle cuisine or a supermarket where you can buy everything ready-made!

This was the meeting of two bands from different aesthetics. In your new ensemble Karkhana you meet different musicians from different cities – Beirut, Cairo and Istanbul.

SS: Meeting is as important in improvisation as it is in jazz – the music with strong component of freedom. It changes the communication. Specifically in Beirut, with it’s very strong and dynamic music scene, there is a lot of passion and people want to do things but in the end it’s not so easy.

MK: It is a very small city – everybody is somehow connected. For instance, Berlin improv music scene – it’s where I’m living now – is very wide and connected to other scenes. Reductionists want to play with people from their community and it’s the same with minimalists or free jazz musicians. In Beirut there is a scene of people interested in different music, no matter what genre it is – from punk rock to improv or free jazz. This creates the atmosphere that is easy to cooperate in, because we all know each other. So people remember that I play with a  punk rock band, no matter if it’s good or bad. What is important is the fact that you look for interesting musicians, no matter what music they play. 

Johnny Kafta was not really a rock band, it was also not a free jazz band. It was a hybrid between them – how it is with Karkhana?

MK: It’s also something in between but it started with some idea. As Johnny Kafta came little by little, in Karkhana we had imagined what would be the result before we started playing together. 

SS: This time we had a clear image what we would like to play and how the free music from the Middle East will sound. Just like free jazz is a music different from the jazz world in the US or Europe. I wouldn’t use the name jazz to describe Karkhana’s music, even though there are strong elements of it. We try to keep some references to traditional music and to the scales of the eastern music, we also use traditional instruments. 

MK: We use a mezmar, an oud, and synths which are very present in the Middle Eastern tradition. We’ve started to play with a drummer Michael Zerang who plays darbuka, which is a kind of a goblet drum. 

SS: It’s not a free Middle Eastern music but it is a free music coming from the Middle East. You don’t play Middle Eastern music with free jazz solos.

MK: It’s free music that has an attempt behind it. It’s very important for us – coming from Middle East, we are always considered as exotic products. When you see the band, you’ll understand how we work and no one of us would go for a cliché of playing folkloric, eastern music.

When did you start with this idea?

MK: We realized that we’re not alone in Lebanon and that there is a new experimental scene growing up in the Middle East and we decided to mix all those elements together.

In Poland there is strong a movement playing free-improv music based on the Jewish music.

MK: Klezmer music?

Oh no! They hate calling them like that!

MK: Ok, I understand! (laughs).

Mikołaj Trzaska, Raphael Rogiński – they use elements of traditional Jewish music through the language of free improvisation. How strong is the music scene in Beirut?

MK: There are a lot of alternative groups. Historically, Beirut is very poor. Before the civil war that took place between 1975 and 1990 there had been a big scene of poetry, painting, contemporary theatre, but never contemporary music scene. Even now when you try to talk about John Cage to teachers in the conservatoire it’s like talking about Satan. It’s still very conservative. When we started in 2000 it was inexistent. You had music which was an nalternative to pop music, but not really engaging different aesthetics. Then people laughed a lot, when they heard us. Some of the jazz scene still does it (laughs).

SS: The experimental music scene in Beirut has really played a very important role in Lebanese music. It’s more important than jazz. There are more experimental, improv, free music events than jazz events and more people want to attend them! The jazz scene became a very small local affair.

MK: We mean fusion jazz especially. Like fusion cuisine.

SS: There is no jazz festival in the town. There are jazz clubs but people eat there and some jazz musicians just play in the background. Sadly, there are just a few good jazz players who can be jealous of us because sometimes we look as if we didn’t  even know how to play our instruments. It’s a bit sad, but this is the feedback we hear. Fortunately, a new festival has just started – it’s more open to jazz and involve jazz players. It’s called Beirut Beyond and it’s a world music and jazz festival, a very interesting one. But so far they’ve made only two editions and cancelled the third one. Yet, it seems that they want to organize it again.

The music scene started to activate in the late ‘90s and then there was just one major festival in town, which was established by you and Mazen.

SS: It’s called Iritajl, an experimental music festival. This is the only serious festival in town. There is no other music festival in Beirut.

MK: And no other music festival in Beirut was organized for such a long time. So historically, this is the oldest and the longest-lasting music festival ever existing there.

Was it difficult to develop it?

SS: Not as difficult as you would expect. There are some budget problems, but in the end we always laugh because we don’t believe the festival is happening. If you told us back in 1999 that it will look like it does now, we would laugh. Almost twenty years later it’s a well-established festival that is respected all over the world – many musicians know about it. Lebanese people have started enjoying it - even the people who don’t like this kind of music attend it because they are curious. Of course there are also some haters.

As always.

MK: There are some difficulties apart from the money. When we started, the festival was very small, but it has grown so much that at one point it was too big for us. We needed more money to make it. But there were also these two nasty years after the Lebanese-Israeli war in 2006. We had to make the 2007 and 2008 editions struggling with very bad conditions in the country. They were twelve political assassinations, so in 2007 the festival lasted for 3 days and only for 2 days in 2008. Compare it to 2006 when it was a six-day festival!

SS: The city was a bit dangerous and I started to feel that something went very wrong. I wrote to musicians whom we had invited that they are coming at their own risk and we cannot guarantee them security. But some musicians we had very strong relations with came anyway. My feelings were right – exactly one month after the festival a small civil war broke out and the country was shut down, so as was the airport. 

Have you ever thought about cancelling the festival?

MK: Back then we told people to be careful, but usually if they ask us if it’s dangerous we can definitely say that we wouldn’t invite them if it was dangerous here.

SS: Some musicians ask us about that today but we tell them that it’s not dangerous.

MK: Of course it suddenly could become dangerous.

But it could become dangerous in Paris or Brussels as well.

MK: Exactly!

SS: Lebanon is dangerous but not Beirut itself. All the venues where we play are totally safe. Nothing bad ever happens there. 

MK: Coming back to your question about cancelling the festival – it was very important for us to make it happen in 2007 and 2008. At some point we made just two-day-long festival but even if it had been possible to organize just one concert, we would have done it! The festival has to be continued whatever happens. After these assassinations, I made a poster with bombs and dynamites. Security guys stopped me at a checking point and told me to open the trunk to see what is inside. I had five hundred of these flyers and I had to explain that these are just to promote the festival (laughs). They were completely puzzled.

How does this social and political situation in Beirut influence your music? Mazen, during the July War in 2006 you recorded “Starry Night”, an improvisation combining trumpet and the sound of Israeli air force bombs.

MK: Well, of course it has influence, just as any other city would have! It doesn’t matter if someone lives a in big city or in countryside, it always influences their music. Sometimes when we talk a lot about it or someone asks us in the interview, I say that maybe we have different relation to silence or things like this. Many people after our gigs – especially after “A” Trio or my solo concerts – say that they can hear the war in our music. It’s completely stupid, we don’t try to play the war. If I play with Axel Dörner and Mathias Bauer it sounds the same in their own language and they don’t hear it!  People have some kind of prejudice, which is normal, but we never tried to consciously play like that. “Starry Night” was played with the sound of bombs, but I don’t think that we are more aggressive just because we come from the country where there was a war. Listen to Peter Brötzmann – he is not from the war zone and he’s more aggressive. Maybe one day we should think more to understand how it works, because there is some kind of subconscious influence. But at least we don’t accept it as the influence, we don’t try to sell it as the influence.

We can come back with that to the “exotic” scene term.

MK: We are Arabs, which is exotic for the West, and then we are from Beirut so it makes us even more exotic. It always happens in interviews, even people talking to me about my drawings and comics look at me from this perspective. I try to avoid the subject of war in 2006 as much as possible in what I create. It’s a pity – not only European but also Western people expect that from us. If you are from Germany and go to America you can do whatever you want. But if you come from Lebanon, you should talk only about the war, if you come from Rwanda you should talk only about genocide, and if you come from India all you should talk about is poverty. If you are from India and you write about the things that a German guy could write about, they don’t give a fuck. You can’t choose your subject – they expect something specific from you. They are a lot of prejudices. But we can live with this.

Do People want something which is “exotic”? . We live in so globalized culture. 

MK: Whatever gets to the Western civilization, it usually gets for wrong reasons. Once a guy asked Sharif if he’s not angry that he was invited to the festival because of the wrong reasons, because of war. And Sharif said: not any more than I would be angry for not inviting me before the war. It always depends.

Do you see any specific reactions of people when you play in Europe?

MK: One thing is the fact that we are mostly influenced by Western music. We both play free jazz and improve. Of course we used to listento Arabic music or rock music when we were young. 

SS: It has a strong influence on us.

MK: In a sense, we come to Europe with a mirror – we are not different from you. I would not say that I’m more specific as a musician than any Polish, Turkish or Ghana musicians just because I’m Lebanese. It’s because of my playing, this is the most important difference. My music is abstract enough – if you put it to a blind test for someone from Europe, he wouldn’t say it’s Arabic. Maybe just with Karkhana, but not the rest. You can put me next to Axel Dörner or Franz Hautzinger without people knowing who’s playing and they wouldn’t say “it reminds me a helicopter”. But if they see who’s playing – me – they would say “I can hear bombs” because I come from Lebanon.

SS: Our real first drive to play music and become musicians – Mazen and I – was when we discovered the improvisation. Before that I tried to play rock, but I’ve never wanted to be a rock musician. I studied jazz – its long history coming from America, and I loved it. It also could come to the Middle East and spread in the Arab world, but what compelled us to play music was when we discovered this freedom. A freedom to shape music, to develop different languages of it, even if we’ve never thought it would be possible to dive into the unknown. Free improvisation could do that – you can throw yourself into total unknown which has no identity, and it is not necessarily related to a specific place and time. This really compelled us. Most of this freedom emerged from the West. There were much more musicians and much more open-minded societies there. There hve been revolutions in classical music, jazz and rock, and that allowed musicians to go further than genres or the canon. 

Now we feel that there is a revolution happening also in Arabic music. There is a tendency to break the codes of oriental music, to completely free it from its rules or at least to be able to free it. To give oriental music freedom and take it outside of the conservative way to play it. 

At this point Karkhana was formed.

SS: Yes, we are developing interest in oriental music again. We feel that now it’s the time when revolution is happening as it happened in jazz and rock. There are not just us but also many other musicians who come from traditional background and are now really engaged in broadening its scope and creating revolution within these titles. They break the rules. Of course we are not talking about fusion music, which mixed east and west together.

MK: Fusion – I’m going to vomit, don’t say that! (laughs)

SS: There is a real, organic, genuine movement within Arabic music and within oriental music to take it further and bring it closer to modernity. This is what Mazen and me have accepted – we wanted to play “oriental” music in this sense. Ten years ago it wouldn’t happen, but now we play with traditional musicians. We have mixed ensembles, we mix instruments. People like to listen high-level traditional musicians who experiment with their instruments. This is actually happening. Besides Karkhana, we collaborate with people playing traditional instruments. There are a lot of other crazy and fantastic musicians who are really reshuffling the cards.  

In Poland musicians try to cope with clichés of traditional Jewish music and bring it closer to contemporary area of free improv. Improv music scene is getting more and more interesting and people like its language.

MK: You’re right but look at this – I think that now we have genre called “improv”. It’s also difficult and you have to break it because there are many people playing almost the same music. For us it is a challenge to come and bring something new. 

So it is another cliché to break up.

MK: Playing like Evan Parker today is not improvising because you just play like him. It’s time to challenge what have become a cliché of improvisation. 

[Jakub Knera]

recenzje "a" Trio & Alan Bishop w popupmusic