polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Sleaford Mods Key Markets

Sleaford Mods
Key Markets

Zeszłoroczny tekst o Sleaford Mods zakończyłem cytatem-przepowiednią Stewarta Lee: zespół miał być "massive by Christmas". Tymczasem Jacek Świąder w "Wyborczej" pisze: "[Sleaford Mods] nie podbiją już świata". Komu wierzyć? Podam kilka podpowiedzi - Sleaford Mods wydają na niezależnym awangardowym labelu, dali znakomity występ na Glastonbury, recenzowali ich wszyscy od Guardiana po Pitchfork. Wreszcie najistotniejsze: trafili na okładkę PopUp.

Przyznaję: trudno się w Polsce czyta post-punk. Dopiero niedawno ukazało się tłumaczenie "Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz" S. Reynoldsa. Książka ta jednak zatrzymuje się na roku 1984, a Reynolds wolał spoglądać na rave i sophisti-pop, zamiast śledzić ewolucję gatunku w kierunkach bardziej awangardowych. Tymczasem w Wielkiej Brytanii wciąż pojawiali się muzycy wychowani na kolejnych wydaniach kompilacji Messthetics, bawiący się w noise lub kolaże dźwiękowe i eksperymentujący z niskobudżetowymi sposobami nagrywania. Zmierzam do stwierdzenia, że Sleaford Mods nie są na tle tego wcale oryginalni, ich muzyka nie jest (jak określają to recenzenci) tak świeża i nieoczywista stylem, nawet jeśli duet Fearns/Williamson odżegnują się od wszystkich odniesień. Ich największą zasługą jednak jest odnalezienie formuły bezkompromisowej (czyt. niepopulistycznej) i zarazem trafiającej do całkiem sporego grona odbiorców.

To po prostu post-punk bez gitar, wygrywający wszystko minimalizmem. Ich muzyka to zresztą szkielet, najważniejsze są tu słowa wypluwane przez Williamsona. Tym razem mamy historie o m.in. kulturze celebryckiej, tabloidyzacji mediów, odklejeniu elit od rzeczywistości i muzykach malujących się jako "working class" (na przykład bracia Gallagher). To ostatnie jest o tyle śmieszne, że Williamson niedawno rzucił pracę i zamierza żyć z muzyki. Przez kilka kawałków przewija się "Boris" o krzywej twarzy, srodze obrywa Milliband. Dużo na Key Markets pytań o rolę muzyki (nazwijmy to) popularnej w obecnych czasach. Sean O'Hagan na łamach Guardiana notował: " If we have the dull, centre-right politics we deserve, Williamson insists on song after song that we also now have the pop music to soundtrack it." To zdanie nie musi odnosić się tylko do Wielkiej Brytanii, cały świat zdaje się być zawieszony w marazmie. Systemy polityczne i ekonomiczne nie działają, ale nie prowadzi to do żadnych zmian. Stąd zresztą wynika jakość wydawanej ostatnimi czasy muzyki okołopunkowej, nawet jeśli jest komentowana niechętnie i pokątnie.

Sleaford Mods perfekcyjnie oddają obecne czasy w ujęciu ludzi, którzy czytają książki i nienawidzą kultury popularnej. Prawdopodobnie przywiązanie do teraźniejszości sprawi, że ich muzyka źle się zestarzeje, ale na razie trudno się kłócić z minimalistycznymi bitami i plwaniem Williamsona. "Ile można tak samo?" pyta w recenzji Świąder. Spytałbym o to innych post-punkowców z The Fall. Właśnie wydali swój trzydziesty pierwszy album, bardzo zresztą udany.

[Marek J Sawicki]

artykuły o Sleaford Mods w popupmusic

recenzje Sleaford Mods w popupmusic