polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Sleaford Mods Divide and Exit

Sleaford Mods
Divide and Exit

Czuję się jak zupełny frajer, że dowiaduję się o tym zespole dopiero teraz, kiedy mają już na koncie siedem albumów i kilka singli, które już zdążyli zebrać w kolekcję. Dwóch niespecjalnie fotogenicznych facetów (sprawdźcie okładkę) z Nottingham gra post-punk. Od razu zwalczam popularniejsze skojarzenia – nie Joy Division, raczej The Fall z lat dziewięćdziesiątych (zwłaszcza Levitate i Are You Are Missing Winner) lub The Native Cats lub Pheromoans obecnie. Nieprzypadkowo zresztą o ich płycie dowiedziałem się z rekomendacji innego brytyjskiego post-punkowca, Dana Melchiora.

To bardzo prosta muzyka. Andrew Fearn tworzy podkłady, do których teksty recytuje Jason Williamson. Wcześniej Sleaford Mods samplowali punk rocka (Mekons, Sex Pistols) i stary brytyjski soul, natomiast tutaj mamy bity na tanich klawiszach lub linijki basowe brzmiące jak dudnienie imprezy słyszane z zewnątrz klubu. Tak jak w przypadku tradycyjnego brytyjskiego post-punku, tak i tutaj najistotniejszym elementem są teksty. Williamson pisze z perspektywy Anglii klasy B: dresy, e-papierosy, czapki z daszkiem, buty z dermy i ciągły deszcz. Wszystko gęsto przetykane przekleństwami. Teksty są świetne, potwornie przeładowane negatywnymi emocjami. Williamsonowi blisko do Bena Wallersa, choć nie jest aż takim mizantropem. Podobnie zresztą jak Wallers bije w obie opcje polityczne - plwa tak Torysów, jak i liberałów. Dostaje się też królowej - prześmieszny „The Corgi” (ulubiona rasa psów Elżbiety II) z samplowanym szczekaniem małych psów. Oczywiście do tego typu grania trzeba podchodzić odpowiednio przygotowanym, większość kawałków Modsów odnosi się do elementów brytyjskiej kultury, zwykle jej najgorszych elementów.

Recenzent Guardiana w swej recenzji zadawał pytanie dlaczego Sleaford Mods zyskali popularność dopiero na swoim siódmym albumie. Jego odpowiedzią była tak jakość materiału, jak i doskonałe wpasowanie w czasy. SM perfekcyjnie podsumowują Wielką Brytanię AD 2014, uzależnioną od mediów, nadal podzieloną na klasy spośród których te wyższe bawią się we władzę, natomiast te niższe mieszkają w zupełnych dziurach („Livable Shit”) i z frustracji podpalają samochody na ulicach (świetny „Tied Up In Notts” kończący się wezwaniem "Big up the riots"), niespecjalnie potrafiącą utrzymać Commonwealth w całości (Szkocja będzie jesienią głosowała za odłączeniem się od Wielkiej Brytanii). "They report from Poundland Britain's front lines, the perfect antidote to Clarkson/Hopkins comment culture, and operate outside traditional music-biz structures. Massive by Christmas." pisze Stewart Lee na łamach The Sunday Times. Trudno się nie zgodzić, do Świąt zespół na pewno dostanie wiele zaproszeń na festiwale. Dziw bierze tylko, że w tak bardzo politycznych czasach jest tak niewiele zespołów umiejętnie biorących się za polityczne tematy.

[Marek J Sawicki]